Logo
Recenzje

Prządki, szwaczki, tkaczki własnych historii

31.07.2025, 09:31 Wersja do druku

„Szycie. Esej genealogiczny” wg koncepcji Natalii Sakowicz w reżyserii zespołowej, pokaz przedpremierowy w Potem-o-tem w Warszawie. Pisze Kinga Senczyk.

fot. Marek Zimakiewicz

Z czego jesteśmy utkane? Co przekazały nam nasze ciotki i babki, choć nigdy nam tego nie opowiedziały? Natalia Sakowicz w osobistym spektaklu „Szycie. Esej genealogiczny” bada rodzinną historię kobiet, których odważne wybory i mierzenie się z trudną rzeczywistością doprowadziły do chwili obecnej. Motyw przekazywania umiejętności, cech, doświadczeń kobiecych z pokolenia na pokolenie jest kanwą przedstawienia, które w przepięknej prostocie wieloznacznej formy plastycznej i ruchu pokazuje dziedzictwo autorki. Dodatkowo zostawił we mnie poczucie wdzięczności za własną historię – pełną białych plam, niedopowiedzeń i niemożliwych do prześledzenia losów kobiet, dzięki którym jestem.

Na pustej czarnej scenie dominuje ogromna instalacja wisząca z tyłu, przypominająca pajęczynę lub tradycyjnego pająka – ludową ozdobę zawieszaną na środku pokoju lub w tzw. świętym kącie na znak dobrobytu i urodzaju. L’udmila Bubánová (twórczyni scenografii) zamiast słomy i bibułek wykorzystuje fragmenty białych koronek różnej wielkości i wzorów. Długie fragmenty dzierganego materiału zwieszają się do samej ziemi, na której leżą cztery kule z podobnego materiału.

Performerka zaczyna od monologu. Przywołuje historię o tym jak zainteresowała się szyciem. Zaczęła planować ślub i chciała sama stworzyć własną suknię ślubną. Tak jak jej mama. I wiele kobiet w jej rodowodzie. Czynność tę społecznie bardzo długo uważało się za typowo kobiecą. A kobiety uczyły się szyć z bardzo prozaicznego powodu – musiały ubrać siebie i swoje dzieci. Musiały potrafić przerabiać ubrania, cerować przedarcia, wykorzystać każdy skrawek i rodzaj materiału, który był towarem luksusowym w czasach przedkapitalistycznych i realiach wiejskiej biedy. Wraz z nabywaniem nowej umiejętności Sakowicz zaczęła interesować się historiami konkretnych kobiet, które łączyło właśnie szycie i wplata je w sceniczną opowieść misternie zaszytą w ruchu.  

Na początku performerka przemieszcza się blisko ziemi, skulona, porusza palcami jak pająk tkający pajęczynę albo tkaczka zaplatająca kolejne supełki i ściegi historii. Zakłada haftowaną maskę – staje się duchem opowiadającym przeszłość i ucieleśniającym ją. Opowiada historie – słowem i ruchem – wprost: „Moja ciocia mówi całemu światu to, o czym miała milczeć. A my ją słyszymy i wierzymy jej”. Teksty pochodzą z rozmów Sakowicz z żyjącymi jeszcze członkami i członkiniami jej rodziny. Choreografia Alicji Nauman jest wielowymiarowa. Z każdym najmniejszym ruchem odsłaniają się nowe obrazy i konteksty kobiecej wielopokoleniowości. Kule leżące na ziemi pod instalacją okazują się głowami, maskami przodkiń, świetnie animowanymi przez autorkę spektaklu. Praca z obiektem, lalką teatralną nadaje transgraniczny, mistyczny wymiar poruszania się między światem żywych i umarłych, poza czasem i przestrzenią. Padające co jakiś czas teksty wydają się dochodzić z innej rzeczywistości. Performerka spełnia rolę medium, szamanki przywołującej przodkinie, które korzystają z jej ciała i głosu. Poza maską nie używa jednak estetyki ezoterycznych rytuałów, co nadaje autentyczności i uwrażliwia na ślady przeszłości w zwykłej codzienności.

Wszystko płynie spokojnie, ma swój czas, dzięki czemu możemy spokojnie wchłonąć, przetrawić kolejne warstwy. Każde słowo i ruch jest wyczekane, drogie, cenne. Jak najlepszy napój, który chcesz smakować, ale tak żeby starczył ci na jak najdłużej. W dramaturgii utkanej przez Zuzannę Bojdę nie ma sensacji, ubarwień czy emocjonalnego roztrząsania. Nie ma wyżywania się na niesprawiedliwość płciową czy dziejową. Dzięki temu opowieść jest wiarygodna i jednocześnie pełna empatii i szacunku. Spektakl tworzą proste stwierdzenia, ale za nimi kryją się historie przemocy domowej, tragedii, sieroctwa, bólu i braku. Twórczynie ważą słowa. Nie ma ich zbyt wiele, tylko te niezbędne. Ale możliwość wydobywania znaczeń jest ogromna. Wszystko odbywa się w ciszy, czasem przy delikatnych dźwiękach organów lub ludzkich głosów (muzyka autorstwa Macieja Cempury). Przez cały spektakl delikatnie przyciemnia się światło. Im głębiej wchodzimy w historię tym bardziej wkraczamy w sferę sacrum, jakbyśmy wchodzili coraz dalej do wnętrza katedry.

Sakowicz w „Szyciu” spotyka swoje ciotki, babki, prababki – odkrywa te, które pierwsze w rodzinie wzięły rozwód, zginęły w młodym wieku w wypadku motocyklowym, nigdy nie kupiły sobie modnych dżinsów, nie zdążyły pokłócić się ze swoją nastoletnią córką. One wszystkie są zapisane w niej samej. Wymienia je z imienia. I zastanawia się do kogo będzie podobne kolejne pokolenie. Na koniec przywołuje wizję spotkania niemożliwego – zaprasza je wszystkie do siebie, siadają przy stole w kuchni i wspólnie haftują jej suknię ślubną.

Nie potrzeba wielu słów ani obrazów, by o tym opowiedzieć. Myślę, że wiele Polek doskonale zna te historie z własnych rodzin albo przynajmniej z lektury popularnych ostatnio książek o ludowej historii Polski. Poznajemy opowieść konkretnej rodziny a jednak w pewien sposób typowej w polskim społeczeństwie. Chłopskie korzenie, praca własnych rąk, twórczość ludowa, która nie była traktowana jako sztuka (zwłaszcza kobieca), tylko konieczna czynność utylitarna. W „Szyciu” twórczynie nie tylko przywołują te konteksty, ale także symbolicznie (dla większości społeczeństwa, które nie zna swoich przodkiń) a zarazem faktycznie (dla autorki spektaklu) odzyskują pamięć o kobietach, które są zaszyte w naszej historii. Wielokrotnie w trakcie spektaklu zdarzało mi się wspominać i konfrontować z osobistą historią rodzinną. Z troską, towarzyszącą również twórczyniom „Eseju genealogicznego”, by nie zapomnieć, jak wiele im zawdzięczam(y).

***

„Szycie. Esej genealogiczny”

Pokaz przedpremierowy: 25.06.2025

Koncepcja i performans: Natalia Sakowicz

Reżyseria: zespół

Dramaturgia: Zuzanna Bojda

Scenografia: L’udmila Bubánová

Choreografia: Alicja Nauman

Muzyka: Maciej Cempura

***

Kinga Senczyk – kulturoznawczyni, pedagożka teatru, performerka i improwizatorka, edukatorka i przewodniczka kulturalna, recenzentka teatralna (jej teksty można znaleźć na portalu e-teatr czy w SZUM-ie). Sojuszniczka OzN i G/głuchych.

Źródło:

Materiał nadesłany

Autor:

Kinga Senczyk

Sprawdź także