„Sceny z życia pobożnych mieszkańców Waldenburga” Przemysława Pilarskiego w Teatrze Dramatycznym im. Jerzego Szaniawskiego w Wałbrzychu. Pisze Kamil Bujny, członek Komisji Artystycznej 32. Ogólnopolskiego Konkursu na Wystawienie Polskiej Sztuki Współczesnej.
Teatr Dramatyczny im. Jerzego Szaniawskiego w Wałbrzychu należy do grona tych instytucji kultury, które mają ambicję partycypowania w budowaniu lokalnej tożsamości. Na afiszu regularnie pojawiają się przedstawienia opowiadające o historii i kulturze regionu – dość przywołać Daisy w reżyserii Konrada Imieli (o księżnej Daisy von Pless, słynnej pani na zamku Książ), Pilnie kupię biografię w reżyserii Krzysztofa Popiołka (o porcelanowym dziedzictwie miasta), Martę. Figurę Serpentinatę w reżyserii Seba Majewskiego (o Marcie Gąsiorowskiej, nauczycielce z jednego z wałbrzyskich liceów) czy Złoty pociąg. Superstar w reżyserii Anety Groszyńskiej (o legendzie poniemieckiego skarbu, mającego znajdować się gdzieś w okolicy Wałbrzycha). Do tej listy dołączył niedawno nowy spektakl – Sceny z życia pobożnych mieszkańców Waldenburga w reżyserii Jacka Jabrzyka. Przedstawienie w przystępny i atrakcyjny sposób przybliża burzliwą historię wyznaniową regionu: od pierwszej połowy XVI wieku do 1787 roku, gdy w centrum dawnego Waldenburga wybudowano nowy ewangelicki kościół.
Koncepcja dramaturgiczna sztuki Przemysława Pilarskiego jest prosta: Dziadek (Irena Wójcik) opowiada wnukowi Helmutowi (Piotr Tokarz) bajkę, a to, co się w niej wydarza, ukazane jest na scenie. Choć przytaczana przez bohatera historia zaczyna się od przyjaźnie brzmiących słów „dawno, dawno temu…”, szybko okazuje się, że nie będzie to miła opowiastka z happy endem i morałem. Zamiast walecznych rycerzy i uwięzionych w wysokich wieżach księżniczek, pojawiają się w niej mordujący protestantów carscy dragoni, a miejsce szczęśliwców, którym rybka spełnia życzenia, zajmują traktowani jak część pańskiego inwentarza chłopi.
Główną oś przedstawienia wyznaczają chronologicznie ukazane losy protestantów w Waldenburgu, którzy – wskutek wojen, zmieniających się wpływów politycznych i przechodzenia Śląska z królestwa do królestwa – cieszyli się wolnością religijną lub przymuszani byli do konwersji. Na zmianę. W opowieści Dziadka, inscenizowanej w przestrzeni wyznaczonej przez makietę miasta i ruchome ściany, ustawiane przez techników jako wnętrza chłopskich domów (scenografia i kostiumy: Paula Grocholska), przywoływane są historie inspirowane zapiskami z kronik parafialnych Kościoła Zbawiciela w Wałbrzychu. Opisują one dzieje tej parafii od 1525 roku, a co za tym idzie – pozwalają zrozumieć, jak wyglądało życie „zwykłych” ludzi w dobie reformacji i kontrreformacji.
Na scenie pojawia się szereg historycznych postaci, w tym spalony żywcem z rozkazu biskupa samozwańczy prorok Janko-Grajek z Niklashausen (Rafał Kosowski); chłopi ze Stolca, którym protestancki książę Karol z Münsterbergu kazał obciąć uszy, by „nie słuchali złych podszeptów”; mieszczka waldenburska Gertruda (Angelika Cegielska) i jej mąż Joachim (Piotr Czarniecki), powieszeni przez „strudzonych drogą carskich dragów” (Mateusz Flis, Mikołaj Krzeszowiec, Rafał Kosowski; Melchior Ullmann (Czesław Skwarek), syn Jeremiasa Ullmanna (Piotr Czarniecki), zamordowany przez tych samych dragonów po odmowie przejścia na katolicyzm. Obecność kolejnych postaci wyznacza upływ czasu i ilustruje ciąg następujących po sobie wydarzeń i zmian politycznych, którym – w myśl przyjętej podczas pokoju augsburskiego z 1555 roku zasady: „czyja władza, tego religia” – towarzyszyły represje wobec katolików lub protestantów. Akcja spektaklu kończy się w 1787 roku, gdy Waldenburg wrócił do Prus, a Fryderyk II Wielki (Mikołaj Krzeszowiec) ogłosił prawo do wolności wyznania. Aktorzy odtwarzają wówczas na scenie symboliczny układ ulic dawnego Wałbrzycha (wykorzystując do tego nieduże gąbczaste modele budynków) i świętują – uroczystym przecięciem wstęgi i odsłuchaniem Pochwal, mój duchu, mocarza (muzyka: Jacek Sotomski) – otwarcie zaprojektowanego przez Carla Gottharda Langhansa kościoła. Świątynia dumnie stoi po dziś w samym centrum miasta i należy do parafii ewangelicko-augsburskiej.
Przedstawienie rekonstruuje dzieje miasta, ale nie popada w akademicki czy podręcznikowy dyskurs. Twórcy i twórczynie od samego początku podkreślają umowność kreowanego świata i jego silne osadzenie w konkretnych konwencjach i stylistykach. Niektóre sceny nabierają przez to cech stand-up’u i epatują groteską (jak pojedynek katolików i protestantów na najlepszą ripostę typu „luteranie płuczą zęby w wodzie po pierogach”), inne zaś wzbudzają w widzu współczucie (jak angażujący emocjonalnie monolog Cegielskiej o niedoli chłopów ze Stolca). Raz aktorzy i aktorki grają wcieleniowo i zupełnie na serio (pokazując lęk przed katolikami), by za chwilę kreślić swoje postaci grubą kreską (Mateusz Flis jako Katolicki Proboszcz Heysius porusza się w sposób przypominający charakterystyczny taniec Michaela Jacksona); niektóre zdarzenia ukazywane są w duchu historycznej rekonstrukcji (jak wieszanie chłopów przy użyciu uprzęży kaskaderskich), inne – teatralnej umowności (Janko-Grajek przypomina frontmana rockowego zespołu, a objawiająca mu się Matka Boska – jego gitarzystkę). Ciekawe pod tym względem są zręcznie wprowadzone odniesienia do współczesności: Katolicki Proboszcz Heysius prowadzi serwis informacyjny, który – niczym Radio Maryja – ma być „katolickim głosem w waszych domach”, a kardynał Stanisław Hozjusz (Kosowski), mówiący o krakowskim tumulcie, wydaje się wzorowany na kardynale Stanisławie Dziwiszu. Umowność scenicznego świata podkreślają także wariacje na temat historycznych kostiumów oraz przygotowane przez Szymona Dobosika choreografie, w tym specyficzny chód dragonów i baletowy taniec ministranta (Flis).
Sceny… wybrzmiewają jednak nie tylko jako opowieść o opresyjności wszelkich systemów religijnych, przemocy, której dopuszcza(ł) się Kościół katolicki i sprzyjający mu władcy oraz historii wyznaniowej Wałbrzycha i regionu. To także głęboki namysł nad tym, dlaczego w ogóle potrzebujemy kontaktu z tym, co transcendentne i szukamy rozmaitych proroków lub wspólnot. Bardzo sugestywne i otwierające na różne perspektywy interpretacyjne są sekwencje z udziałem proroka Janko-Grajka, Joszuy z Nazaretu (Czarniecki) i Pastora Raussendorfa (Krzeszowiec) – każdy z nich przedstawia inną, choć zbliżoną, wizję sensu życia oraz postępowania wobec Boga i drugiego człowieka. Scena, w której Pastor Raussendorf spotyka się z protestantami ukrywającymi się przed katolikami pod snopkami siana, by odprawiać nabożeństwa, należy do najciekawszych i najpiękniejszych w spektaklu. Krzeszowiec przekonująco prowadzi swoją postać, niuansując ją o różne sprzeczne motywacje i stany emocjonalne – jest w niej zarówno zgoda na „szlachetne” cierpienie, jak i wewnętrzny bunt wobec oprawców.
Udanych ról i ciekawych pomysłów jest tu znacznie więcej, ale spektakl Jabrzyka i Pilarskiego należy docenić przede wszystkim za konsekwencję i odwagę – w reinterpretowaniu niełatwej do opowiedzenia, ważnej nie tylko dla Wałbrzycha i jego okolic, historii. Wychodząc z teatru, pobrzmiewało mi w myślach postawione przez Helmuta pytanie: „dlaczego ludzie robią sobie takie rzeczy?”. Mówiący to chłopiec nie mógł przypuszczać, że całego życia mu nie wystarczy, by znaleźć satysfakcjonującą odpowiedź.
Przemysław Pilarski SCENY Z ŻYCIA POBOŻNYCH MIESZKAŃCÓW WALDENBURGA, Reżyseria: Jacek Jabrzyk, Scenografia i kostiumy: Paula Grocholska, Muzyka: Jacek Sotomski, Choreografia: Szymon Dobosik, Reżyseria świateł: Kacper Scheffler. Premiera w Teatrze Dramatycznym im. Jerzego Szaniawskiego w Wałbrzychu 23 maja 2025 roku.