Logo
Recenzje

rafalturow.ski: Iwona, księżniczka Burgunda

26.05.2026, 15:22 Wersja do druku

„Iwona, księżniczka Burgunda” Witolda Gombrowicza w reż. Anny Augustynowicz w Teatrze Ateneum w Warszawie. Pisze Rafał Turowski na stronie rafalturow.ski.

fot. Krzysztof Bieliński

Będę szczery – nie wszystko zrozumiałem. Dlaczego – na przykład – dwór okazał się w finale lożą masońską? (Przepraszam za spojlerowanie). Albo – dlaczego nasza bohaterka nosi buty do stepowania,  w każdym razie stuka nimi o scenę i nie wiadomo, czy to stukanie jest metaforyczne czy też dosłowne. Nie odgadłem również, dlaczego w jednej ze scen Iwona ma na sobie obrożę. Może,  żeby nie kąsała (no ale przecież nie kąsa, chyba że nitkę z kłębka), a ja miałem niekoherentne zapewne skojarzenia tejże obroży – przepraszam za wyrażenie – z BDSM.  O powodach, dla których Iwona i jej ciotki noszą identyczne okulary przeciwsłoneczne już nie wspomnę. (W teatrze uwielbiam rozumieć, a te zagadki uniemożliwiły mi zrozumienie w pełni intencji reżyserki).

Najmocniejszymi momentami wieczoru były: monolog Małgorzaty o tęsknocie za giętkością – Maria Ciunelis zagrała tę scenę olśniewająco; a Adam Cywka udowodnił, że nie ma ról małych –scena, w której jego Szambelan namawia Ignacego na karasie na kolację to majstersztyk. 

Przemysław Bluszcz w koronie czy bez niej jest znakomity w roli Króla, całkiem dobrze – jak sądzę – wypadł debiutujący na deskach Ateneum Maciej Musiałowski (Filip). Rolę Iwony (Karolina Charkiewicz) zawsze recenzować trudno, wydała mi się jednak nasza Księżniczka Burgunda ździebko niedodefiniowana.

Mimo tych drobnych uwag i poczucia pewnej dezorientacji, w jakie przedstawienie mnie wprawiło, zupełnie dobrze się je oglądało, nie zdarza się to przesadnie często. 

Tytuł oryginalny

IWONA, KSIĘŻNICZKA BURGUNDA

Źródło:

www.rafalturow.ski/teatr
Link do źródła

Sprawdź także