„Wszyscy mówią o Jamiem” Toma MacRae’a w reż. Agnieszki Płoszajskiej w Teatrze Syrena w Warszawie. Pisze Rafał Turowski na stronie rafalturow.ski.
Oglądałem w zachwycie, od pierwszej do ostatniej sceny, mając dyrekcji za złe, że zarządziła antrakt. I chyba dopiero teraz zrozumiałem freaków wydających wszystkie pieniądze na bilety na West End i Broadway, oglądających tamże grane spektakle kilkukrotnie, żeby nie przegapić żadnego z dublerów. A i ja chętnie raz jeszcze zjawię się na Litewskiej, żeby zobaczyć Kubę Szyperskiego, na moim przebiegu bowiem Jamiego grał – również bardzo utalentowany i pełen uroku – Krystian Embradora. W ogóle spektakl jest zagrany przez cały zespół wspa-nia-le; jestem również fanem bezkompromisowej przyjaciółki Newów o wielkim sercu – Ray (Marta Burdynowicz), z Paxtonem świetnie dał sobie radę Jędrzej Czerwonogrodzki, mamy bardzo dobrą rolę Pritti – Dominiki Sobol, o Werze LeChic – Łukasza Kamińskiego i o Twojej Starej nawet nie wspominając.
Rzecz opowiada o Bardzo Poważnych Sprawach.
Na przykład o tym, że nie każdy nadaje się na rodzica, że bycie sobą to niesłychanie kosztowna sprawa, że zawiść jest faktycznie bezinteresowna, że inność wzbudza w ludziach lęk. I o tym, że na zadawane sobie w pewnym momencie życia pytanie „kim jestem?” – nie zawsze można znaleźć łatwą, szybką i jednoznaczną odpowiedź.
W kilku momentach byłem bliski wzruszenia, bo i liryczne momenty spektaklu są po prostu znakomite (np. fantastyczny song matki, Margaret – w moim przebiegu granej przez Edytę Krzemień) – całość jednak jest po prostu energetyczną bombą.
I choć libretto jest ździebko przewidywalne – jakoś w tym wypadku nie wyobrażam sobie braku happy-endu – to i tak cała widownia w napięciu trzymała za Jamiego kciuki (sztuka, której użyto do osiągnięcia tego celu, nazywa się dramaturgią), a po finale dała kilkuminutowe frenetyczne owacje na stojąco.
Zasłużenie!