Logo
Recenzje

Sztormy i huragany

21.04.2026, 09:50 Wersja do druku

„Burza” Williama Shakespeare'a w reż Franciszka Szumińskiego w Teatrze Bagatela w Krakowie. Pisze Mateusz Leon Rychlak na stronie mateuszleonrychlak.pl.

fot. Jeremi Astaszow / mat. teatru

Oni wiatr sieją, zbierać będą burzę.

- Biblia Tysiąclecia

Niedawno wypowiedziałem się o przewidywalności i powtarzalności repertuaru Teatru Bagatela. Jednak po publikacji poprzedniej recenzji obejrzałem najnowszy spektakl prezentowany w tymże teatrze, szekspirowską „Burzę” w reż. Franciszka Szumińskiego. Ta interpretacja tekstu Barda znad Avon przypomina dobitnie, że Bagatela jednak nie jest jedynie teatrem rozrywkowym i wystawia spektakle, które śmiało mogą walczyć o palmę pierwszeństwa w konkursach takich jak „Klasyka żywa”.

Skąd we mnie taka opinia? Otóż „Burza” Szumińskiego jest spektaklem o surowo-symbolicznej oprawie wizualnej, pozwalającej skupić się na treści stanowiącej rdzeń szekspirowskiego dzieła, tworząc, również na płaszczyźnie pozawerbalnej cały wachlarz wątków, interpretacji i motywów współczesnych, organicznie wplecionych w budowanie dramaturgii i narracji w przedstawieniu.

Osią tego co w tej inscenizacji jest najważniejsze i najbardziej interesujące zdecydowanie są wybory obsadowe i budowa postaci. Wydawać by się mogło, że w zastanych szekspirowskich ramach niełatwo o nowe znaczenia. Nic bardziej mylnego. Choć poboczne postaci Sebastiana (Michał Kościuk), Gonzala (Przemysław Branny) i Antonia (Wojciech Leonowicz), są bardzo dobrymi, ale standardowymi reprezentacjami szekspirowskich dworzan i złoczyńców, o tyle pozostałe kreacje to zupełnie inna para kaloszy.

Nie sposób nie zacząć tutaj od postaci Prospera, w którego wciela się wspaniała Anna Rokita. Taki zabieg sceniczny określany z francuskiego rolą „en travesti”, obecny bywa w historii teatru od dosyć dawna, niekiedy prowokacyjny, dziś nie stanowi niczego szokującego. Tym niemniej w kontekście wybranego sposobu kreowania świata okazał się strzałem w dziesiątkę. Doświadczenie scenicznej obecności Anny Rokity, to wydarzenie przejmujące, a niekiedy wręcz intymne, zwłaszcza w kombinacji z podobnie zbudowaną postacią Ariela, w którego wciela się Kaja Walden. Relacja tych dwóch postaci, pozwala odkrywać ich siłę i słabość, drzemiącą w nich ,,magiczną moc”, powiązaną z bezradnością i uwikłaniem we współuzależnieniu. Tytułowa burza, ze zjawiska atmosferycznego staje się opisem emocjonalnej więzi, której milczącą intensywność w kreacjach obu aktorek można bez wahania odgadnąć i z zapartym tchem chwytać każdą jej minutę.

Na drugim biegunie opowiadania relacji pomiędzy bohaterami jest sposób ukazania uczucia rodzącego się między Mirandą (Katarzyna Żbel) a Ferdynandem (Kosma Szyman). Tutaj wyraźnie przedstawiana jest naiwność tego, co zaistniało pomiędzy tymi dwoma postaciami. Absurdalność „miłości od pierwszego wejrzenia” prezentowana jest tutaj w najlepszy możliwy sposób, czyli przez absolutnie poważne potraktowanie tego wątku. Nie ma tutaj komediowych zagrywek, ani puszczania oka do widza. Katarzyna Żbel obdarza swoją bohaterkę entuzjazmem wynikającym z nadchodzącej zmiany w życiu, a widzowie otrzymują sygnał, że ten zapał, nie może prowadzić w żadne szczęśliwe miejsce. Utrzymanie tego dysonansu w zdrowym balansie było nie lada wyzwaniem, ale udało się wyśmienicie.

Pomiędzy tymi dwoma związkami, czają się ukryte w kolejnym bohaterze dwie bardzo silne emocje. Mowa tutaj o postaci Kalibana, którego Marcel Wiercichowski, odgrywa w sposób jeżący włosy na karku. Potworność Kalibana, w kreacji Wiercichowskiego opiera się na jednym bardzo istotnym założeniu, poddaństwo jest w nim zwierzęce, natomiast nienawiść ludzka. Dopokąd destrukcyjnie pragnie bliskości Mirandy i poddaje się władzy Prospera, dopóty pozostaje w swej najbardziej zwierzęcej formie. Natomiast gdy knuje nienawistny plan mordu, wtedy staje się ludzki.

Wynika stąd ciekawy dualizm, kierujący myśl na to, że miłość przynależy do natury, z kolei nienawiść (przemoc) jest silniej związana z człowieczeństwem. Bardzo podobny pogląd znajdziemy u Leszka Kołakowskiego w ,,Mini wykładach o maxi sprawach”, gdzie to przemoc stanowi wytwór kultury. Pokusiłbym się tutaj o obserwację, że w takim razie Kaliban w swoją potworność zostaje przyobleczony wbrew własnej woli, przez Prospera, który to pojęcie wnosi do jego istnienia. Kaliban czyniąc rzecz, którą sam uznaje za potworną, upodabnia się do jedynej istoty, która budzi jego strach, czyli właśnie do Prospera, człowieka. Szczególnie eksploatowane jest to w scenach z Trynkulem (Marcin Kobierski) i Sfetanem (Maciej Sajur), a ostatecznie otrzymuje swoje podsumowanie w finałowej scenie spektaklu.

Równolegle do głównego nurtu, spektakl Szumińskiego opiera się na drugim filarze, jakim jest motyw władzy, zarówno tej potężnej, jaką posiada Prospero, władzy nad umysłami swoich antagonistów, jak i tej kruchej, chwiejnej, politycznej, której reprezentantem jest Alonso (Dariusz Starczewski). Zwłaszcza ta ostatnia płaszczyzna jest miejscem całego szeregu intryg, zdrad i półprawd. W nich właśnie Dariusz Starczewski, Michał Kościuk i Wojciech Leonowicz pozwalają posmakować bezwzględności rodem z serialu „House of cards”. Za tę bezwzględność płacą później wizjami jakie zsyła na nich Prospero, będący jest Panem wyspy, której srogą scenografię przygotowali Julia Partyka i Franciszek Szumiński.

Surowość tej scenografii, składającej się w głównej mierze z prostych podestów ułożonych w imitację skał i jaskiń, wcale nie oznacza ubogiego repertuaru zastosowanych narzędzi wizualnych. Jednym z najlepiej przemyślanych było, według mnie, zastosowanie woalu pomiędzy widownią a sceną, na którym wyświetlany jest obraz tej samej sytuacji, jaka dzieje się akurat na oczach widzów. Nie skorzystano z transmisji na żywo, ale z zawczasu przygotowanego nagrania (za projekcje odpowiada Stanisław Zalewski), które w lekko zwolnionym tempie podąża za akcją. Naprawdę świetnie buduje to oniryzm utkanego czarami Prospera więzienia, będącego bardziej labiryntem złudzeń i wizji niż prawdziwym lochem.

„Burza” jest spektaklem bardzo wyrazistym wizualnie, pomimo (a może właśnie z powodu) dominowania czerni i bieli w palecie wykorzystanych barw, a także wyrazistym w swojej budowie. Podążanie za wizją twórców, choć bywa wyzwaniem, nie sprawia uciążliwych trudności, a stanowi raczej intelektualną gimnastykę (w dobrym tego słowa znaczeniu). Z całą pewnością w odbiorze pomaga dobór tłumaczenia, autorstwa Piotra Kamińskiego i Anny Cetery z 2022 r., co jest kolejnym ważnym plusem tego spektaklu. Dzięki temu wyborowi tekst Szekspira jest dużo bliższy współczesnemu odbiorcy, a zatem może z nim mocniej zarezonować.

W kontekście moich dotychczasowych doświadczeń z Szekspirem, zdecydowanie „Burza” w Teatrze Bagatela stanowi jedną z najbardziej wciągających, ożywczych i budzących intensywne emocje inscenizacji. Marzeniem ściętej głowy jest to, aby niegorszy poziom aktorski i reżyserski przychodziło mi w przyszłości oglądać. Pomarzyć jednak zawsze można.

Tytuł oryginalny

Sztormy i huragany

Źródło:

mateuszleonrychlak.pl
Link do źródła

Autor:

Mateusz Leon Rychlak

Data publikacji oryginału:

20.04.2026

Sprawdź także