Logo
Recenzje

Powidoki

15.04.2026, 11:35 Wersja do druku

„Wyspa” w reż. Eugenii Balakirevej w Teatrze Słowackiego w Krakowie. Pisze Piotr Gaszczyński w Teatrze dla Wszystkich.

fot. Joanna Siwiec & Bartek Barczyk / mat. teatru

Kameralna, intymna „Wyspa” w reżyserii Eugenii Balakirevej przenosi widza w tajemniczy, zmitologizowany świat nieistniejącej już białoruskiej wsi. Konkretne miejsce i czas akcji spektaklu traktować należy jednak jak punkt wyjścia, otwarcie drzwi z napisem „przeszłość”, za którymi chowają się – ograniczone jedynie horyzontami wyobraźni – całe światy.

Słowo-klucz przedstawienia: szarość. Reżyserka znalazła gdzieś na strychu stare, rodzinne, czarno-białe fotografie i postanowiła ożywić je na scenie. Surowa, monochromatyczna scenografia oraz kostiumy (Jerzy Basiura) sugerują, że mamy do czynienia w gruncie rzeczy z teatrem śmierci – przywołaniem z zaświatów duchów, które, snując się po wiosce-skansenie, po raz ostatni zawalczą o pamięć o nich samych i o miejscu, którego nikt żywy już nie pamięta.

Baśniowe elementy spektaklu sprzyjają budowaniu niesamowitych historii. Otóż pewnego razu w wiosce zjawia się Damian (Krzysztof Zarzecki), etnolog pragnący zebrać w pisanej przez siebie książce ludowe pieśni i podania z regionu. Kluczył przez gęste bory i lasy, by ostatkiem sił zapukać do stojącego na odludziu domostwa. Uzyskawszy schronienie, zasypia, by przez dwa kolejne tygodnie, w malignie, lawirować między jawą a snem. Ze szponów niechybnej śmierci ratują go Halina (Bożena Adamek) oraz Ala (Marta Konarska). Dom zamieszkuje również młody Igor (Karol Kubasiewicz). Rodzina, początkowo zdystansowana wobec przybysza, stopniowo zaczyna się przed nim otwierać.

W przełamaniu pierwszych lodów pomaga, będąca blisko z Igorem, Maria (Wanda Skorny). Jej postać wybija się na tle pozostałych – ma w sobie życiową energię, która nadaje kolorytu szarej nie-rzeczywistości wsi-widma. To również ona śpiewa, co pozwala Damianowi zarejestrować nie tyle same słowa, ile klimat miejsca, do którego trafił.

Niewątpliwie reminiscencyjny koncept spektaklu zasługuje na uwagę. Jednak to, co początkowo można wziąć za dobrą monetę, z czasem nieco nuży. Oniryczność to nie senność, a ta niestety w drugiej godzinie przedstawienia wkrada się na widownię. Nie wykorzystano również w zadowalającym stopniu potencjału realizmu magicznego drzemiącego w tego typu opowieściach. Tam, gdzie ludowość, tam i rzeczy nie z tego świata, które spokojnie koegzystują z materialną rzeczywistością. Aktorsko naprawdę nie ma się do czego przyczepić – widać, że twórcy dobrze odnajdują się w tego typu konwencji, wyciskając ze swoich postaci naprawdę dużo, mimo że akcja jest mocno statyczna. Znalezienie dodatkowej dynamiki, czy to na poziomie samego pomysłu, czy dramaturgicznych konkretów (Krzysztof Zygucki), z pewnością dałoby aktorom większą paletę możliwości gry. „Wyspa” jest spektaklem ciekawym, ale zbyt monotonnym.

Wieś, która ma zniknąć pod wodą, stając się ofiarą budowy zbiornika retencyjnego, z czasem zamieni się w zatopioną wyspę – Atlantydę, na której swoje tajemnice pochowa odchodząca w niebyt cywilizacja: prosta, żyjąca w zgodzie z cyklem natury, bliska drugiemu człowiekowi. Wydaje się, że dziś samotnych wysp są tysiące, jeśli nie miliony. Tworzymy jako ludzkość wyjątkowo smutny archipelag. I jak w anegdocie o gotującej się żabie, raczej nie zorientujemy się, kiedy znajdziemy się już pod powierzchnią, bez możliwości ratunku.

6/10

Tytuł oryginalny

Powidoki

Źródło:

Teatr dla Wszystkich

Link do źródła

Autor:

Piotr Gaszczyński

Data publikacji oryginału:

15.03.2026

Sprawdź także