Logo
Recenzje

Orestes 404

8.06.2026, 11:15 Wersja do druku

Orestes404 Artura Pałygi wg Eurypidesa w reż. Pawła Passiniego w Centrum Kultury w Lublinie. Pisze Grzegorz Kondrasiuk w Do Rzeczy.

fot. mat. teatru

Jesteśmy w schronie albo okopie, w przedłużającym się oczekiwaniu, w strefie bezpośredniego zagrożenia. Sześciu facetów w typie macho prowadzi  typowe w takiej sytuacji  gadki o wszystkim i o niczym. Zaczepki, dywagacje, koszarowe dowcipy, które niebezpiecznie zbliżają się do granicy rozmów o sprawach ostatecznych. Wszystko zmieszane: codzienne pułapki męskości, dzieciństwo, dziewczyny, bójki, pierwsze doświadczenia i sny erotyczne, wstyd, sacrum, profanacja świętych wyobrażeń. Rozmowy to zdecydowanie męskie, wulgarne w wysłowieniu, sięgające po ten idiom szorstkości  którego dziś tak często się unika (a odesłany, wydawałoby się bezpowrotnie, do lamusa przez zachodnią sytą gładkość natychmiastowo odradza się w sytuacjach zagrożenia, np. na froncie).

Długi, nieprowadzący w żadną stronę dialog, napisany przez Artura Pałygę, w pewnym momencie przechodzi w precyzyjnie wypowiedzianą i odegraną tragedię Eurypidesa. Pięciu „macho", uprzejmie sprowokowanych przez Orestesa (Przemysław Wasilkowski), dostaje zaproszenie na dziwne, pożegnalne, urodzinowe przyjęcie. Charakter tego pożegnania nie jest na razie jasny, może być nim zarówno śmierć od nadlatującego niespodziewanie do okienka schronu drona, decyzja o wstąpieniu do armii, ale też samobójstwo gospodarza.

Wtedy niespodziewanie uruchamia on przejmujący teatr w teatrze. Rozdaje role i kostiumy z Eurypidesa i oto mamy ukazaną, scena po scenie, fabułę tragedii. Rozwiązanie to pozwala na ominięcie pułapki banału przepisania fabuły na współczesne realia, wtłoczenia postaci w nasze ubrania albo w wojskowe mundury ukraińskiego frontu. Aktorzy zaś precyzyjnie realizują ten dystansujący zabieg, co przypomina rodzaj pokazowej operacji na otwartym sercu, prowadzonej przez najwyższej klasy chirurgów: obok Wasilkowskiego  Jarosław Tomica, Paweł Janyst, Michał Zgiet, Alaksandr Zelianko, Wojciech Kaproń. Po odegraniu tragedii wszystko zdaje się wracać na swoje miejsce, choć jednocześnie nic już nie będzie takie samo.

W tym rozumieniu teatr to narzędzie do rozpatrywania głębokich decyzji i motywacji, pryzmat, przez który patrzymy na swoją osobowość i tożsamość. Eurypidesa rzadko się dziś gra. Za trudny, zbyt polifoniczny  jak to w tragedii, wszyscy mają rację, a zarazem nikt jej nie ma. W związku z tym każda jego sztuka tematów  pomimo jednej, mitycznej, opowiadanej historii  może mieć mnóstwo.

Ten „Orestes" najbardziej jest chyba o całkowitym, bezpowrotnym, zmieniającym wszystko doświadczeniu „pójścia na wojnę". Sprawę komplikuje rezygnacja z osadzenia wydarzeń w czasie, więc to rzecz zarówno o człowieku przed wojną, jak i po niej. O strachu przed koniecznością zaangażowania, wcielenia do armii, przed przejściem w tryb przetrwania  ale i o traumie konieczności zabijania i skazywania na śmierć. Bo wojna tuż obok niepokoi. Na elementarnym poziomie: lęku o to, że przekroczy granicę i rozleje się na Zachód, kończąc epokę wygody, ale też wymusza odniesienie się do tematu męskości i  szerzej  przemocy, heroizmu.

Proste pytanie powracające w finale spektaklu sprowadza rzecz całą do esencji: A co, jeśli...? Czy pójdziesz na wojnę? Czy raczej uciekniesz? Rzecz jasna, w spektaklu nie znajdziemy na nie jasnych odpowiedzi. Wychodziłem ze spektaklu z wrażeniem, że z antycznym tekstem stało się tu coś dziwnego, że chciałbym obejrzeć go jeszcze raz  tyle w nim było sensów domagających się dogłębnego zrozumienia. Paweł Passini ostatnio pracuje wyłącznie nad kameralnymi formami na Scenie Czarnej Centrum Kultury w Lublinie, w duecie z Aleksandrą Konarską, nadającą temu teatrowi wysmakowaną i szaloną wizualność. Jego teatr wykracza poza typowy dla polskiej sceny podział, będący odwzorowaniem życia społecznego. Kanon kultury wystawia się albo w geście jej radykalnego zakwestionowania, używając jej do własnych celów, najczęściej politycznych, albo z pietyzmem, dążącym do przechowania piękna zabytku. Dojrzały, przemyślany styl Passiniego swobodnie przełącza się pomiędzy tymi trybami, wpisuje dawny tekst w dzisiejsze dyskusje i dylematy, a jednocześnie dokonuje interpretacji dramatu na głębokim poziomie, pamiętającym o intencjach autora. 

Źródło:

„Do Rzeczy” nr 24

Autor:

Grzegorz Kondrasiuk

Data publikacji oryginału:

08.06.2026

Sprawdź także