Logo
Recenzje

Próbne eksmisje

13.01.2026, 12:37 Wersja do druku

„Protest kielecki. Do kogo należą Kielce?” Julii Nowak i Jakuba Skrzywanka w reż. Jakuba Skrzywanka w Teatrze im. Stefana Żeromskiego w Kielcach. Pisze Kamil Bujny, członek Komisji Artystycznej 32. Ogólnopolskiego Konkursu na Wystawienie Polskiej Sztuki Współczesnej.

fot. mat. teatru

Protest kielecki. Do kogo należą Kielce? Julii Nowak (tekst i dramaturgia) i Jakuba Skrzywanka (tekst i reżyseria) z Teatru im. Stefana Żeromskiego w Kielcach doczekał się szerokiej recepcji – mówiono i pisano o nim dużo, a krytycy odnotowywali, że to „najważniejszy spektakl Jakuba Skrzywanka w ostatnich latach” (Witold Mrozek, „Gazeta Wyborcza”) i „teatr interwencyjny, ważny i mówiący bardzo głośno we własnej (i nie tylko) sprawie” (Wanda Świątkowska, „Teatr”). Działo się tak nie bez powodu – przedstawienie w nieoczywisty, angażujący sposób podejmuje na wskroś polityczny i rozpalający debatę publiczną temat flippingu i mieszkalnictwa w Polsce. Jednocześnie silnie rezonuje z kryzysem instytucjonalnym, do jakiego doprowadzili włodarze Urzędu Marszałkowskiego Województwa Świętokrzyskiego, odmawiając – wbrew woli zespołu, rozstrzygnięciu legalnego konkursu, orzeczeniu sądu, stanowisku Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz poparciu środowiska – powołania Jacka Jabrzyka na stanowisko dyrektora teatru. Wiszące na fasadzie budynku czarne plakaty z napisem – nawiązującym do tytułu spektaklu – „DO KOGO NALEŻY TEATR?” trudno więc postrzegać wyłącznie jako materiały promocyjne. Przypominają transparenty protestacyjne, sytuujące przedstawienie w bezpośredniej relacji z toczącym się od ponad roku konfliktem o autonomię instytucji i respektowanie przez urzędników prawa.

Spektakl podzielony został na trzy części, a każda z nich rozgrywa się w innej przestrzeni i w innym czasie. Zaczyna się na Nowej Scenie, gdzie odbywa się spotkanie szkoleniowe dla flipperów, czyli tych, którzy skupują (nie zawsze do końca legalnie) mieszkania, by później sprzedać je z dużym zyskiem. Uczestnikami kursu okazują się zarówno siedzący wśród publiczności aktorzy (Dagna Dywicka, Klaudia Janas, Mateusz Bernacik, Łukasz Pruchniewicz, Dawid Żłobiński), jak i widzowie, którym – ubrany w cekinowy garnitur (kostiumy: Lila Dziedzic) – Prowadzący (Kuba Golla) zadaje dużo podchwytliwych pytań. Jest śmiesznie, coachingowo, a odbiorcy żywo reagują na dowcipy bohatera i chętnie wchodzą z nim w dyskusję. Przypomina to trochę stand-up, a trochę szkolenie typu „od pucybuta do milionera“. Sprawa wydaje się prosta: wystarczy przejąć cudze mieszkanie, a najlepiej całą kamienicę, korzystając z nadarzających się okazji. Tych ponoć nie brakuje. Trzeba tylko bez skrupułów wykorzystać słabość kogoś, kto właśnie znajduje się w kryzysie, nabyć zadłużony lokal, którego nikt, obawiając się komornika, nie chce kupić, lub podpisać niekorzystną dla właściciela umowę sprzedaży. Czyszczenie kamienic (usuwanie lokatorów), do czego przekonuje nas Prowadzący, to nic złego. „Flip to przede wszystkim jest przedsięwzięcie”, a „przedsiębiorcy tworzą (...) gospodarkę, gospodarka zaś – tworzy nasz kraj”, więc ci, którzy pozyskują i sprzedają w ten czy inny sposób mieszkania, są „solą tej ziemi”. Części teoretycznej spotkania towarzyszy część praktyczna. Na pytanie od jednego z widzów-aktorów o to, co zrobić w sytuacji, gdy przejęliśmy lokal, a jego mieszkańcy nie chcą się dobrowolnie wynieść, mężczyzna proponuje „próbną eksmisję”. Kończy się ona pożarem i wyproszeniem wszystkich widzów z sali.

foyer zdezorientowana publiczność trafia pod opiekę aktywistów (Janas, Bernacik), zaciekle dyskutujących ze stojącą na zabezpieczonych taśmą policyjną schodach Urzędniczką (Beata Wojciechowska). Domagają się od niej informacji o rodzaju wsparcia dla ofiar pożaru kamienicy przy placu Moniuszki 9, którzy stracili cały swój dobytek i nie mają gdzie się podziać. Żądają konkretnej pomocy ze strony urzędu, przydzielenia pogorzelcom lokali zastępczych. Przedstawicielka miasta wydaje się żywcem wyjęta z kawałów o stereotypowych urzędnikach: jest oschła, zdystansowana, niechętna do pomocy, cały czas powtarza te same wyświechtane i niewiele mówiące formułki dotyczące procedur prawnych.

fot. Wojciech Habdas/mat. teatru

Akcja spektaklu przenosi się z foyer do Dużej Sali Prób, zamarkowanej na niegdysiejszy urząd (scenografia: Agata Skwarczyńska). Widzowie i widzki siadają przy podłużnych stołach, przykrytych PRL-owskimi zielonymi obrusami, na których postawiono butelki wody i paluszki w szklankach. Zdenerwowana upierdliwymi aktywistami urzędniczka zasiada zaś na podwyższeniu przy podobnie nakrytym stole, nad którym, przy gęsto zastawionym regale, wisi duży krzyż. Po burzliwej wymianie zdań ze społecznikami, domagającymi się odpowiedzi na pytanie „Do kogo należy kamienica, z której ludzi właśnie wyrzucono?” i jakie są związki kobiety z Wandą S., pojawiają się inni pracownicy urzędu. Przybyli na posiedzenie Komisji Inwentaryzacji Mienia Komunalnego Miasta Kielc, poświęcone nieprawidłowościom przy przetargach i wyprzedaży mienia publicznego w okresie transformacji. Obrady od początku utrudnia nieprzyjemna w obyciu urzędniczka, piętrząc przed współpracownikami coraz to nowsze problemy, a także wyciągając z regałów kolejne przedmioty (takie jak menora, rękawica rycerska czy kostium Balladyny z 1960 roku), którymi należy jej zdaniem „odpowiednio rozporządzić”.

Bohaterka ma własny interes w tym, aby komisja niczego nie ustaliła. Ze wspomnianą Wandą S. łączą ją więzy rodzinne, które miały wpływ na jej decyzje zawodowe. W pewnym momencie jeden z członków zespołu wyciąga nie wiadomo skąd teczkę z „ewentualnym wątkiem żydowskim w spektaklu”, a widzowie – drogą głosowania – decydują się na to, że chcą go poznać. Występujący pod własnym imieniem Dawid Żłobiński przytacza dane, pokazujące, jak wiele budynków w Kielcach należało przed wojną do Żydów. Chwilę później pojawiają się ubrani w ludowe stroje biesiadnicy, którzy prowadzą publiczność z powrotem na Nową Scenę, gdzie – w przestrzeni zaaranżowanej na wiejską chatę, obwieszoną obrazami świętych, kolorowymi wstążkami i dewocjonaliami – odbywa się chłopskie wesele. Zabawę przerywa niespodziewany gość, ocalały z Zagłady właściciel Szlojm Himelfarb (Żłobiński), stanowczo roszczący sobie prawo do ziemi i domu. Wesele trwa jednak dalej, ale i w nim publiczności nie będzie dane długo uczestniczyć… Niebawem nastąpi kolejna eksmisja.

Protest kielecki. Do kogo należą Kielce? pod wieloma względami przypomina inny, bodaj najsłynniejszy i najbardziej doceniony spektakl Skrzywanka – Śmierć Jana Pawła II z Teatru Polskiego w Poznaniu. Reżyser i tym razem dowartościowuje teatralność i umowność sytuacji scenicznej, nie tyle opowiadając konkretną, skądinąd dobrze udokumentowaną historię (powojennych losów mienia żydowskiego), ile zapraszając oglądających do jej performatywnego doświadczania. Tak jak w Poznaniu, gdzie widzowie obserwowali długą – naturalistycznie, ale też groteskowo ukazaną – agonię Karola Wojtyły, a następnie uczestniczyli w funeralnych rytuałach, tak w Proteście… stają się częścią działań, które uzmysławiają z czym wiąże się utrata mieszkania i poczucia bezpieczeństwa. Publiczność, przyzwyczajona raczej do obecności czwartej ściany, przeganiana jest po teatrze od sali do sali w ramach kolejnych „próbnych eksmisji”. Nikt nie ma tu swojego miejsca, stale trzeba się przepychać, wchodzić i schodzić stromymi schodami, szukać wolnego krzesła, a ostatecznie i tak, w finałowej części, zostaje się „wyrzuconym” z budynku – bez kurtki, wprost na zimny dziedziniec, gdzie leży ciało zamordowanego Himelfarba, a na ścianach wiszą liczne plakaty, reklamujące kupno i sprzedaż mieszkań.

Zdumiewa, z jaką lekkością twórcy i twórczynie operują konwencjami, nie tracąc na ogólnej spójności spektaklu. Protest… powstał na przecięciu teatru dokumentalnego, manifestu politycznego, happeningu, instalacji, rekonstrukcji, ale też komedii i stand-upu. Lokalność przeplata się tu z Wielką Historią, a aktorzy i aktorki, wcielający się w wiele różnych wyrazistych postaci, grają zarówno szerokim gestem, jak i bardzo precyzyjnie, w pełni świadomi rangi problemu, o którym opowiadają. W pamięć zapada przede wszystkim zaangażowany emocjonalnie Żłobiński, który – jak stwierdza z przekąsem jeden z aktorów – gra Żyda w czwartym spektaklu z rzędu, a także Wojciechowska, demonizująca rolę złowrogiej urzędniczki, ale będąca w tej grotesce konsekwentna i niezwykle skuteczna. Nieoczywisty jest zresztą sam status postaci: wyposażone w rodzaj metaświadomości wykraczającej poza sceniczne tu-i-teraz, przeprowadzają nas przez kolejne dekady i wydarzenia XX wieku (od współczesności przez lata 90. po okres tuż powojenny), na przekór czasowi i logice – niczym zjawy, wyłaniające się nie wiadomo skąd i nie wiadomo na czyje życzenie, by dać – jak u Mickiewicza – żyjącym świadectwo.

Skrzywanek i Nowak przekuwają opowieść o dawnych i dzisiejszych Kielcach w doświadczenie – nie wykładają historii miasta ex cathedra, starają się nie mówić niczego wprost, lecz inscenizują wybrane zdarzenia (obrazujące szersze procesy), by można je było przeżyć na poziomie emocji. Nie bez powodu konsekwentnie nie wykorzystują w pełni wszystkich pojawiających się potencjałów, szkicowo podchodzą do fabuły i za każdym razem porzucają bohaterów w najbardziej dramatycznych, a co z tym idzie – najciekawszych, momentach. Powiązania pomiędzy poszczególnymi częściami i losami postaci musi określić sam widz – już po wyjściu z niepewnego swojej przyszłości teatru, spacerując znanymi-nieznanymi ulicami miasta. Po jego stronie leży też odpowiedź na implicytnie zadane przez twórców pytanie: czy wie, do kogo należy miejsce, które zwykł nazywać „swoim”? A jeśli tak, to do kogo? To nie musi być wcale tak oczywiste.

***

Julia Nowak, Jakub Skrzywanek PROTEST KIELECKI. DO KOGO NALEŻĄ KIELCE Reżyseria: Jakub Skrzywanek, dramaturgia: Julia Nowak, Paweł Sablik, scenografia: Agata Skwarczyńska, muzyka: Szymon Tomczyk, choreografia: Agnieszka Kryst, kostiumy: Lila Dziedzic. Prapremiera w Teatrze im. Stefana Żeromskiego w Kielcach 30 maja 2025.

Źródło:

Materiał własny

Autor:

Kamil Bujny

Wątki tematyczne

Sprawdź także