„Hej, Hamlet” w reż. Anieli Płudowskiej we współpracy z Teatrem Współczesnym w Szczecinie, w Konkursie Nowego Yoricka 30. Festiwalu Szekspirowskiego w Gdańsku. Pisze Wiesław Kowalski.
Strategia reżyserska Anieli Płudowskiej w „Hej, Hamlet” opiera się przede wszystkim na przesunięciu konfliktu z poziomu polityki i rodzinnej zemsty na poziom percepcji. Nie interesuje jej rekonstrukcja szekspirowskiego świata ani proste uwspółcześnienie klasyki. Elsynor staje się laboratorium komunikacji, w którym doświadczenie nie posiada już trwałego punktu odniesienia, lecz nieustannie podlega negocjacjom z cyfrowym rozmówcą. To nie duch ojca wytrąca Hamleta z równowagi, lecz system, który podsuwa gotowe interpretacje, zanim bohater zdąży naprawdę sformułować własne wątpliwości.
Najciekawszym gestem Płudowskiej jest potraktowanie sztucznej inteligencji nie jako scenicznego gadżetu, ale jako nowego partnera dramatycznego. AI nie pełni funkcji dekoracyjnej ani futurystycznego rekwizytu – staje się pełnoprawnym uczestnikiem relacji. Reżyserka trafnie dostrzega, że największa zmiana związana z rozwojem generatywnych technologii nie dotyczy samych narzędzi, lecz sposobu prowadzenia rozmowy. Hamlet nie spotyka kogoś, kto mógłby zakwestionować jego myślenie, lecz mechanizm zaprogramowany do podtrzymywania kontaktu i wzmacniania oczekiwań użytkownika. W efekcie dramat wahania zostaje zastąpiony dramatem potwierdzenia. Bohater coraz głębiej zanurza się w przestrzeni, która nie stawia oporu, lecz cierpliwie reprodukuje jego własne lęki i pragnienia.
To właśnie dlatego Płudowska odczytuje „Hamleta” bardziej jako opowieść o kryzysie interpretacji niż o zemście. W jej spektaklu pytanie „być albo nie być” nie wybrzmiewa już jako egzystencjalny wybór, lecz jako próba rozpoznania granicy między własnym doświadczeniem a jego cyfrową projekcją. Szaleństwo nie rodzi się z nadmiaru emocji, ale z niemożności ustalenia, czy przeżywane doświadczenie zachowało jeszcze swoją autonomię, czy zostało już przejęte przez system, który nieustannie porządkuje rzeczywistość według naszych oczekiwań. Reżyserka konsekwentnie przesuwa więc uwagę z psychologii postaci na procesy, które wpływają na sposób postrzegania świata.
Jednocześnie wybiera estetykę świadomego przesytu. Projekcje, elektronicznie przetworzone głosy, cyfrowe obrazy i rozbudowana warstwa dźwiękowa nie tyle ilustrują akcję, ile budują środowisko permanentnego przeciążenia bodźcami. Można odnieść wrażenie, że Płudowska celowo poddaje widza podobnemu zmęczeniu, jakie staje się udziałem bohaterów funkcjonujących w świecie nieustannego przepływu informacji. Formalna nadprodukcja nie jest więc wyłącznie estetycznym wyborem, lecz próbą przełożenia na język teatru doświadczenia życia pośród niekończącego się strumienia komunikatów.
Paradoks polega jednak na tym, że strategia ta działa najpełniej w pierwszej części spektaklu, kiedy technologia pozostaje narzędziem diagnozy. Wówczas każda kolejna rozmowa z AI odsłania nowe napięcia między bohaterami i pozwala spojrzeć na relacje rodzinne z nieoczywistej perspektywy. W dalszym przebiegu przedstawienia środki formalne zaczynają jednak stopniowo autonomizować się wobec opowieści. Zamiast komplikować sens, coraz częściej konkurują z nim o uwagę widza. Nie tyle podważają stabilność świata przedstawionego, ile rozpraszają dramaturgiczną koncentrację i osłabiają siłę emocjonalnego oddziaływania poszczególnych scen.
Nie oznacza to jednak porażki całej koncepcji. Przeciwnie – „Hej, Hamlet” pozostaje spektaklem interesującym właśnie dlatego, że ujawnia napięcie pomiędzy ideą a jej scenicznym urzeczywistnieniem. Płudowska proponuje jedno z bardziej aktualnych odczytań Szekspira ostatnich sezonów, wychodząc z przekonania, że współczesny człowiek coraz rzadziej zmaga się z brakiem odpowiedzi, a coraz częściej z ich nadmiarem. Hamlet nie jest więc bohaterem sparaliżowanym niewiedzą. To człowiek zagubiony w gąszczu równorzędnych interpretacji, które nie prowadzą do poznania, lecz pogłębiają niepewność.
Najbardziej wartościowe w tej strategii wydaje się jednak coś jeszcze. Reżyserka nie czyni sztucznej inteligencji głównym tematem przedstawienia, lecz wykorzystuje ją jako narzędzie ponownego odczytania klasycznego dramatu. Dzięki temu „Hamlet” nie zamienia się w publicystyczny komentarz do rozwoju nowych technologii. Staje się opowieścią o współczesnym kryzysie zaufania – do języka, do pamięci, do własnego osądu i do rozmowy rozumianej jako spotkanie z kimś, kto rzeczywiście pozostaje odrębny. Nawet jeśli nie wszystkie rozwiązania sceniczne okazują się równie przekonujące, sama metoda interpretacyjna pozostaje odważna i inspirująca. Płudowska nie aktualizuje Szekspira poprzez dopisywanie współczesnych dekoracji ani przez prostą wymianę rekwizytów. Zmienia natomiast sam mechanizm napędzający tragedię, pokazując, że dzisiejszy Hamlet nie ginie pod ciężarem wiedzy, lecz pod naporem nieustannie zwielokrotnianych wersji samego siebie.