„Państwo Snu” wg Alfreda Kubina w adapt. i reż. Michała Kmiecika we Wrocławskim Teatrze Współczesnym im. Marii i Edmunda Wiercińskich. Pisze Michał Derkacz w portalu wroclaw.dlastudenta.pl.
9 maja 2026 roku we Wrocławskim Teatrze Współczesnym odbyła się premiera spektaklu „Państwo Snu” w adaptacji i reżyserii Michała Kmiecika, zrealizowane na podstawie powieści „Po tamtej stronie” – jedynej książki napisanej przez malarza i prekursora surrealizmu, Alfreda Kubina. Jak udało się to połączenie surrealistycznej opowieści, komedii pomyłek i dramatu rodem z sennego koszmaru?
Między snem a obłędem
Główny bohater tej historii, Rysownik, jest postacią, z którą bardzo łatwo się utożsamić. Przyjmując zaproszenie (wraz z pokaźnym czekiem „na start”) do enigmatycznego, tytułowego państwa, robi wszystko tak, jak większość z nas zrobiłaby na jego miejscu. Jest ciekaw nowej okazji do zarobku, ma ochotę na wejście do miejsca dostępnego tylko na specjalne zaproszenie, dostrzega okazję na nietypową wycieczkę z żoną i wychodzi z założenia, że „przecież jak nam się nie spodoba, to zawsze możemy wrócić”.
Tymczasem po przybyciu na miejsce pierwsze fascynacje i zaciekawienie, szybko zaczynają przemieniać się w zagubienie, frustrację, a później obłęd i prawdziwy dramat, gdy Państwo Snu okazuje się tylko fasadą dla Państwa Koszmaru. Nie jest to niespotykana wcześniej koncepcja, bo historii takich upadających utopii znamy całe mnóstwo, natomiast sposób prezentacji w Teatrze WTW sprawia, że 3 godziny (z przerwą po godzinie) mijają zaskakująco szybko.
Małe historie budują wielką całość
Fabuła wydaje się pretekstowa i choć spektakl trwa tak długo (zdecydowanie mógłby być krótszy) to można opisać ją w kilku zdaniach. Nie ma tu mowy o zbyt oryginalnych przemyśleniach, a odwołania do prawdziwych absurdów codzienności są oczywiste, co teoretycznie mogłoby was zrazić do wizyty w teatrze, ale byłby to błąd.
Siłą tego przedstawienia są bowiem liczne, małe historie mieszkańców, zwracające uwagę bardziej niż polityczne czy światopoglądowe przepychanki. Świetne aktorstwo maskuje niezbyt pogłębione charaktery postaci, sprawiając, że mimo wszystko każdy wydaje się w jakiś sposób intrygujący. Każda postać ma tu swoją rolę do odegrania, bez względu na przyjętą w Państwie Snu rolę.
Choć czasem może się wydawać, że kolejne sceny i przygody Rysownika nie prowadzą do niczego konkretnego, a zdezorientowana twarz protagonisty zaczyna przypominać kotka z plakatu tego przedstawienia, to jest w tym wszystkim trudna do opisania magia, trzymająca widza w skupieniu i oczekiwaniu na więcej. To skupienie przerywane jest okazjonalnie śmiechem, bo twórcy postarali się o doprawienie tego surrealistycznego dramatu wyraźną dawką humoru (głównie czarnego) oraz absurdu.
Ruchome pokoje
„Państwo Snu” ma też bardzo ciekawie pomyślaną scenografię, skonstruowaną z kilku pomieszczeń na ruchomych platformach, którymi odpowiednio manipulując, realizatorzy pokazują różne miejsca z różnych stron. Do tego dochodzą też podwieszane, górne elementy ruchomej scenografii, a całość wypełnia także często zmieniające się kolorowe oświetlenie sceny. Jeśli zamysłem twórców było przeniesienie na scenę malarskiej części dorobku autora książki, to świetnie się to udało.
Czy zatem warto sprawdzić nową premierę we Wrocławskim Teatrze Współczesnym? Oczywiście tak – jeśli nie dla pomysłowej opowieści, to dla samego sposobu przeniesienia jej z książki na teatralną scenę, na której liczna obsada kreuje wiarygodne postacie z krwi i kości, z którymi łatwo się utożsamiać. Tutaj błyszczy szczególnie Maciej Tomaszewski, którego ostatnio mogło brakować publiczności Teatru WTW, ale uspokajamy – ten fantastyczny aktor jest w świetnej formie!