Logo
Recenzje

Fantazja Alicji

10.07.2026, 11:55 Wersja do druku

„Wunderland” w choreogr. Alexeia Ratmansky'ego w Hamburg Ballett. Pisze Benjamin Pachalski na swojej stronie.

Balet w Hamburgu to nie tylko instytucja, ale także wyjątkowe miejsce na mapie współczesnego tańca w Europie. Dokonało się to za sprawą twórcy oraz wieloletniego dyrektora formacji, amerykańskiego choreografa Johna Neumeiera. Jego indywidualny styl, osobista forma tworzenia teatru tańca, opowieści, gdzie dramaturgia współgra z kompozycją muzyczną, a także własną kreską układu tańca, zbudowała renomę zespołu, który stale prezentuje swoje prace w przestrzeni miejscowej opery. Jednak ostatni czas to nie tylko owe artystyczne spełnienie przy wielkim aplauzie publiczności, ale także organizacyjne zawirowania związane z jednosezonowym (2024/25) niewypałem nowego szefa artystycznego Demisa Volpiego. Dziś trwa okres przejściowy, gdzie ster rządów powierzono Lloydowi Rigginsowi, który ustabilizował sytuację wewnętrzną w grupie, a ona dobrym blaskiem świeci realizując nowe wyzwania artystyczne. Problemem pozostaje czy miejsce będzie w stanie przełamać tradycję dorobku Neumeiera i przygotowywać nowe, oryginalne widowiska, a może pozostanie jedynie muzeum owej tradycji? Bycie kustoszem pamięci jednego choreografa jest niezwykle ryzykowne. Ukazuje to powolne umieranie i zapatrzenie się w przeszłość Tanztheater Wuppertal Pina Bausch, który faktycznie odciął się obecnie od prób kształtowania nowego repertuaru. Ciekawy okres Borisa Charmatza, próbującego dokonać ożywczego trendu z własną formacją Terrain, spełzł na niczym. Obecnie to tylko odcinanie kuponów od dawnych sukcesów. Tajemnicą jest ile taki stan może trwać? To pytanie towarzyszyło Teatrowi Cricot2 po śmierci Tadeusza Kantora. Wyobraźmy sobie, że zespół kontynuowałby aktywność bez swojego maga i mistrza. Wydaje się to wręcz niemożliwe. Przed owym dylematem stoją władze Hamburga, jaki model winna mieć kompania baletowa i w jakim kierunku zmierzać.

Tegoroczne 51. Hamburger Ballet Tage, będące przeglądem przedstawień repertuarowych, a także pokaz jednego gościnnego zespołu, traktowany jako szczególne wyróżnienie, stały się dobrym czasem do przyjrzenia się kondycji formacji, a także przemyśleń co do przyszłości miejsca. W trakcie owego mini festiwalu zobaczyłem dwa przedstawienia. I wiem jedno – to nadal świetny zbiór tancerzy, z niesamowitymi, świetnie wyszkolonymi solistami, dla których balet jest pasją i spełnieniem zawodowego życia. Wnioskiem jest również, że najbardziej dedykowaną formą wyrazu jest neoklasyka i widowiska narracyjne, gdyż artyści przygotowani są również do emocjonalnego wyrazu. Zatem przyszłym szefem winien zostać wybitny choreograf specjalizujący się w tego typu widowiskach. I nazwisko samo nasunęło się, gdyż ostatnią premierę dla grupy przygotował Alexei Ratmansky. Oczywiście to czysta spekulacja. Ale zrealizowany przez niego Wunderland posiada cechy kontynuacji Neumaiera myślenia o sztuce baletowej. Zatem mógłby to być jednocześnie przełom i kontynuacja pisana stabilnością sprawdzonego twórcy o świetnym doświadczeniu choreograficznym, ale i dyrekcyjnym z dawnych czasów moskiewskich (2004-2008). Ratmansky to były artysta-rezydent American Ballet Theatre, a obecnie związany z New York City Ballet. Warto podkreślić jego zaangażowanie po stronie Ukrainy po pełnoskalowej inwazji Rosji. Największy paradoks polega na tym, że kilka jego przedstawień pozostaje w repertuarze scen w Petersburgu i stolicy Rosji, ale usunięto z afisza jego nazwisko. Są anonimowym świadectwem wielkiego mistrza baletowej sceny. W Hamburgu nie miał miejsca ów eksces, a realizacyjne pomysły świadczą o niezaprzeczalnym mistrzostwie neoklasycznej techniki, która jest znakiem rozpoznawczym artysty.

Wunderland to dwuaktowe widowisko, które jest baletową interpretacją dwóch powieści Lewisa Carrolla – Alicji w krainie czarów i Alicji po drugiej stronie lustra. To wdzięczny i w ostatnich latach popularny temat dla tanecznej sceny. Należy przypomnieć wielki sukces Christophera Wheeldona (Alice’s Adventures in Wonderland), którego premiera odbyła się piętnaście lat temu w wykonaniu londyńskiego The Royal Ballet. Dziś owe przedstawienie znajduje się w repertuarze wielu kompanii na świecie i zachwyca kolejne pokolenia młodszych oraz starszych widzów. Poczucie humoru, świetny taniec i współbrzmienie muzyki z akcją sceniczną to podstawowe wyróżniki owej produkcji. Ma ona w sobie blask broadwayowskiego musicalu choć w tanecznym wykonaniu. To także szerokie wykorzystanie multimediów, które budują świat niesamowitości dziewczynki rzuconej w wir nowych i zadziwiających przygód. W 2015 roku Opera na Zamku w Szczecinie sięgnęła również po ów tytuł (Alicja w Krainie Czarów). Muzykę skomponował Przemysław Zych, a choreografię ułożył Jacek Tyski. A już z bliższych realizacji, wykorzystując wspomnianą kompozycję, w Bydgoszczy własną wersję baletową zrealizował Robert Bondara (2022). Iskrzyła ona dowcipem, szybkością i udanymi sekwencjami grupowymi. Można uznać, że siłą Carrolla, dla tanecznej sceny, jest właśnie wielowątkowość i różnorodność charakterów, które budują wizję świata pewnej dziewczynki rzuconej w przestrzeń owej tajemnicy. W porównaniu ze wspomnianymi realizacjami Ratmansky idzie krok dalej, gdyż wykorzystuje wspomniane dwie powieści tworząc komplementarną względem siebie historię. Potwierdza swoją rangę mistrza neoklasycznej formy, ale w ową produkcję wkradają się mankamenty. Jednym z nich pozostanie szybkość poszczególnych scen, które płyną zbyt gwałtownie. Są krótkie, a ich nadmiar powoduje zawrót głowy tego co zobaczyliśmy i co miało to znaczyć.

Owe książkowe historie nie przeplatają się, nie są ze sobą specjalnie połączone. Łącznikiem jest Alicja (świetna Olivia Betteridge), która przypadkiem odkrywa odmienną rzeczywistość. W części pierwszej świat jest niewinny – niczym wzięty z sielanki Antona Czechowa. Siostra bohaterki leniwie przekłada karty książki, siedząc na symbolicznym wzgórzu pokrytym łanami trawy i kwiatów. Niepozornie pojawia się Biały Królik (znakomity Aleix Martinez), który czmycha do swojej norki, a za nim podąża Alicja. Część druga jest niemal bliźniacza. Tajemnicą jest pokój z dużym lustrem, w którym dziewczynka dostrzega swoje odbicie, które wciąga je w ową przestrzeń niesamowitości. Staje się zatem owa droga wyzwaniem, nieznanym, ale tak skonstruowanym, że sceny z poszczególnych fragmentów się nie dublują, ale ze sobą współgrają. Na swój sposób są komentarzem, uzupełnieniem, dopowiedzeniem. Istotne są zakończenia poszczególnych epizodów. To głębokie rozczarowanie, że świat wokół nie jest tak różnorodny i niesamowity jak ten w wytworzonej fantazji snu, śnienia, a może rzeczywiście podróży w nieznane. Mimo owej niesamowitości, brutalności i dosłowności to świat egzystencji, a nie statyczności, gdzie pozostaje tylko pochylenie się nad kolejnym romansem, a może tylko przeglądanie w zwierciadle. Doświadczenie – to chyba najlepsze określenie na to co czyni Alicja. Wędruje przez zakamarki nowych krain, ale nie tylko dla poznania, ale właśnie zrozumienia. Ma to w sobie niesamowity dar uwiedzenia, że dzieci chowane pod kloszem nigdy nie doznają owej tajemnicy różnorodności, która była dana właśnie bohaterce owego widowiska baletowego.

Ratmansky, choć czerpie z projekcji filmowych, szczególnie w sekwencji pomniejszania i powiększania wzrostu Alicji, to jednak ufa sprawdzonej technice teatralnej. Prym wiedzie funkcjonalna dekoracja Sebastiana Hannaka, która w części pierwszej dzięki swoim półkolistym kształtom przypomina norkę króliczą, a także fantazyjne kostiumy Davida Szaudera. To niebagatelne pole do popisu aby ukazać różnorodność owej ekstrawaganckiej rzeczywistości. Szybkość poszczególnych scen zmienia akcję w galopującym tempie. Alicja dopiero co znajduje się w odmiennej krainie, z tajemnicą drzwi, a już ją pokrywa morze łez z niezliczoną liczbą owoców morza. Po niej pojawia się jaszczurka z gitarą oraz morskie świnki, które zabawiają nowego gościa. Następnie szybka wędrówka z gąsienicą, która wygląda jak po zażyciu pojawiających się grzybków, które odurzają Alicję. Nagle wjeżdża świat domu kucharki, zmienia się obraz w dżunglę pełną panter, leniwa herbatka u Kapelusznika rozegrana na pionowej platformie. Dalej świat morderczej, spontanicznej i żywiołowej Królowej Kier (Ida Praetorius) z ospałym mężem i synem, a także gra w golfa flamingami i jeżami jako kulami, a zwieńczenie to ponownie świat morski z leniwym żółwiem, który intonuje świetnie wykonaną polkę. Zatem przygoda goni przygodę, nie ma wyciszenia, a jest nieustanne zaskoczenie. Ów świat tanecznie wciąga. Nie ma ociężałości, jest nieustanny ruch, który urzeka swoją techniką i precyzją.

Część druga pomyślana jest bardzo podobnie. Lustro łaknie Alicję w nieznane kolejne przygody. Tu Królowa tworzy mapę szachową, a następnie dziewczynka kroczy przez zjawiskowy świat walca kwiatów, aby być zaatakowaną przez nie dające spokoju owady. To naprawdę trudna i wymagająca scena została zatańczona wyśmienicie niczym powtarzalna sekwencja rapu. Pojawiają się bliźniacy Tweedle Dum (Francesco Cortese) i Tweedle Dee (Louis Musin), którzy przy wtórze jazzującej muzyki dają przykład świetnego tańca. Zmienia się nastrój. Z przymrużeniem oka walczą ze sobą rycerze: Czerwony (Matias Oberlin) oraz Biały (Daniele Bonelli), który znakomicie partneruje, w wyciszonym i skupionym duecie Alicji. Ratmansky ukazuje infantylność wojny, jej bezsens, a także najróżniejsze typy charakterów, które w realnym świecie konwenansu nie miałyby prawa zaistnieć. Ta droga bohaterki to nie tylko zabawa, ale świadome ukazanie różnorodnych odcieni, barw, znaczeń i pozorów. Przeplatanie się życia przyrody z ludzkimi postaciami ma walor niebagatelny. Ukazuje, że typy charakterów są niejednolite, a czasem lepiej coś wybrzmiewa ukazane przez faunę i florę, a nie tylko w obrazie człowieczym. Udowodnił to znakomicie George Orwell w Folwarku zwierzęcym. Owe tempo akcji ma swój sens. Gdyż to wyścig z czasem o właśnie owe doświadczenie, które następuje nagle i tak samo odchodzi ustępując miejsca kolejnym zdarzeniom. To nie tylko bajka, ale rzecz o nas samych, którzy ślepo szukamy szczęścia nie zwracając uwagi, że może być tak blisko. Alicja, gdy powraca do swojego pokoju płacze. Ukazuje to, że w naszym współczesnym świecie szczęściem może być tylko fantazja. To niezwykle smutna konkluzja owego udanego wieczoru baletowego, którego celem jest zaprezentowanie tańca na najwyższym poziomie przy przeplataniu się zabawy, ale i refleksji nad nami samymi.

Mankamentem wydaje się dobór muzyki. Coraz częstsze, w spektaklach baletowych, kolaże, a niededykowana jedna kompozycja, sprawiają że otrzymuje publiczność istny miks muzycznych numerów. Zbiór utworów jest pokaźny od Johna Cage’a przez Francisa Polenca, Heitora Villa Lobosa do Valentina Silvestrova. Dominuje niestety nastrój barw ciemnych, które nie do końca współgrają ze sceniczną radością wielu sekwencji. Z owym wyborem w aranżacji i orkiestracji Philipa Feeney’a świetnie poradziła sobie miejscowa orkiestra pod kierunkiem estońskiego kapelmistrza Vello Pähn. Perfekcyjnie w solowych fragmentach wypadła pianistka Daria Parkhomenko. Owe kontrasty w brzmieniu mają swój urok, gdyż wytrawne ucho wychwyci i polkę oraz walca, które porywają do tańca bajkowe postacie, ale owa różnorodność nie do końca współgra z zaproponowanym klimatem opowieści.

To przedstawienie pełne radości, pomysłowości i poszukiwania szczęścia, które tylko jest możliwe w świecie fantazji, choć bez wątpienia natłok scen burzy klarowne odczytanie intencji realizatorów. Owe baletowe doświadczenie Alicji jest jak wspomnienie każdego z nas, z czasów dzieciństwa, gdy właśnie marzenia stawały się cennym substytutem dla szarej codzienności. Ratmansky udowodnił klasę choreografa klasycznego stylu na dodatek w sprawnej opowieści, która od dziesięcioleci jest znakiem rozpoznawczym hamburskiego zespołu. To podążanie za pewną utrwaloną myślą do której przyzwyczajona jest publiczność niemieckiego miasta. Czyli udany czas owej różnorodności odkrywania tajemnicy samego siebie w nieznanym świecie kreatywności sztuki baletowej.

***

Wunderland, choreografia: Alexei Ratmansky, dyrygent: Vello Pähn, Hamburg Ballett, premiera: czerwiec 2026

Tytuł oryginalny

FANTAZJA ALICJI – „WUNDERLAND” HAMBURG BALLETT

Źródło:

benjaminpaschalski.pl

Link do źródła

Autor:

Benjamin Paschalski

Data publikacji oryginału:

10.07.2026

Wątki tematyczne

Sprawdź także