Logo
Recenzje

Przyjemny zapach zupy cebulowej, czyli kulinarny The Pitt u Horzycy

10.03.2026, 08:58 Wersja do druku

„Na ostrzu noża” Joanny Kowalskiej w reż. Piotra Ratajczaka w Teatrze im. Wilama Horzycy w Toruniu. Pisze Piotr Wyszomirski w „Gazecie Świętojańskiej”.

Od pomysła do przemysła

Joanna Kowalska zainspirowała się dramatem sir Arnolda Weskera, członka nurtu tzw. realizmu zlewu kuchennego. „The Kitchen” z 1957 r. rozgrywa się w dużej londyńskiej Restauracji Tivoli, w której pracują przedstawiciele wielu nacji, a najważniejsze jest tempo wydawania posiłków, jakość wydaje się być na kolejnym miejscu. Autorka scenariusza przeniosła akcję do Polski, zachowując ramę opowieści i wybrane szczegóły (np. kwaśna zupa) i ubierając go w polskie realia. Być może nawet miejscem akcji jest lokal toruński, bo śmiech przy prezentacji nowego kelnera, który pracował wcześniej w Bydgoszczy, przypomina o stałym uczuciu, jakie łączy obie stolice województwa (na Pomorzu odpowiednikiem takiej relacji jest uczucie łączące Gdańsk i Gdynię).

Reżyser Piotr Ratajczak odpowiedział na wcześniejsze sygnały Rafała Rogozińskiego, szefa kuchni Restauracji Szeroka 9 w Toruniu, i zaprosił do współpracy:

Wideo Mówi Rafał Rogoziński, szef kuchni Restauracji Szeroka 9 w Toruniu

Podano do stołu

Duża Scena Teatru im. Wilama Horzycy w Toruniu zamieniła się w kuchnię restauracyjną. Trzy grupy postaci: kucharze i pomocnik, kelnerzy oraz zarządzający (menedżer i właścicielka) i jeden głodny gość tworzą uniwersum, w którym spotykają się ludzkie uczucia, marzenia i porażki. Choć to świat niewielki i zamknięty, rozpisany na kilkanaście postaci, suma relacji odzwierciedla wielość zachowań i algorytmów, z jakimi stykamy się na co dzień, co pozwala nam zbudować refleksję dużo ogólniejszą niż branżowe potyczki. Jak w dobrze zestawionym menu degustacyjnym mamy słodkie i słone, gorzkie i kwaśne, ciepłe i zimne.

Najwięcej uwagi skupiamy na postaci kucharza Piotra (Michał Darewski): młody, utalentowany, porywczy, momentami szalony, być może dotknięty skazą, na którą nie ma wpływu, marzy o karierze kucharza w gwiazdkowej, wykwintnej restauracji. Zakochany w kelnerce Monice (Julia Szczepańska) marzącej o karierze aktorki i wyrwaniu się ze świata, w którym mocno tkwi Piotr. Monika i Piotr to mocne osobowości, ich plany na przyszłość są trudne do pogodzenia, mimo że łączy ich nie tylko pożądanie. Przebieg ich relacji stanowi główną oś dramaturgiczną spektaklu, który mieni się wieloma zmiennymi.

Bardzo dużo i na kilku poziomach wnosi do przebiegu postać Dimitriego, białoruskiego kucharza (Siarhei Artsiomenka gościnnie). Jego marzenia (m.in. uzyskanie stałego pobytu) i ogląd Polski kontrastują z oceną pozostałych. Część postaci wydaje się pogodzonych z losem i trudno ich podejrzewać o zerwanie się do lotu po coś więcej. Do tej grupy należą: kucharka Baśka (Małgorzata Abramowicz), Wiesiek, pomocnik kuchenny (Paweł Kowalski) i kelnerka Ania (Maria Kierzkowska). Nowi: kucharz Adam (Łukasz Ignasiński) i kelnerka Viola (Joanna Rozkosz) są pożywką dla mniej lub bardziej wyrafinowanych złośliwości weteranów i z różnym efektem próbują się osadzić w nowej rzeczywistości, co jest trudne szczególnie dla Violi, której w nowej pracy towarzyszą stare demony. Skład uzupełniają: kelner Igor (Maciej Raniszewski) – kombinator i kobieciarz, manager Bartosz (Arkadiusz Walesiak) – bezduszny zarządca skoncentrowany na zysku i wyzysku, Danuta, właścicielka restauracji (Matylda Podfilipska) – bez znajomości biznesu, ale z głupimi pomysłami, gość (Jarosław Felczykowski) i najbardziej tajemnicza obok gościa postać Arka, szefa kuchni (Grzegorz Wiśniewski).

fot. Wojtek Szabelski/mat. teatru

Kulinarny The Pitt

Pracownicy przygotowują się do pracy, prowadzą luźne rozmowy na różne tematy związane z pracą, osobistymi doświadczeniami, wyrażają opinie – takie tam tzw. życiowe tematy. Sytuacyjne dowcipy, lekkie spięcia, sympatie i antypatie. Danuta i Bartosz wyciskają z załogi wszystkie soki, manager wykorzystuje swoją pozycję w stosunku do Violi, ale w momencie próby, przy starciu z Arkiem, za którym solidarnie staje cała załoga, okazuje się słaby. Ale najciekawiej jest w momencie zespołowej próby zawodowej.

Nie jest szczególnym odkryciem, że przy kryzysie kinowych opowieści dla osób dorosłych, przerzucamy się na seriale, które dominują w masowej oglądalności od lat. Hitem ostatnich dwóch sezonów jest amerykański „The Pitt” rozgrywający się na ostrym dyżurze szpitala w Pittsburghu. Nie wiem, czy realizatorzy sugerowali się tą produkcją, ale moment, w którym zespół restauracji musi obsłużyć w tempie ekspresowym 30-osobową grupę klientów z Betoneksu, można porównać do nagłej mobilizacji po ataku terrorystycznym, po którym lekarze i pielęgniarki muszą w nadzwyczajnych okolicznościach pomóc kilkudziesięciu poszkodowanym. W Toruniu nie ma takiego zagrożenia, ale sprawność, jaką zaprezentował cały bez mała zespół, można śmiało porównać do szarży z pittsburghskiego SOR-u. Ta scena to zbiorowy majstersztyk, aktorzy niczym trybiki doskonale naoliwionej maszyny uwijają się tak fachowo i przekonująco, jakby robili to od lat. Piękna, zbiorowa praca, choreografia imponuje dynamiką, złożonością i rytmem, brawa na stojąco, ale w dawnym stylu, kiedy coś znaczyły, dla zespołu, głównodowodzącego Piotra Ratajczaka i odpowiedzialnego za ruch sceniczny Arkadiusza Buszko. Jak mawiał fetowany rocznicowo w tym roku Andrzej Wajda do studentów: „Jeśli macie kapitalny pomysł na jedną scenę, to warto do niej dokręcić cały film”. Ale „Na ostrzu noża” warto zobaczyć także z innych powodów.

Optymalny format

Toruński spektakl to wręcz wzorcowy przykład uszlachetnionego teatru środka, w którym, nie rezygnując z ambicji artystycznych, najważniejsza jest komunikatywność. Reżyser świadomie i dojrzale podkarmia artystyczne ego i koncentruje się na użyteczności zbiorowego przekazu. Wydaje się, że jest to optymalny format dla teatru, który myśli widzem, a nie artystowską mrzonką, która rozprzestrzenia się w polskim teatrze z zastraszająca dynamiką. Taki teatr, jaki mamy możliwość oglądania w Horzycy, jest dzisiaj najważniejszy, taki teatr powinniśmy wspierać, nie rezygnując od czasu do czasu z fajerwerków (uśmiech). Najnowsza premiera Horzycy ma jeszcze jeden atut – to lokalne spotkanie sztuki kulinarnej ze sztuką teatralną. Współpraca z Szeroką 9 to niejedyny przykład w Toruniu, poniżej zdjęcia z występujących w spektaklu zupy cebulowej i kotleta schabowego z kością w towarzystwie placka wiśniowego i cholernie dobrej kawy z okazji celebrowania rocznicy Davida Lyncha (na ostatnim autor z szefem kuchni Szerokiej 9).

„Na ostrzu noża” ujawnił spory potencjał już po pierwszym secie. Bardzo równy zespół, właściwie bez słabych punktów, potwierdził klasę, która pozycjonuje go w polskiej ekstraklasie. Odkryciem tego tytułu był dla mnie Siarhei Artsiomenka (Dmitri), ciekawym, kiedy ponadlokalną sławą okryje się Michał Darewski (Piotr), bo ma wszystkie kompetencje, by osiągnąć sukces na największą skalę a w spektaklu popisał się jeszcze niezwykłą sprawnością gimnastyczną. Żałuję, że tak małą rolę dostała tym razem Maria Kierzkowska. A jeśli mógłbym się o coś upomnieć, to bardzo proszę o więcej minut w rotacji dla Grzegorza Wiśniewskiego (Arek) – cichy autorytet zespołu nosi w sobie tajemnice, które chętnie bym poznał.

„Na ostrzu noża” to bardzo smaczny spektakl. Polecam Szeroko (uśmiech).

Uzyskane korzyści przez autora: bezpłatna akredytacja.

Tytuł oryginalny

Przyjemny zapach zupy cebulowej, czyli kulinarny The Pitt u Horzycy

Źródło:

Gazeta Świętojańska online
Link do źródła

Autor:

Piotr Wyszomirski

Data publikacji oryginału:

09.03.2026

Sprawdź także