„POV: masz 12 lat i prze****ne” Mariusza Gołosza w reż. Agaty Biziuk w Tetrze Współczesnym w Szczecinie. Pisze Daniel Źródlewski na blogu Teksty Źródłowe.
Stołeczny Teatr Powszechny do niedawna używał hasła promocyjnego „Teatr, który się wtrąca”, nawiązującego do twórczości i wizji patrona sceny Zygmunta Hübnera. Ale tam szło bardziej o prowokacje polityczne, obyczajowe i rozczulające drażnienie jasełkowych konserwatystów z PiS-u. Nowa dyrektorka Maja Kleczewska z tego hasła zrezygnowała. Teraz śmiało mógłby je przejąć szczeciński Współczesny, ale w społecznym rozumieniu, bo wtrąca się w przestrzenie codzienności, często wyręczając powołane do tego instytucje publiczne*. Najnowsza premiera, „POV: Masz 12 lat i prze****ne”, zwraca uwagę na problemy młodzieży, których inni nie chcą dostrzegać. Mam wrażenie, że z uwagi na niezrozumienie skali i powagi zjawiska zwyczajnie je bagatelizują. Dobrze robić teatr „po coś”!
*vide: Edukacja seksualna (zgodnie z tytułem), Sen Nocy letniej (asystentura seksualna osób z niepełnosprawnościami), Spartakus. Miłość w czasach zarazy (psychiatria dziecięca, małżeństwa jednopłciowe), Nie Twoja Kolej, Kochanie (wykluczenia komunikacyjne), Dom niespokojnej starości (wykluczenia senioralne), Opowieści babć szeptane córkom przez matki (aborcja), Znak z językiem (wykluczenia osób z niepełnosprawnością wzroku i słuchu).
Przeglądam repertuary kilku, losowo wybranych, polskich teatrów. Odnajduję ociekające sprośnym erotyzmem infantylne farsy, muzyczne przedstawienia stanowiące quasi hołdy dla zazwyczaj przedwcześnie zmarłych artystów, błyskotliwe (?) przepisania nudnej w oryginale klasyki i oczywiście lektury szkolne, głównie obowiązkowe. Wertuje afisze scen lalkowych, adresowanych do młodego widza. Tutaj poczesne miejsce zajmują spektakle dla „najnajów” oraz „najnajnajnajanajnaj (…) najów”, czyli niemowlaków i dzieci, które nie mają raczej świadomości, gdzie są i co oglądają, ale „czym skorupka za młodu…”. Aż dziw, że nie ma propozycji teatralnych dla par bezpośrednio przed stosunkiem seksualnym. Zostawmy… Są bajki z morałem, klasyczne baśnie w pozbawiających prawdziwości zachowawczych tłumaczeniach, ale za to w modnej „disneyowskiej” lub „pixarowskiej” aranżacji. Widzę znów lektury szkolne, głównie obowiązkowe (sic!). Na scenie dla dorosłych… ociekające sprośnym erotyzmem infantylne farsy jako teatr formy z wykorzystaniem lalek (jeszcze nie dmuchanych). Niestety nie odnajduję czegoś dla widzów w wieku „pomiędzy” dzieckiem a dorosłym. Tak jakby ten nie istniał. Czarna dziura. Teatr młodzieżowy nie istnieje?
Zawężam repertuarową eksplorację do Szczecina. Szybko konstatuję, że tutaj takie propozycje to także rzadkość, ale jaskółki wreszcie nadleciały. W Teatrze Polskim próżno szukać takiej propozycji, w Operze też, ale w lalkowej „Pleciudze” w 2022 roku pojawił się spektakl Przemysława Żmiejko „Seed: Śnieżyca”. Rzecz dotyczyła zgubnego świata wirtualnych gier, niestety dość szybko zszedł z afisza. Nastoletniego widza wyraźniej zaczął dostrzegać i doceniać Jakub Skrzywanek w Teatrze Współczesnym. W 2022 roku wywołał spory ferment, gdy zaprosił Michała Buszewicza, notabene obecnego szefa sceny, do realizacji „Edukacji seksualnej”. Dziś jego już głośny spektakl jest dobrym przykładem ambitnego połączenia wartości artystycznych z edukacyjnymi. Cieszy, że Buszewicz, już jako dyrektor, kontynuuje tę mądrą repertuarową ścieżkę i znów zaprasza do teatru nastolatków. Tu na marginesie warto przypomnieć, że kolejną premierą po „Edukacji…” był „Spartakus. Miłość w czasach zarazy” Skrzywanka. Choć przedstawienie niekoniecznie było adresowane do młodzieży, to odbiło się w kraju szerokim echem i między innymi dzięki niemu zaczęto wprost mówić o kondycji dziecięcej i młodzieżowej psychiatrii.
Zaproszenie Agaty Biziuk do realizacji „POV: Masz 12 lat i prze****ne” wydaje się wynikać z doświadczeń obu wspomnianych produkcji Współczesnego. Mądrze, jednak bez moralizatorstwa, ale z artystycznym polotem i klasą.
Autorem tekstu „POV: Masz 12 lat i prze****ne” jest Mariusz Gołosz, laureat organizowanego przez Centrum Sztuki Dziecka w Poznaniu 35. Konkursu na Sztukę Teatralną dla Dzieci i Młodzieży w 2024 roku. Tekst jest już obecny w repertuarach Teatru im. Jana Kochanowskiego Opolu (reż. Marta Streker) oraz Teatru im. Aleksandra Fredry w Gnieźnie (reż. Jakub Zalasa). Podczas Festiwalu Otwarcia w krakowskim Teatrze Ludowym miało jeszcze miejsce czytanie performatywne tekstu (reż. Stanisław Chludziński).
Bohaterem utworu Gołosza jest 12-letni Arek, wyraźnie wycofany, małomówny, zakompleksiony i czymś permanentnie wystraszony. Oglądamy go z dwóch pozycji (tytułowe POV: point of view = punkt widzenia) – prawdziwej rzeczywistości oraz jego „wnętrza”, w którym rządzą negatywne wyobrażenia na własny temat. Chłopakowi towarzyszy „uporczywa myśl” w głowie – niemiłosiernie natrętna, która wmawia mu, że wszystko robi źle. Kolejnym problemem jest agresja dwóch równolatków ze szkoły, którzy znęcają się nad nim psychicznie i szantażują. Arek określa ich mianem Crabbe’a i Goyle’a czyli imionami postaci z książek J.K. Rowling o Harrym Potterze (Gregory Goyle i Vincent Crabbe). Do tego dochodzą problemy z nauką pływania albo skarga nauczycielki za niewłaściwie zachowanie. Arek boi się, że gdy mama dowie się o wszystkim na klasowym zebraniu, to wyrzuci go z domu. To zresztą podpowiada mu „uporczywa myśl” w głowie. Przerażony ucieka w świat gier komputerowych*. Czy uda mu się przezwyciężyć swoje lęki? Czy to tylko mrzonka, czy poważniejszy problem? Czym może grozić? No gdzie w tym wszystkim szkoła, rodzice, koledzy?
O wszelkich zjawiskach spod szyldu #metoo, albo o dojmujących aktach przemocy, godnych nawet ekranizacji filmowych (choćby najnowszy „Dom dobry” Wojtka Smarzowskiego) mówi się głośno i wyraźnie od dawna. W księgarniach można już tworzyć działy z literaturą poświęconą przemocy, ale to nie tylko porażające powieści czy przejmujące reportaże, lecz dziesiątki dziwnych poradników czy psychologicznych rozważań, tak jakby ofiary miały chęć i możliwość akademickiego zgłębiania swoich dramatów... Proszę nie uznać powyższego za bagatelizowanie czy wyszydzanie problemu, a jedynie za sygnał, że ten zaczyna być tabloizowany i tracić na powadze i ważności. Mało tego, zaczyna pooddawać się bezczelnej komercjalizacji. A nawiązując do sedna tekstu, proszę spojrzeć jak niewiele mówi się o problemach młodych, szczególnie nastolatków. A przecież rzecz dotyczy także ich i wymaga osobnego, nieco innego podejścia. W tym celu powołano nawet termin bullyingu. Jedna z bardziej esencjonalnych definicji, mówi, że to „długotrwałe, powtarzające się przemocowe zachowania wobec jednej osoby lub grupy. Mogą to być działania fizyczne, słowne, psychiczne albo społeczne, które mają na celu zastraszenie, poniżenie, skrzywdzenie lub wykluczenie ofiary”. Jeśli dodamy do tego, że bullying ma zazwyczaj miejsce w szkole, czyli dotyczy wrażliwych młodych ludzi, którzy dopiero poznają podłość świata. Czy przypadkiem nie ma to wpływu na późniejsze #metoo? Zresztą to przeolbrzymia trauma dla młodych, tu wystarczy znów przywołać teatralną pracę Skrzywanka oraz reportaży Janusza Schwertnera, na podstawie których powstał „Spartakus…”.
Warto także wspomnieć, że ów bullying może być „rozpoznawany” ze swoistym opóźnieniem przez dzisiejszych dorosłych. Obawiam się, że tak jest w przypadku wielu widzów spektakli na podstawie tekstu Gołosza. I nie próbuję zgadywać POV, czyli tego po której stronie tego zjawiska stali, albo czy np. ich dzieci tego doświadczali, tu znów: niezależnie od POV. Swoją drogą to bardzo ciekawe wrażenie albo/i eksperyment społeczno-psychologiczny (sic!).
Reżyserka szczecińskiego spektaklu Agata Biziuk zaproponowała zaskakującą formę i strukturę: wszyscy – widzowie oraz aktorzy – zaopatrzeni są w słuchawki do silence disco. Przedstawienie oglądamy odseparowani od naturalnej przestrzeni dźwiękowej. Słyszymy tylko to, co chcą nam przekazać realizatorzy. To niezwykle ciekawy zabieg, który powoduje większe skupienie oraz funduje pewien foniczny miraż obecności w symbolicznej przestrzeni emocji bohaterów. Jest także druga strona (POV?) tego pomysłu, bardziej praktyczna. Punktem wyjścia do jego stworzenia, było właśnie… wyjście. Wyjście ze spektaklem z przestrzeni teatru i pokazywanie go w szkolnych klasach. To zdeterminowało pozostałe aspekty – niewielka przestrzeń gry, brak dekoracji, lekkie rekwizyty, czy stałe i niezmienne światło. Pełna mobilność i funkcjonalność. Wspomniany system słuchawek ma także za zadanie zniwelowanie wszelkich niedogodności, które mogą towarzyszyć graniu przedstawienia w miejscu nie adekwatnym. Dzięki niemu nie przeszkodzi już pogłos sali czy hałasy z boiska, ulicy albo szkolnych korytarzy. W przypadku młodzieży to jeszcze dodatkowy plus wykorzystujący ich zainteresowanie technologią… Sprytne.
Przedstawienie pozbawione scenografii, przestrzeni, czy wszelkich innych widowiskowych atrybutów cały ciężar odpowiedzialności za opowieść przerzuca na aktorów. Biziuk zdaje się tu znów prowokować. Zamiast spodziewanego zaangażowania i prób zastępstwa za brakujące teatralne mechanizmy otrzymujemy aktorstwo wręcz ascetyczne. Z każdej kreacji, nawet w emocjonalnych sekwencjach, bije niewiarygodny spokój, wstrzemięźliwość i opanowanie. Co ciekawe to wcale nie nudzi i nie usypia czujność widza. Nie burzy też rytmu, który notabene tworzy dynamiczna muzyka Mikosza. Być może ten kontrapunkt (znów POV) wzajemnie znosi nadmierne emocje, czyniąc z pomysłu Bizuk na atmosferę spektaklu złoty środek. Na osobną uwagę zasługuję to w jaki sposób ich „połączyła”. Nie, nie mowa tu o postaciach, ale o aktorach. Z ich pracy bije szczerość, rzetelność, ale także bardzo dobra atmosfera. Podczas premierowego spektaklu dało się zauważyć także bezgraniczne zaufanie. Gdy głośniki-kubiki o stateczności porównywalnej jedynie z MF „Jan Heweliusz” (czyt. niskiej) w kilku scenach runęły, aktorzy by nie upaść bezbłędnie i czujnie sobie pomagali w zachowaniu równowagi. Zbudowanie takiej sytuacji w żywiole sceny to nie tylko rzadkość, ale wręcz cud. Brawo!
Ewa Sobczak jest w zespole Współczesnego od 1999 roku. Swoją przygodę z tą sceną zaczynała znakomitymi rolami, co potwierdziły rok po roku prestiżowe laury – Srebrna Ostroga dla debiutantki czy aktorski Bursztynowy Pierścień (za rolę Mary w „Zwiastowaniu” Claudela). Aktorka później na chwilę „znikła” (wiadomo, rodzina) i choć teraz możemy ją już regularnie oglądać w produkcjach Współczesnego, to wciąż mi jej mało w pierwszym planie. Tym bardziej bardzo się cieszę, z tej wyrazistej i ważnej kreacji. Jej matka jest pełna wyrozumiałości i subtelnej czułości, choć znakomicie pokazuje, że twardo czy racjonalnie stąpa po ziemi. Nie bez znaczenia jest tutaj pewien niuans – otóż Sobczak dysponuje nieziemskim wokalem o intrygującej niskiej barwie, dzięki formie spektaklu Biziuk (słuchawki) jest to spotęgowane. A wspominaną barwę głosu skrzętnie wykorzystuje w dubbingu!
Kilka postaci – m.in. „złych” kolegów Arka, nauczyciela pływania i wreszcie „uporczywą myśl” w głowie – interpretuje w spektaklu Wojciech Sandach. Nie ma tu już nadmiaru subtelności, ewidentnie płynie im we krwi mieszanina testosteronu, pseudo męskości i sarkazmu. Gdy Sandach mówi w imieniu „uporczywej myśli” przeobraża się w sprytnego i zadziornego hochsztaplera. Jest w tym sporo fajnego dystansu i poczucia humoru. A przy tym intrygujące poczucie naturalności czy łatwości. Bo przecież „uporczywe myśli w głowie” muszą być przekonujące, prawda? Brawo!
Główny bohater przedstawienia ma/powinien mieć 12 lat. To oczywiście może stanowić pewien dylemat lub trudność realizacyjną. Owszem można „zatrudnić” do spektaklu/projektu równolatka bohatera albo umówić się z widzami na pewną umowność i symboliczność angażując do roli aktora dorosłego. Tu oczywiście wygrywa to drugie. Swoją drogą, szkoda, że to nie działa w drugą stronę, gdy w pewnych „nieśmiertelnych” spektaklach 30-latków grają 70-latkowie ociekający sprośnym erotyzmem, jak te farsy wspominane w początku tekstu. Wiem, złośliwe… Ale nieważne, zapędziłem się. Najmłodszego w zespole Współczesnego od nominalnego bohatera spektaklu dzieli kilkanaście lat. Jednak, parafrazując jedną z koleżanek po piórze, na litość bogów wszelakich, to nie jest po warunkach (!!!). Zatem: Arka interpretuje Kacper Kujawa, młody mężczyzna, przedstawiciel pokolenia Z. Nie sili się na infantylne postaciowanie, nie imituje gestów czy grymasów kilkunastoletniego dzieciaka, przyjmuje jedynie pewne figury, przynależne beztrosce i „wszystkomamwdupizmie” typowego nastolatka. Dorosłym nie wypada przecież bezczelnie polegiwać na podłodze czy siedzieć pod ścianą/drzewem/płotem/etc. w fantazyjnej pozie. Zupełnie abstrahując, że nie pozwala na to już mniej gibkie ciało. Kujawa nadrabia za to pewną niewinnością, prowokacyjną nieuwagą i udawaną niewiedzą. To wszystko portretuje mimiką oraz powściągliwością gestów. Odnalazł przywary (przyruchy) 12-latka zupełnie gdzieś indziej. Brawo! To znakomicie i dojrzale (sic!) opracowana postać! Znamienne, że dwa dni po premierze Kacper Kujawa odebrał Srebrną Ostrogę za najlepszy debiut na zachodniopomorskich scenach, a spektakl „Król Tanga” Willi Lentza gdzie wciela się w Tadeusza Millera zgarnął „Bursztynowy Pierścień” w kategorii najlepszego spektaklu.
Czwartym bohaterem spektaklu Biziuk jest muzyka Andrzeja „Webera” Mikosza. Na jej prośbę, właśnie z uwagi na obecność Webera w zespole realizacyjnym, autor tekstu zgodził się na subtelną zmianę. Tym, razem Arek zamiast grami komputerowymi interesuje się muzyką elektroniczną. Efekt? To trzeba usłyszeć, opowiedzieć się nie da…
Na popremierowym bankiecie w kuluarowych rozmowach, nieco sprowokowani przez tekst Mariusza Gołosza, próbowaliśmy posegregować się na pokoleniowe grupy:
- pokolenie Baby Boomers– urodzeni w latach 1946-1964,
- pokolenie X – urodzeni w latach 1965-1980,
- pokolenie Y (Millenialsi) – urodzeni w latach 1981-1994,
- pokolenie Z (iGen) – urodzeni w latach 1995-2010,
- pokolenie Alpha – urodzeni po 2010 roku.
Po co? Wydaje mi się, by zrozumieć pewne mechanizmy przynależne do technologicznego obeznania. Bo szybko okazało się, że problem „POV: Masz 12 lat i prze****ne” jest uniwersalny i dotyczy praktycznie wszystkich pokoleń. Tylko czułość i wzajemna odpowiedzialność mogą nas uchronić przed konsekwencjami bullyingu, a także, albo przede wszystkim, przed „uporczywymi myślami w głowie”, a te nasza pojebana codzienność dostarcza hurtowo… Czy to dlatego starsi widzowie wychodzą z tego spektakl tak dojmująco smutni?
Spektaklowi towarzyszy program edukacyjny. Stosowne materiały można pobrać w serwisie internetowym Teatru Współczesnego w Szczecinie. Warto!