Logo
Recenzje

„Prowadź zwój pług przez kości umarłych” albo czego możemy nauczyć się od Duszejko

17.01.2026, 11:10 Wersja do druku

„Prowadź swój pług przez kości umarłych” wg powieści Olgi Tokarczuk w reż. Leny Frankiewicz w Teatrze im. Stefana Jaracza w Łodzi. Pisze Michał Lachman w portalu lodzwkulturze.wordpress.com.

fot. mat. teatru

„Opowieści na czas chaosu”, tak nowa dyrekcja Teatru Jaracza w Łodzi w skrócie opisała swój pomysł programowy. Paweł Łysak, który rozpoczął urzędowanie we wrześniu 2025 roku, projektuje teatr, który chce mówić o współczesnych problemach, a następnie dawkować widzom „remedium na chaos”. Nic dziwnego, że na pierwszy ogień poszła Olga Tokarczuk i jej „Prowadź swój pług przez kości umarłych”. Wybór ten zdaje się trafny, ponieważ jest to powieść, która nie operuje biało-czarnym obrazem, niuansuje postawy moralne, wyostrza wrażliwość.

I tak się jakoś złożyło, że właśnie teraz Dyrekcja teatru zrezygnowała z współorganizacji Międzynarodowego Dnia Pamięci o Ofiarach Holokaustu. Motywacją jest atak Izraela na Gazę. Wydaje mi się, że twórcy spektaklu powinni jednak przeczytać powieść, którą inscenizują, jeszcze raz. Sam spektakl wskazuje, że do tej pory czytali nieuważnie.

Spektakl „Prowadź swój pług przez kości umarłych” w reżyserii Leny Frankiewicz jest pomysłową teatralną interpretacją; aktorsko rzetelny, wizualnie widowiskowy, choreograficznie dynamiczny, ujmujący, a miejscami poetycki. Jeśli coś w spektaklu niespecjalnie działa to sam tekst Tokarczuk, który dość zaskakująco traci na sile i ostrości intelektualnej. Ekologiczne i filozoficzne przemyślenia Duszejko brzmią nazbyt prosto, wrogowie głównej bohaterki okazują się zbyt schematyczni, by stanowić realne zagrożenie, a nawet polemicznie przeciwstawić się oczywistej tezie o konieczności dbania o dobrostan zwierząt; instytucje niespełniające swojej powinności w tej mierze zostają ukazane zbyt infantylnie, by zbudować na ich obrazie prawdziwą debatę.

Monologi Duszejko płyną powolnie i ciężko. Przy najlepszych chęciach wcielającej się w tę rolę naprawdę świetnej Mileny Lisieckiej nie porywają. Partie obyczajowe, dialogi i sceny realistyczne trącą nieautentycznością serialowej gry. Spłycony intelektualnie i schematyczny model dramatycznej partytury kontrastuje szczególnie silnie z wizualnie bogatą i wielowarstwową inscenizacją. Tu, gra aktorska, obraz, ruch, dźwięk i oprawa sceniczna umiejętnie dopisują subtelniejsze sensy. W praktyce ratują całość spektaklu przed znużeniem.

Tokarczuk niewątpliwie potrafi przywołać atmosferę miejsca, w którym dzieje się akcja. W tym aspekcie jej pisanie nasyca się szczegółem, dźwiękiem i kolorem, a teatrowi pozostaje jedynie oddać te wrażenia na scenie. U Frankiewicz scenografia (Agata Stanula) pozwala naturalnie zagłębić się w atmosferę spowitych mgłami dolin i wzgórz Kotliny Kłodzkiej. Zmieniające się przestrzenie gry, przechodzące od widoków górskich szczytów w zielonej poświacie do wnętrz domów, kuchni i sypialni sprawnie animują statyczność opisowych partii tekstu. Efekt imersyjności zyskuje na głębi i wyrazistości również dzięki udanym projekcjom wideo (Mateusz Zieliński), które przenoszą nas poza scenę, ukazując inne lokalizacje i wizualizując obrazy przetaczające się przez głowę głównej bohaterki.

Frankiewicz oraz odpowiedzialne za ruch sceniczny Anna Steller i Agnieszka Kryst wplatają w akcję wątek saren, które w fabule Tokarczuk są nicią łączącą zdarzenia. Sceniczne sarny wyrażają również wrażliwość, czystość i niewinność natury sprofanowanej przez człowieka. Sekwencje tańca z udziałem tych zwierząt towarzyszą zdarzeniom i oddają najbardziej subtelną warstwę emocjonalnego napięcia, które drga i wibruje w Tokarczukowym tekście.

Dzięki tym zabiegom inscenizacyjnym przyroda i świat zwierzęcy współtworzą domenę ludzi, wchodzą do ich domów i głów, nadając głębszy sens naszemu życiu. Natomiast rzeczywistość człowieka to ciąg prostych i schematycznych rytuałów. Przenosimy się zatem od komisariatu policji do gabinetu dentystycznego, wędrujemy z pogrzebu Wielkiej Stopy do sklepu z ubraniami, od balu grzybiarzy przechodzimy do scen polowania. W każdym z tych ujęć człowiek funkcjonuje na pograniczu autoparodii, pastiszu, zdegenerowanego organizmu. Naturalny rytm i bieg przyrody ulegają zaburzeniu i deformacji, kiedy tylko wejdą w relację ze światem ludzi. Dentysta znieczula bimbrem, ekstrakcji zęba dokonuje szczypcami, przy zwłokach jednej z ofiar ktoś robi sobie pretensjonalne selfie. Policjantka spisująca zeznania Duszejko lekceważąco przytakuje, ignorując niepokoje głównej bohaterki i nakładając na dłonie kolejne warstwy kremu. Człowiek zupełnie stracił powagę oraz związek z własną naturą, zagubił gdzieś biologiczną tożsamość.

Tak można by czytać wizję Tokarczuk, gdyby nie to, że w spektaklu z Jaracza sama Duszejko – heroiczna bojowniczka o szacunek wobec natury i mścicielka jej krzywd – ulega podobnej parodystycznej deformacji. Kiedy spotyka się z grupą przyjaciół w czerwcową noc, kiedy dzielą się skrętem, a alkohol zaczyna krążyć w żyłach, Boros – przelotny kochanek protagonistki – chwyta za gitarę, by ostentacyjnie pofałszować „Riders on the Storm". Przyjaciele prowadzą uczone dysputy, których bełkotliwa logika umyka i im, i nam. Te postaci, których moralność leży przecież po właściwej stronie, nie wyglądają na „jeźdźców burzy” i pod przerysowaną, psychodeliczną maską nie skrywają ani powagi, ani sprawczości. Można powiedzieć, że są warte swoich adwersarzy: księdza bełkoczącego o myśliwych, którzy zgodnie z przykazem biblijnym mają dbać o naturę, dokonując egzekucji zwierzyny leśnej, czy też przebranych za muchomory szalonych grzybiarzy tańczących do taktów „Mój sokole”.

Mamy wrażenie, że wokół tak ukazanej Duszejko i jej kompanów powstała enklawa kontrkulturowego buntu, która niczym bezludna wyspa straciła kontakt ze stałym lądem i wytworzyła własny, szalony świat na górskim odludziu. A przecież powieściowej Duszejko nie brakuje prawdziwej determinacji. Kiedy pokazuje zdjęcie, na którym myśliwi pozują z ciałami martwych zwierząt, a wśród nich widać jej zamordowane suki, wiadomo, że te śmierci muszą zostać pomszczone. Że wrażliwość na cierpienie zwierząt nie pozwoli jej na obojętność.

Wyjaśnia się więc, kto stoi za śmiercią lokalnych myśliwych, a policji pozostaje jedynie aresztować sprawczynię morderstw. Wtedy z mgły ścielącej się wśród karkonoskich szczytów po raz ostatni wyłaniają się zwinne sarny i zabierają swą Wenus. W końcowej sekwencji dopisanej do oryginalnego tekstu Duszejko zrzuca odzienie i łączy się z naturą, na której łono zostaje przyjęta. Teatralnie, scenicznie i wizualnie przepiękne zakończenie.

Ostatecznie jednak w spektaklu Frankiewicz Duszejko pozbawiona jest sprawczej powagi. Dobrze sobie na nią popatrzeć, posłuchać tez słusznych i właściwych. Wiadomo, że one nikogo nie bulwersują, bo nikt się nie zastanawia, co mogą i powinny znaczyć, jeśli nada im się prawdziwie uniwersalny wymiar.

A bieżący kontekst towarzyszący spektaklowi zdaje się taki wymiar nadawać. Dyrekcja Teatru Jaracza wycofała się właśnie z organizacji łódzkich obchodów Międzynarodowego Dnia Pamięci o Ofiarach Holokaustu. Paweł Łysak wyjaśnia w Radiu Łódź, że nie mógł „przejść do porządku dziennego nad straszną liczbą ofiar” izraelskich bombardowań w Gazie. Jak odnieść te wyjaśnienia od moralności Duszejko? Po czyjej stronie mamy tu stać, jeśli teatr faktycznie chce snuć „opowieści na czas chaosu”?

Bo czy siostry Franza Kafki albo Anna Frank odpowiedzialne są za bombardowanie Gazy i dlatego nie zasłużyły na upamiętnienie? Państwo Izrael powstało po Holokauście, a ofiary tego ludobójstwa pochodziły z wielu europejskich krajów. Gdyby realizatorzy spektaklu naprawdę wsłuchali się w utwór Tokarczuk, zamiast trywializować i zawężać jego moralne przesłanie, to wyczytaliby z niego taką wrażliwość Duszejko, która nakazuje solidarność ze wszystkimi ofiarami.

Zamiast tego mamy do wyboru holokaust zwierząt. To zawsze miło słodzi nam dzień. W sobotę i niedzielę w Jaraczu seria warsztatów z podstaw astrologii oraz gotowania wege, podczas których przygotujemy potrawy zgodne z naszym „astrologiczno-żywiołowym archetypem”. Może jednak posłucham Al Bano i Rominy Power.

Tytuł oryginalny

„Prowadź zwój pług przez kości umarłych” albo czego możemy nauczyć się od Duszejko

Źródło:

https://lodzwkulturze.wordpress.com/
Link do źródła

Autor:

Michał Lachman

Data publikacji oryginału:

16.01.2026

Sprawdź także