Logo
Recenzje

Pół promila odwagi. O tym, jak bardzo chcemy poczuć, że jeszcze żyjemy

25.03.2026, 12:50 Wersja do druku

„Na rauszu” Thomasa Vinterberga i Tobiasa Lindholma w reż. Marcina Hycnara w Teatrze Polonia w Warszawie. Pisze Wiesław Kowalski w Teatrze dla Wszystkich.

fot. Robert Jaworski

Ocena recenzenta/tki: (6/10) – niezły

Dopiero wczoraj – a zatem dwa lata po premierze – obejrzałem „Na rauszu” w Teatrze Polonia. I może właśnie ten dystans okazał się najciekawszym filtrem. Emocje wokół filmowego pierwowzoru dawno opadły, zachwyty nad nagrodami przestały być rozstrzygającym argumentem, a spektakl mógł zaistnieć jako osobne, dojrzałe dzieło sceniczne.

Nie interesuje mnie porównywanie z filmem Thomasa Vinterberga ani sprawdzanie, czy ktoś „dorównuje” komukolwiek. W teatrze zawsze chodzi o teraźniejszość – o to, co dzieje się między aktorami a widownią tu i teraz. A na scenie dzieje się coś znacznie bardziej niepokojącego niż historia o kontrolowanym piciu.

To spektakl o męskiej kruchości ukrytej pod kompetencją – o niewypowiedzianych lękach, samotności w codziennych obowiązkach i subtelnej potrzebie bliskości, która nie zawsze znajduje ujście. Widz staje się świadkiem delikatnego balansowania między pozorną pewnością siebie a wewnętrzną niepewnością, która czasem ujawnia się w najmniej spodziewanych momentach.

Czterech nauczycieli – ludzie wykształceni, doświadczeni, wciąż społecznie „ustawieni” – funkcjonuje w świecie, który nie wymaga od nich wielkich dramatów. Nikt ich nie wyrzuca z pracy, nikt nie zdradza w pierwszym akcie, nikt nie bankrutuje. A jednak coś się rozsypało. Nie spektakularnie – raczej bezgłośnie. „Na rauszu” pokazuje moment, w którym człowiek zaczyna podejrzewać, że jego życie nie tyle jest złe, ile zbyt przewidywalne, zbyt wygładzone, zbyt bezpieczne.

Eksperyment z alkoholem nie jawi się tu jako bunt ani prowokacja. To próba odzyskania intensywności. Jakby bohaterowie chcieli sprawdzić, czy jeszcze coś ich porusza. Czy potrafią się zapalić – do rozmowy, do pracy, do miłości. W tej perspektywie pół promila nie jest tematem medycznym ani obyczajowym. Jest metaforą. Minimalnym przesunięciem, które ma nadać życiu ostrość.

Reżyserujący i grający w spektaklu Marcin Hycnar prowadzi opowieść bez moralizowania. Najciekawsze nie są tu sceny upojenia, lecz chwile trzeźwości – te momenty, gdy bohaterowie zostają sami ze sobą. Kiedy śmiech wybrzmiewa o sekundę za długo. Kiedy żart przestaje maskować zmęczenie. Kiedy milczenie między mężem a żoną okazuje się bardziej dotkliwe niż jakakolwiek awantura.

Ogromną siłą spektaklu jest zespołowość. Aktorzy nie ograniczają się do gry „numerami” czy schematycznymi gestami – każda postać jest w pełni obecna, oddycha własnym rytmem i emocjami, a ich interakcje tworzą prawdziwie żywy organizm sceniczny. Nie ma tu łatwych efektów, tylko nieustanne napięcie między tym, co ujawnione, a tym, co skryte w psychice bohaterów. Budują wspólnotę, w której każdy jest potrzebny, by utrzymać równowagę. Kiedy ta równowaga zaczyna się chwiać, widz czuje to niemal fizycznie. Zmienia się rytm dialogów, tempo wejść, energia ciała. Alkohol nie jest tu rekwizytem – staje się dynamiką sceny.

Interesujące jest też to, jak przedstawienie portretuje szkołę. Nie jako pole skandalu, lecz jako przestrzeń konfrontacji z młodością. Uczniowie – choć pozostają w tle – są lustrem. W ich obecności bohaterowie widzą własne wypalenie wyraźniej niż w domowym zaciszu. Kontakt z młodością uwypukla różnicę między tym, kim się było, a kim się jest.

Po ponad dwóch latach od premiery spektakl brzmi zapewne inaczej niż w dniu pierwszego pokazu. W świecie, który przeszedł kolejne kryzysy i napięcia, historia o regulowaniu nastroju chemicznym wsparciem nie wydaje się ani ekstrawagancją, ani skandalem. Raczej cichym komentarzem do epoki permanentnego zmęczenia.

Najmocniejsze wrażenie pozostawia jednak finał. Nie jako efektowna puenta, lecz jako pytanie zawieszone w powietrzu: czy naprawdę trzeba sięgać po coś z zewnątrz, by odzyskać dostęp do siebie? A może odwaga polega na czymś odwrotnym – na przyznaniu, że nie wszystko da się „ustawić” dawką, planem, eksperymentem?

„Na rauszu” w Teatrze Polonia to nie opowieść o alkoholu. To rzecz o tym, jak bardzo pragniemy poczuć, że jeszcze żyjemy naprawdę. I jak łatwo pomylić intensywność z ucieczką.

Teatr Polonia

Tytuł oryginalny

Pół promila odwagi. O tym, jak bardzo chcemy poczuć, że jeszcze żyjemy

Źródło:

Teatr dla Wszystkich

Link do źródła

Autor:

Wiesław Kowalski

Data publikacji oryginału:

25.02.2026

Sprawdź także