24.03.2021, 16:33 Wersja do druku

Przepomnikowanie

„Niech prawo będzie z wami” Jana Czaplińskiego w reż. Anety Groszyńskiej w Teatrze Dramatycznym w Wałbrzychu. Pisze Henryk Mazurkiewicz, członek Komisji Artystycznej 27. Ogólnopolskiego Konkursu na Wystawienie Polskiej Sztuki Współczesnej.

fot. Tobiasz Papuczys / mat. teatru

Niech prawo będzie z wami, a właściwie Niech prawo będzie z wami (albo co warto wiedzieć o konstytucji na wypadek rządów złodziei, furiatów i fundamentalistów) w Teatrze Dramatycznym im. Szaniawskiego w Wałbrzychu to rzecz pod wieloma względami bardzo charakterystyczna dla tego miejsca i tego zespołu. Nawet ten długawy tytuł wpisuje się w istniejącą już od co najmniej kilku lat tradycję. Ważniejsze jednak, że w przedstawieniu Anety Groszyńskiej znajdziemy tę szczególną atmosferę powstającą na skrzyżowaniu groteski, liryzmu, aktualności z pogranicza publicystyki (ale owej granicy nie przekraczającej) oraz (auto)ironii, do której modne stało się dodawanie przedrostka „post”. Co ważne, da się tego wszystkiego w pełni zakosztować, choć na scenie zobaczymy jednego, jedynego Filipa Perkowskiego.

Bo Niech prawo… to kolejny monodram sezonu pod hasłem „Wiemy jak to zrobić”, który niemalże w całości składa się z jednoosobowych spektakli. To monodram sprawnie udający, że monodramem wcale nie jest. Że został pomyślany jako „normalne” przedstawienie na piątkę aktorów. Zresztą nie do końca udaje, bo taki, zanim pokrzyżowały go ograniczenia pandemiczne, był pierwotny zamysł twórców. Podobnie było ze spektaklami Cyrano i Iwanow. Człowiek, który śpi. I jeżeli w pierwszym sztukę Edmonda Rostanda skrócono do zaledwie kilku monologów tytułowej postaci, a w drugim Piotrowi Mokrzyckiemu partnerowała – jedynie w postaci nagrania, a jednak – Irena Sierakowska, w Niech prawie… pomysł na „skrócenie” obsady jest inny. Iście sztubacki w swej prostocie i zuchwałości.

Jak dowiadujemy się z prologu, nikt, poza samym Perkowskim, w teatrze o wyznaczonej porze zwyczajnie się nie pojawił. Zakłopotany, przeklinający i próbujący dodzwonić się do kolegów aktor postanawia poradzić sobie w pojedynkę. Zwłaszcza, że zna wszystkie role na pamięć. Dwoi się i troi się na scenie w sensie jak najbardziej ścisłym. W zawrotnym tempie przeskakuje z miejsca na miejsce i od postaci do postaci. W trakcie kilku umownych „przerw”, które relacjonuje dla nas podążająca za Perkowskim do garderoby kamera, zabiegany artysta, aby nabrać wigoru, wciąga białe ścieżki kokainy i z wybałuszonymi oczyma wysłuchuje środowiskowych dyskusji nawiedzających go „zjaw” kolegów i koleżanek.

Na całe szczęście skonstruowany z fragmentów programów telewizyjnych, prześmiewczych reklam, cytatów z ustawy zasadniczej i haseł z ostatnich protestów scenariusz Jana Czaplińskiego, chociaż bliski manifestowi z wyniesioną w podtytuł wyraźną przestrogą, daleki jest nie tyle od jednoznaczności, co od jednowymiarowości. Bo z jednej strony konstytucja funkcjonuje w przedstawieniu trochę na zasadzie hasła wywoławczego. Z drugiej, jest w tej performatywnej zabawie, pełnej parodii na dobrze nam znane osoby, sporo naprawdę trafnych, gorzkich i przejmujących refleksji. Dotyczących przede wszystkim naszej niezaradności w walce z autorytarnymi zapędami głodnych władzy polityków.

Tłem dla solowych popisów Perkowskiego, a zarazem punktem odniesienia dla całej patchworkowej narracji staje się wyświetlany na wielkim ekranie majestatyczny obraz Jana Matejki Konstytucja 3 maja 1791 roku. Ożywiony ruchomymi kolażami utrzymanymi w najlepszych tradycjach montypythonowskich może stanowić świetną ilustrację znanej myśli Hegla o historii, która uczy tylko tego, że nikt nigdy z niej niczego się nie nauczył. Bo, dodają twórcy, niezbyt się do tej nauki przykładamy. Zamiast uważnie i mądrze wsłuchiwać się w polifonię racji, wolimy – to zdanie powtarzane jest w przedstawieniu niczym mantra – „na dwa, zawsze na dwa się dzielić”. I w tym podzieleniu się znaleźć pewność i uspokojenie.

Trudno się dziwić, że i trzydzieści, i trzysta lat temu wpadamy w podobne pułapki, w czym zdołała juz połapać się nawet słynna palma z warszawskiego ronda. Jej wołaniem o zmianę towarzystwa, czyli o przepomnikowanie i przemyślenie całej Polski, kończy się spektakl. To znaczy, ta jego część na scenie. Za sceną zaś Perkowski, dopytawszy koleżankę, czy nie została zatrzymana w trakcie protestów (bo to było przyczyną jej nieobecności), z nadzieją rzuca: „Może, jednak, następnym razem zagramy razem?”.

Henryk Mazurkiewicz

Jan Czapliński NIECH PRAWO BĘDZIE Z WAMI (ALBO CO WARTO WIEDZIEĆ O KONSTYTUCJI NA WYPADEK RZĄDÓW ZŁODZIEI, FURIATÓW I FUNDAMENTALISTÓW). Reżyseria: Aneta Groszyńska, scenografia: Tomasz Walesiak, muzyka: Ela Orleans, wideo: Adam Zapała. Premiera w Teatrze Dramatycznym im. Szaniawskiego w Wałbrzychu 18 grudnia 2020.

Źródło:

Materiał własny