„Wczoraj byłaś zła na zielono” Elizy Kąckiej w reż. Anny Augustynowicz w Teatrze Dramatycznym w Warszawie. Pisze Anna Czajkowska w Teatrze dla Wszystkich.
Ocena recenzenta/tki:(8/10) – bardzo dobry
Autobiograficzna książka autorstwa Elizy Kąckiej, pisarki, literaturoznawczyni, krytyczki i eseistki, która zdobyła Nagrodę Literacką Nike 2025 i poruszyła serca wielu czytelników, opowiada o niezwykłej relacji matki z córką, ich miłości i trudnej drodze do siebie.
Na kartach „Wczoraj byłaś zła na zielono” ani razu nie pada słowo „autyzm” czy „spektrum”, jednak zdanie: „Szło o inność w obsłudze świata. Inność, która stała się także moim udziałem. Choć nigdy nie byłam i nie będę Rudą” wyjaśnia więcej niż wszelkie diagnozy specjalistów. Spektakl wyreżyserowany przez Annę Augustynowicz w oparciu o książkę może wywołać dyskomfort, niejednokrotnie potrzebny, kiedy chcemy choć trochę zrozumieć dwie atypowości, duet bliskich sobie osób zmuszonych funkcjonować w okrutnej rzeczywistości społecznej.
Sztuka nie jest łatwa do zagrania, ponieważ w swej minimalistycznej prostocie niesie wiele sensów, skojarzeń i doznań bombardujących zmysły. Nie jest to typowy spektakl opowiadający o trudach związanych z wychowywaniem dziecka w spektrum, raczej intymne studium macierzyństwa, trudności z nim związanych i opowieść o życiu codziennym tych, którzy nie umieją rozmawiać ani spędzać czasu z innymi. Ogromną siłą adaptacji jest przemyślany, obecny w scenariuszu, kawał scenicznego studium psychologicznego, wpleciony w konsekwentną dramaturgię. Dobrze zagrany koncert na czworo aktorów nie ma w sobie nic z banału. Przygotowując go, twórcy przyglądają się problemom osób z zaburzeniami neurorozwojowymi i próbują pokazać ich trudności w sferze emocjonalnej, społecznej, behawioralnej oraz komunikacyjnej.
Ważnym elementem są rozważania i odczucia związane z językiem i słowem. Środowisko słowa pogłębia poznanie rzeczywistości, jej przeżywanie, a myślenie i mówienie idą ze sobą w parze, łącząc nas ze światem. Uczenie się języka przypomina odczytywanie skomplikowanego kodu — większość dzieci rozszyfrowuje go bez wysiłku, w wieku tak wczesnym, że później nawet tego nie pamięta. Tylko czy wszystkie? Augustynowicz, dając upust swej kreatywności, ucieleśnia pomysły inspirowane ideą neuroróżnorodności, by kierować naszą uwagę w określoną stronę. Ale nie zawsze czytelnie, czasem zbyt ufając domyślności widza.
Brak zbędnych środków, elementów, gestów czy słów sprawia, że w pełni skupiamy się na historii. A ta rozgrywa się w chłodnej przestrzeni, za wielkim ekranem widocznym jedynie w formie tła dla projekcji wideo Wojciecha Kapeli oraz w blasku światła. Oszczędna scenografia Marka Brauna – krzesła i pulpity dyrygenckie – wprowadza ład w przestrzeni. Anna Moskal, Marianna Linde, Karol Wróblewski, Mirosław Guzowski stają przy nich, czasem przemieszczają się, zamieniają rolami. Każde dziecko i dorosły stanowi tu samodzielną jednostkę, która różni się od innych tym, w jaki sposób myśli, uczy się, rozwija i żyje.
To oczywiste, ale jak opisać, zobrazować świat dziecka, które wie, jak się bawić, ale nie potrafi tego robić z innymi? Nie rozumie, jak to możliwe, że rówieśnicy wiedzą, jak działać i kiedy! Marianna Linde w roli Rudej pokazuje te aspekty bardzo dobitnie i w duecie z Anną Moskal, z subtelnością niepozbawioną mocy, buduje postać swojej neuroróżnorodnej bohaterki. Anna Moskal jako matka Rudej z naturalnością przekazuje poruszające emocje, odpowiednio wplatając je w wielozmysłowe treści, które przygotowała Anna Augustynowicz.
Eliza nie jest postacią oczywistą, podlegającą ocenie czy wygładzoną, nawet jako narratorka. Niepokoi i zmusza do myślenia, podobnie jak głosy innych aktorów, czasem przypominające rodzaj chóru w głowie Elizy. Towarzyszy im muzyka Jacka Wierzchowskiego, która niesie cały spektakl, intryguje swym charakterem, współczesnym brzmieniem polifonii, rytmem powtórzeń i płynnością pięknie oddaną przez skrzypaczkę Marię Wieczorek.
Stawiając pytanie o akceptację „odmienności”, zwyczajną przyjaźń, szacunek i zrozumienie osób neuroróżnorodnych, twórcy spektaklu podejmują próbę przekazania, jak takie dzieci i dorośli postrzegają siebie, a także jak są postrzegane przez innych. Czy ta historia, adaptacja sceniczna książki „Wczoraj byłaś zła na zielono”, oparta na zmysłach i emocjach wedle pomysłu Anny Augustynowicz, choć trochę przyczyni się do redefinicji tak zwanej „normalności” i pozwoli dostrzec „sposoby myślenia, których jeszcze nie znamy”?