28.09.2020, 19:28 Wersja do druku

Pożegnanie Kalisza

O „Matce Makrynie” w reż. Ireny Jun z Teatru Studio w Warszawie oraz „Nie ma. Osiecka/Satanowski", recitalu Justyny Szafran, żegnając 60. Kaliskie Spotkania Teatralne pisze Tomasz Domagała na stronie DOMAGAŁAsięKULTURY.

fot. Kasia Chmura

Pod peruką – o Matce Makrynie Ireny Jun ze STUDIO teatrgalerii w Warszawie

To był ostatni dzień kaliskiego festiwalu, a w mojej głowie kiełkował już bunt wobec zbyt dużej dawki teatru, jaką w ostatnich dniach zdarzyło mi się przyjąć. Pomyślałem sobie: uwielbiam Irenę Jun na scenie, ale nie chcę oglądać Matki Makryny. Nie lubię tej postaci, aczkolwiek trzeba przyznać, że ta żyjąca w XIX wieku fałszywa zakonnica, bohaterka poematu Słowackiego Rozmowa z Matką Makryną Mieczysławskąoraz książki Jacka Dehnela, to postać idealna dla teatru. Gdy się bowiem zaczyna zgłębiać jej dzieje, pojawia się natychmiast pytanie – jak wielką musiała być aktorką, żeby całe to swoje życiowe show z takimi sukcesami obwozić po Europie. Wszak na jej wymyślone, charyzmatyczne życie pobożnej zakonnicy nabrało się dziesiątki tysięcy osób! Irena Jun w swoim monodramie na tym właśnie artystycznym darze swojej bohaterki zdaje się budować główną oś spektaklu. Wychodzi zza kulis w peruce, ucharakteryzowana na szamankę, ubrana niczym jakaś baba proszalna z ludowych odpustów i zaczyna recytować strofy Słowackiego. Patos i pewne przerysowanie tej gry można zauważyć od razu. Romantyczny język poematu pomaga bowiem wzmocnić tę konwencję, zwłaszcza, że Jun ostentacyjnie ją eksploatuje. Od razu zarysowują się też różne poziomy interpretacji jej postaci w spektaklu: zakonnica, polska patriotka, bohaterka romantyczna, wreszcie – last but not least – aktorka. Na każdym z tych poziomów kluczowe jest słówko fałszywa,które zaklętą w sobie nieprawdę rozlewa na narrację Kościoła katolickiego, opartego na chrześcijańskiej historiozofii romantyzmu, polskiego patriotyzmu, czy wreszcie samego… teatru. Po chwili dokonuje się demaskacja tego mechanizmu: Makryna porzuca perukę, romantyczny język i „święte” zachowania mistyczki na rzecz swojej prawdziwej historii, przed nami zaś pojawia się nagle doświadczona życiem kobieta, która opowiada nam prawdziwą historię swojej mistyfikacji (używając współczesnej prozy Jacka Dehnela). Czy to jest opowieść raczej o jej fałszerstwach i grzechach, czy naszej łatwowierności i podatności na manipulację, nie mnie osądzać. Ważne, jest, że narracja ta – na skutek wprzęgnięcia w nią sztuki teatru – rozciąga problemy z prawdomównością Matki Makryny na wszystko, w czym dotąd „grała”: religię, romantyczne idee, pewien model polskiego patriotyzmu, a także sam teatr.

Gdy więc Irena Jun zaczęła swoją „zaklętą” w XIX-wieczny język Słowackiego opowieść, pomyślałem, że nie mogę tego słuchać, nie chcę być częścią tego świata. Mam bowiem dość polskich zakonnic, księży, patriotów, romantycznych bohaterów, którzy w kółko raczą nas swoimi martyrologicznymi (choćby i najpiękniejszymi) opowieściami. Z gruntu nieprawdziwymi zresztą, a zaprzęgniętymi w partyjną i zmanipulowaną na potrzeby utrzymania władzy narrację, gwałcącą wszelkie niuanse i obiektywizm. Opierałem się długo Irenie Jun, ale w końcu i tak zagrałem przeznaczoną mi rolę w jej prywatnym teatrze. Już chwilę po zdjęciu przez nią peruki siedziałem urzeczony, pozbawiony wątpliwości, słuchając prawdziwej historii jej charyzmatu, świętości i patriotyzmu. I poddając się jej… manipulacji. Bo teatr, zwłaszcza w takim mistrzowskim wydaniu, to przecież skrajna manipulacja. Gdy wyszedłem ze spektaklu pomyślałem: eh, stary lisie, znowu się dałeś złapać… Mam nadzieję, że Państwo też to poczuli, nie tylko jeśli chodzi o teatr.

fot. Mat. organizatora

Osiecka

Po Matce Makrynie na scenę wyszła znakomita Justyna Szafran. Popatrzyła na widownię, uśmiechnęła się, przywitała i od razu było wiadomo, że nikogo nie będzie grała, choć pewnie nas, widzów, jakoś zmanipuluje (w końcu to teatr!). I rzeczywiście, choć nie było tu mowy o teatralności, przeniosła nas w świat poezji Agnieszki Osieckiej w najlepszy z możliwych sposobów, dając nam poczuć na własnej (gęsiej) skórze, jak piękny to świat, i jak może się zwielokrotnić za przyczyną kogoś, kto w bezpretensjonalny sposób odda się na scenie w jego władanie, żeby nas, widzów w siebie wciągnąć. Złapany znowu w sidła teatru, pomyślałem, że manipulacja jest jego największą siłą. Czasem świadomą, czasem nie.

Ps. Wiadomość dla dyrektora wrocławskiego Teatru Capitol (macierzysty teatr Artystki), Konrada Imieli – Justyna Szafran jest świetną tancerką! Dowiodła tego publicznie! 

Pożegnanie

60.Festiwal Sztuki Aktorskiej w Kaliszu dobiegł końca. Było to wielkie święto teatru i tego, co w nim najważniejsze – teatralnych przeżyć i emocji. Poziom festiwalowych spektakli był wysoki, werdykt jury w pełni oddawał moje odczucia. Bardzo chciałbym podziękować Panu Dyrektorowi, Bartoszowi Zaczykiewiczowi za zaufanie i kolejne zaproszenie do Kalisza. Pogratulować Mu również, jak zresztą całej ekipie Teatru im. Bogusławskiego odwagi, dzięki której, mimo trudności pandemicznych możliwe było tak ważne dla wszystkich teatralne spotkanie na żywo. Dziękuję też Czytelnikom festiwalowej relacji Staś i połamana noga. Mam nadzieje, że moje teksty były uzupełnieniem spektakli i spotkań, swoistym teatralnym programem, który pozostawi ślad po naszej wspólnej teatralnej przygodzie. Dziękuję również wszystkim Zespołom Aktorskim, z którymi miałem przyjemność spotkać się po spektaklach i dyskutować, dziękuję wiernym kaliskim Widzom, wypełniającym zarówno widownię konkursowych pokazów, jak i Namiot Festiwalowy. Dziękuję również wszystkim wspaniałym Pracownikom Teatru im. Bogusławskiego, bez których nie byłoby tego Festiwalu, szczególnie zaś Lilianie Skuteckiej i Marcelinie Hertmann, które niezwykle ofiarnie pomagały mi w codziennej pracy. Na koniec specjalne podziękowania dla Katarzyny Kopias-Czekay, redaktorki moich tekstów, która nieustannie czuwa nad ich językowym poziomem. Pozostaje mi tylko pożegnać się z Państwem i zaprosić Was do Kalisza już… w maju 2021, na kolejne 61. Kaliskie Spotkania Teatralne. Do zobaczenia!

Tytuł oryginalny

Niedziela, 27 września 2020, Pożegnanie Kalisza

Źródło:

www.domagalasiekultury.pl

Autor:

Tomasz Domagała

Data:

27.09.2020