EN
17.11.2021, 13:19 Wersja do druku

Po prostu Kartoteka

Kartoteka” Tadeusza Różewicza w reż. Pawła Szkotaka w Teatr ze Miejskim w Gliwicach. Pisze Zenon Butkiewicz, członek Komisji Artystycznej Konkursu na Inscenizację Dawnych Dzieł Literatury Polskiej Klasyka Żywa.

Zastanawiałem się długo nad tytułem tej recenzji. „Kartoteka” w muzeum byłby dość trafny, ale czy taki tytuł zachęcałby do lektury czy wizyty w teatrze? Śmiem wątpić. Rekonstrukcja „Kartoteki” może oddawałaby w części  istotę gliwickiego przedstawienia, ale samo słowo „rekonstrukcja” w odniesieniu do spektaklu teatralnego ma zdecydowanie negatywne konotacje. Współczesna „Kartoteka” – a czy może być nie-współczesna? Brzmi to trochę pusto.  Zatem: Po prostu „Kartoteka” ?

fot. Jeremi Astaszow

Białe, wysokie kolumny, pod tą z prawej biały stolik z lampą, biały fotel. Po drugiej stronie podobny fotel. Na masywnych kolumnach z obu stron sceny majaczą ślady po dawno zdjętych obrazach. Przestrzeń sceny zamyka horyzont utrzymany w zimnych kolorach bieli i porannego błękitu. Białości dopełnia biała podłoga. Nasuwa się skojarzenie z wnętrzem muzealnym, z zimnym pomieszczeniem, w którym nie postaci żywe, nie meble użytkowe, a wykute w marmurze ich atrapy zdają się markować przestrzeń dawno opuszczoną, pozbawioną życia. Może nawet asocjacja bliższa jest prosektorium niż muzeum.  Na środku sceny katafalk, ołtarz, na nim w pozycji embrionalnej, leży Bohater przykryty zmiętoloną kołdrą. Na scenie pojawiają się dwaj Panowie w czarnych strojach. Mierzą leżącą bez ruchu postać. Beznamiętnie podają wymiary. Wyjmują z zaciśniętej dłoni kartkę z życiorysem. Czytają na głos: „urodziłem się w roku 1920…”. W tym czasie z tyłu sceny, na horyzoncie rusza powoli kondukt. Na czele żałobników para z wieńcem, wszyscy przesuwają się majestatycznie od prawej ku lewej stronie sceny.

Tak zaczyna się gliwicka inscenizacja, przygotowana w Teatrze Miejskim przez Pawła Szkotaka w scenografii Damiana Styrny. Pogrzeb Bohatera, pogrzeb „Kartoteki”, pointa miast na finał już na wstępie ? Aby w pełni pojąć intencje reżysera musimy zestawić  tę pierwszą scenę z ostatnią. Szkotak zamyka bowiem spektakl sceną, która tworzy czytelną kodę widowiska. Ponownie widzimy Bohatera spoczywającego na postumencie. Tym razem otaczają go postacie, które przewinęły się przez jego osobistą kartotekę. Stoją za nim w półokręgu, bez ruchu, poważni, skupieni niczym  żałobnicy podczas uroczystości pochówku. 

Bohater Różewicza nie żyje i reżyser nie zapowiada jego zmartwychwstania, nie zmienia mu biografii. Przeciwnie, nie pomija dat i fragmentów tekstu, które odsyłają do konkretnych czasów, pokoleniowych przeżyć. To jest ten Bohater, który pojawił się na scenie w 1960 roku ze swoimi rówieśnikami z pokolenia Kolumbów, ze swoją biografią, wojenną i powojenną, ze swoimi dziecięcymi przewinami, słabościami okresu dojrzewania, ze swą inercją, z poszukiwaniem drogi pomiędzy żywymi a duchami przeszłości. To biografia pokolenia Różewicza i inscenizacja jest przez reżysera bardzo świadomie osadzona  kilka dekad wcześniej.

fot. Jeremi Astaszow

Szkotak poddaje Kartotekę swoistej próbie. Próbuje swoją inscenizacją rozpoznać, czy ten tekst, który odegrał tak ważną rolę w polskim teatrze, emblematyczny dla dramaturgii drugiej połowy XX wieku w momencie, w którym przestał być dziełem współczesnym, w momencie, w którym jego odbiorcami stały się już tylko osoby, dla których historia tam opowiadana jest wyłącznie wiedzą, wiedzą zapośredniczoną z opowieści domowych, z literatury, ze szkoły, czy ten tekst można odczytywać jako utwór klasyczny. Czy poddany takiej próbie zachowuje swoją siłę, potrafi wzbudzać emocje? Ciekawe to pytania i reżyser z dużą, wręcz żelazną konsekwencją na taką próbę Kartotekę wystawia. Żelazna konsekwencja nie zawsze w teatrze oznacza komplement, tym razem jednak stanowi o  walorach  inscenizacji Szkotaka. 

Różewicz poprzedził Kartotekę dość szczegółowymi  wskazówkami inscenizacyjnymi. Oczekiwał, aby  scena, czyli pokój Bohatera wyglądała tak, jakby przechodziła przezeń ulica. Szkotak pokój – ulicę zamienił w salę muzealną, w której wokół łóżka Bohatera pojawiają się postacie, powidoki jego pamięci. Nie noszą, jak chciał Różewicz, codziennych, zwykłych ubrań (kostiumy autorstwa Natalii Kołodziej). Stylistyka kostiumów jest mocno zróżnicowana. Niektóre z postaci ubrane są współcześnie, inne stosownie do czasu powstania utworu, albo do czasu, z którego do biografii Bohatera przychodzą  jak Ojciec i Matka, Wujek, czy Wrona. Chór Starców też odbiega od sugestii autora. Wszyscy starcy dźwigają na głowach nadnaturalnej wielkości maski z twarzami greckich filozofów, noszą takie same jasne ubranka, garniturki, poruszają się dość żwawo i  rytmicznie. Spełniają jednak dokładnie  funkcje przypisane  im przez Różewicza: komentują, udzielają nauk, dają przestrogi, wprowadzają lekki powiew absurdu recytacjami potoków słów zaczynających się na tę samą literę. Z tekstem Szkotak postępował nadzwyczaj ostrożnie. Nie poczynił  zasadniczych skreśleń,  utrzymał w zasadzie kolejność scen, do nielicznych przestawek należy opisana na początku scena z postaciami przez Różewicza nazwanymi Pan w cyklistówce i Pan w kapeluszu, którym przypadła w spektaklu rola organizatorów pochówku zmarłego. Bohatera odwiedzają rodzice,  kobiety z przeszłości, prosty człowiek w osobie wujka, dziewczyna z Niemiec. Bohater zdaje maturę, wreszcie usiłuje odpowiadać na pytania Dziennikarza. W spektaklu znalazły się fragmenty pominięte w pierwszej, „kanonicznej” wersji  tekstu granej na prapremierze w  Teatrze Dramatycznym w Warszawie w 1960 roku i wielu późniejszych inscenizacjach. Szkotak zdecydował się umieścić te fragmenty na końcu spektaklu już po rozmowie z Dziennikarzem. Rozstrzygnięcie to rozbija dramaturgię,  bo sprawia, że niektóre wątki z wcześniejszych scen powtarzają się raz jeszcze mechanicznie, bez czytelnego powodu. Dodatkowo osłabia finał sztuki, który najczęściej stanowi rozmowa z Dziennikarzem i  adresowane do niego słowa: „za późno pan przyszedł”. Zakończeniem poprzedzającym opisany wcześniej obraz zamykający spektakl – ostatnie pożegnanie Bohatera -  są rozmowy z „prostymi ludźmi”. Na scenę powraca Wujek, a spod białej podłogi sceny wyłania się umorusany, czarny od węgla Stary Górnik. Obaj ci „prości ludzie”’ raz jeszcze wracają do słynnego „klaskaliście”, raz jeszcze przyznają się, że klaskali. „Bom się bał” – mówi Stary Górnik.

fot. Jeremi Astaszow

Spektakl toczy się bardzo płynnie, sceny przechodzą niepostrzeżenie jedna w drugą, zmieniają się postacie, wątki rozmowy. W tle, na horyzoncie spełniającym funkcję ekranu pojawiają się projekcje ilustrujące miejsca akcji: mieszkanie, obrazki z wizyty w Paryżu, las w sekwencjach „partyzanckich. Ilustracją do słów o klaskaniu staje się olbrzymiej wielkości portret Stalina, co może wydać się nadmierną dosłownością, choć wskazuje wyraźnie komu osoby z tamtego pokolenia klaskały. Z tyłu sceny przesuwa się od czasu do czasu  swoista hybryda sceniczna: mebel stanowiący połączenie szafy z umieszczoną na jej szczycie wieżyczką strażniczą,  przypominającą  wartowników obozowych czy więziennych, ale też i wartowników pilnie strzegących w owym czasie granic. Szafa jest również miejscem, w którym żyją i czasem z niego wychodzą Ojciec i Matka. Wspomnienia dzieciństwa Bohatera zostały poprzez to rozwiązanie sceniczne złączone w jedno z pamięcią o zagrożeniu z czasów opresji. Dobrze zapisany rytm spektaklu pozwala kumulować w świadomości odbiorcy powiększająca się z każdą chwilą kartotekę dokonań i zaniechań Bohatera.

Czy zatem Kartoteka wytrzymuje w takim ujęciu próbę sceny? Ale można i spytać inaczej, zmodyfikować pytanie, uczynić je bardziej istotnym. Zapytajmy bowiem, i chyba do tego przede wszystkim nakłania nas twórca spektaklu, czy czas, który upłynął od prapremiery Kartoteki, pozwolił znaleźć odpowiedzi na pytania i problemy dramatu Różewicza? Wydaje się, że tak pomyślana Kartoteka jeszcze kilkanaście, a może nawet kilka lat temu spotkałaby się z niewielkim zrozumieniem dla intencji reżysera. Jednak w przypadku spektaklu zrealizowanego w 2021 roku jest inaczej. 

Premiera miała miejsce  w Gliwicach, w których mieszkał autor, tworząc swój pierwszy dramat, ci więcej  mieszkał w pobliżu,  na ulicy równoległej do tej, przy której znajduje się dzisiejszy Teatr Miejski, a w tamtym czasie Operetka Śląska, co może zrodziło w  głowie autora koncept, aby uczynić Bohatera zastępcą dyrektora Operetki Narodowej. Na wszelki wypadek, dla młodszych czytelników i widzów dodajmy, że takowa instytucja w rzeczywistości nigdy nie istniała. Jednak ten lokalny kontekst nie dopełnia znaczeń spektaklu w sposób szczególny, bo jego wymowa jest dużo bardziej uniwersalna.

Wydawać by się mogło, że wiele spraw poruszanych w „Kartotece” zostało już za nami,  że jako społeczeństwo niektóre z nich przepracowaliśmy, inne przezwyciężyliśmy, że nie musimy znowu wracać do przeszłości, oglądać się za siebie, rozrywać przeszłe rany. Można było wierzyć, że postać Bohatera z dramatu Różewicza stanie się symbolicznym ucieleśnieniem pokolenia, któremu los nie skąpił tragedii, a jednocześnie pozbawił satysfakcji ze zwycięstw. Choć nie ma już wśród nas Bohatera i jego rówieśnych, spektakl Szkotaka świadczy, że problemy, których dotykał Różewicz powróciły i to z siłą, której trudno było się spodziewać.  „Klaskaliśmy” –  ileż to było w Polsce etapów, już po transformacji, w których jedni drugim wypominają: „klaskaliście”. Czy jednak, ktoś jest gotów przyznać się: „tak, klaskałem”. Odwiedziny młodej dziewczyny z Niemiec, rozmowa o „polowaniu w lasach” wydawać by się mogło, że będą już tylko echem przeszłości, ważną, lecz tylko pamięcią dawnych tragedii. A jednak temat ten wraca w formie często absurdalnych zarzutów, otwierania na nowo rachunków krzywd, roszczeń, nierealistycznych oczekiwań, co powoduje, że sąsiedzi Polski zza Odry znów postrzegani są jedynie w kontekście przeszłości, a nie przyszłości czy współpracy.  „Przygotowanie do życia” w dobie coraz większego uwsteczniania sfery edukacji, nawracania do dawnych scentralizowanych wzorców, postępującego zjawiska infantylizacji procesu nauczania czytelnie korespondują z groteskowo ukazaną przez Różewicza maturą. Zdaje się, że znów wiedza o przyłączeniu Rusi Czerwonej może być wyznacznikiem stopnia przygotowania do życia, a lektura kolorowych pisemek, czy portali plotkarskich będzie bazą wiedzy o świecie. Scena z Dziennikarzem, który przybywa o poranku do Bohatera w sprawie wywiadu jawi się wręcz jako prorocza w czasach, kiedy od rana programy informacyjne radiowe i telewizyjne zasypują nas rozmowami z politykami, którzy nawet o piątej rano mają na zawołanie skrystalizowane  poglądy polityczne. 

fot. Jeremi Astaszow

Spektakl wiele zawdzięcza zespołowi gliwickich aktorów, wśród których są artyści znani z wcześniejszych dokonań na scenach Warszawy, Krakowa czy Poznania, wspierani przez utalentowanych młodych wykonawców.  Nie powiedzie  się spektakl Kartoteki jeżeli nie będzie w nim rzeczywistego aktora – lidera, który jest jednocześnie anty-bohaterem. „On sobie leży, a czas leci.” – irytuje się Chór Starców. Przemysław Chojęta tę ambiwalencję zawartą pomiędzy inercją a działaniem  na scenie przekonywująco wydobył i uwiarygodnił. Akcentuje zwyczajność Bohatera, jego znużenie, a jednocześnie desperację w działaniu, kiedy inercja, która jest jego tarczą obronną staje się niewystarczającą ochroną. Potrafi być agresywny, kiedy rzuca się z nożem na Chór Starców i wzruszający, gdy klęka w przepraszającym geście przed Wroną. Nie jest nadzwyczajny, nie jest w żadnej mierze bohaterem w „bohaterskim” tego słowa znaczeniu. Ten Bohater wpisuje się w inną kwestię  Chóru Starców, mogącymi być mottem dla jego roli: „czasy są niby duże, ludzie trochę mali”. W stylowych rolach, lekko przykurzonych, trzymanych w szafie Ojca i Matki, występują Błażej Wójcik i Jolanta Olszewska, którzy z powodzeniem wcielają się i w inne postacie. Wójcik jest przekonującym „prostym człowiekiem” – Wujkiem zagranym właśnie z ujmującą prostotą, ale podszytym pewną surowością dystansem do Bohatera. Olszewska zaś z rozbrajającym zdziwieniem jako Tłusta Kobieta przyjmuje pod swoim adresem potok wyzwisk ze strony Bohatera, który nie może się uporać ze wstydem z dzieciństwa – niewinnym w istocie podglądactwem. Tłusta Kobieta Olszewskiej z kolei nie chce przyjąć do wiadomości, że może nie być już atrakcyjna dla Dzidka, Zbycha, Wacka, choć przed laty stanowiła obiekt ich pożądania. Jest w tym swoim skazanym na niepowodzenie uwodzicielstwie, w  niemożności pogodzenia się z upływem czasu i naiwna i wzruszająca zarazem. Sprawnie funkcjonuje w spektaklu Chór Starców, dzięki maskom, nadzwyczaj wyrazisty na scenie, zarazem  zdyscyplinowany w ruchach, świetnie zgrany w podawaniu tekstów komentujących zdarzenia. Niestety brak informacji ze strony Teatru nie pozwala zidentyfikować aktorów kryjących się za maskami, a co za tym idzie wymienić ich nazwisk. A szkoda.  Z grona aktorskiej młodzieży wymieńmy zatem   wyróżniającą  się energią i temperamentem scenicznym w rozlicznych rolach sekretarek i dziewczyn Aleksandrę Wojtysiak. 

Teatralna lekcja Różewicza, starannie wyartykułowana na scenie Teatru Miejskiego w Gliwicach przynosi więcej pytań niż można było się spodziewać. Co więcej, odpowiedzi trzeba szukać nie w teatrze, nie w utworze Różewicza, tam się ich nie znajdzie. Tkwią one, być może, w otaczającej nas rzeczywistości, w sposobie myślenia o przyszłości i przeszłości, który dominuje u tych, którzy wyborów mogą dokonywać, dzierżąc kartkę wyborczą w ręku. 

Przypuszczam, że takie ujęcie Kartoteki nie zadowoli zwolenników radykalnych rewizji klasyki. Nie sposób wszak nie zauważyć, że mimo tego, iż Szkotak sytuuje swoją inscenizację w muzeum, nie czyni z Kartoteki dzieła muzealnego. Wprost przeciwnie, pozwala ukazać Różewicza jako autora aktualnego przed laty jak i dziś. Przed laty Kartoteka mówiła do widzów ze środka, z samego jądra współczesności, w której egzystowali autor i adresaci jego utworu.  Dziś Różewicz mówi z perspektywy odległej już znacznie od współczesności, jednak rozważania nad Kartoteką, pozwalają zastanowić się, czy wybieramy drogę w przyszłość, czy kręcimy się w rytm chocholego tańca, choć przed tym ostrzegał nas, jako społeczeństwo i robił to pół wieku przed Różewiczem inny autor.

 

Kartoteka, Tadeusz Różewicz, reż. Paweł Szkotak, Teatr Miejski w Gliwicach, premiera 9 października 2021.

Źródło:

Materiał własny

Wątki tematyczne