„Exterminator” Przemysława Jurka w reż. Aldony Figury z Wydziału Produkcji Karol Bytner w Klubie Stodoła w Warszawie. Pisze Krzysztof Stopczyk.
Jak powszechnie wiadomo, Sylwester jest raz do roku, więc kto tylko może stara się wtedy zorganizować czas do północy jak najlepiej dla siebie i dla osób, z którymi chce przebywać. Ja postanowiłem skorzystać z propozycji Wydziału Produkcji Karola Bytnera, który wpadł na wspaniały pomysł reaktywowania super przeboju scenicznego, granego w Warszawie przy kompletach widowni w latach 2013–2020, w Teatrze na Woli im. Tadeusza Łomnickiego (należącym wtedy do Teatru Dramatycznego). „Exterminator”, bo o nim mowa, powstał na podstawie książki Przemysława Jurka zatytułowanej „Kochanowo i okolice”. Obydwa spektakle (to znaczy zarówno ten w Teatrze na Woli, jak i obecny) zostały wyreżyserowane przez Aldonę Figurę, natomiast kostiumy do najnowszej inscenizacji są autorstwa Zuzanny Markiewicz.
Nie ukrywam, że jednym z argumentów przemawiających za moim sylwestrowym wyborem był fakt, że to wydarzenie artystyczne odbywało się w STODOLE. To wyjątkowe miejsce dla bardzo wielu roczników warszawiaków i dla mnie też. Nie jestem w tym osamotniony, bo sam mam rzesze przyjaciół i znajomych, dla których ten klub wiąże się ze wspaniałymi wspomnieniami. Nie tylko związanymi z szalonymi imprezami typu „Gorączka sobotniej nocy”, ale również ze sztuką z najwyższej półki. Tylko tu zgadzał się wystawiać w Warszawie swoje spektakle Tadeusz Kantor. Dodatkowo nie mogę powstrzymać się od smutnej konstatacji, że czas robi swoje i w sierpniu ubiegłego roku zmarł Jerzy Karpiński, jeden z twórców i filarów Centralnego Klubu Studentów Politechniki Warszawskiej, od 1965 roku bardzo aktywnie działający w nim, a w latach 1975-1979 prezes Klubu. Założył Studenckie Centrum Filmowe, w którym swoje pierwsze filmy realizowali późniejsi „wielcy i sławni”.
A na oficjalnej stronie internetowe, Stodoły, zakładka „Historia”, to w większości wyimki z jego książki „Wokół Stodoły 1956-1981”.
Ale w sylwestra 2025 r. w Stodole królował „Exterminator”! I to królował w sposób absolutny! Widownia zapełniona do ostatniego miejsca spontanicznie reagowała na bardzo aktualne, rewelacyjne teksty, które padały ze sceny, w tym te będące satyrą na nasze środowisko celebrycko-muzyczne. Muszę przyznać, że dawno nie słyszałem tak prawdziwego, naturalnego i „soczystego” języka, jak tego wieczoru. Rozmowy prowadzone przez czwórkę głównych bohaterów (czyli członków zespołu muzycznego) między sobą i z tym piątym, chyba najważniejszym dla całej akcji – wójtem, odwzorowane są w skali jeden do jeden, z wymian zdań, jakie słyszy się właściwie wszędzie dookoła. I nie zamierzam tu wartościować żadnych środowisk i grup wiekowych. Po prostu stwierdzam fakt. Taki język słyszy się dzień w dzień, jak kraj długi i szeroki.
Nie będę Państwu streszczał treści sztuki, ale ogólnie rzecz biorąc dotyczy marzeń czwórki przyjaciół z bardzo małego miasteczka, którzy na drodze do ich realizacji natykają się przedstawiciela władzy państwowej – wójta. Oni mają swoją idée fixe, swoje marzenie od lat przedszkolnych, a on ma władzę w całym terenie, możliwości i obiecuje pieniądze.
Sympatyczne chłopaki z tak zwanej „głębokiej prowincji”, zafascynowani są death metalem i marzą o graniu dla szalejącej na pełnych stadionach publiczności, ale póki co podgrywają w świetlicach, na regionalnych zabawach.
Dopiero pojawienie się wójta, chcącego przy ich pomocy załatwić kilka swoich interesików, stwarza przed narwańcami bardzo mglistą szansę na zdobycie szerszej popularności i co bardzo ważne, całkiem niezłych pieniędzy!
Ale wszystko ma swoją cenę! I o tym jest ten spektakl, który pod niesamowicie ekspresyjną i energetyczną formą, skrywa jednak poważniejszą treść. Bo sztuka jest o „dużych chłopcach”, którym niespecjalnie wyszło w dorosłym życiu, w którym nie za bardzo potrafią się odnaleźć, więc uciekają w świat swoich jeszcze dziecięcych i młodzieńczych marzeń. A gdy po raz kolejny dopada ich rzeczywistość, stają przed dylematem: pseudo ich realizacja, oznaczająca odrzucenie oferty, czy pójście na kompromisy, wymuszane przez realne, prawdziwe życie. Brzmi bardzo poważnie, ale nie zapominajmy, że to jest komedia muzyczna, więc ilość komplikacji i problemów zwalających się na muzyków musi być ogromna, chociażby po to, aby nasi bohaterowie mogli w znoju i trudzie je pokonywać.
Jak zawsze w Wydziale Produkcji większość ról jest dublowana. Ja podziwiałem obsadę: Paweł Domagała (Marcel), Janusz Chabior (wójt), Przemysław Kosiński (Jaro), Sebastian Skoczeń (Lizzy) i Kamil Siegmund (Makar). Ta piątka daje popis aktorstwa na najwyższym poziomie, sprawiając przy tym wrażenie, że sama bawi się przy tym doskonale. Ale nie tylko ich zdolności aktorskie zachwycają publiczność, co widać i słychać po jej żywiołowych reakcjach. Nie mniejszy entuzjazm (również mój!) wzbudza ich biegłość w grze na gitarach i perkusji. To są naprawdę w pełni zawodowe wykonania! Zresztą nic w tym dziwnego, bo dla nie wtajemniczonych mam informację: Paweł Domagała oprócz bycia znakomitym aktorem jest równie cenionym muzykiem, odnoszącym duże sukcesy na tym bardzo trudnym rynku. Między innymi był współzałożycielem zespołu muzycznego Ginger, a jego wydany w 2018 r singiel „Weź nie pytaj” stał się ogólnopolskim hitem i zdobył tytuł „Przeboju roku 2018 RMF FM”. Nie ma więc mowy o tak zwanej amatorszczyźnie! A ponieważ pozostali aktorzy: Przemysław Kosiński, Kamil Siegmund i Sebastian Skoczeń są równie dobrymi muzykami co lider i wokalista grupy, więc nic dziwnego, że w czasie muzycznych popisów coraz więcej osób (par) zrywało się z krzeseł i zaczynało tańczyć. Jak wieczór sylwestrowy, to zabawa na całego! Z głównych bohaterów tylko Janusz Chabior (wójt) pomimo snutych przez siebie opowieści o uzdolnieniu muzycznym, nie dał się namówić na solo na perkusji. A wielka szkoda!
Skupiłem się na męskiej części obsady, ale w spektaklu występują również panie. Ja widziałem Kamilę Kuboth-Schuchardt i Agatę Wątróbską. Ich (Magda/żona) i (Dziennikarka) wprowadzają w ten męski świat trochę ładu i porządku, chociaż szczególnie monolog żony będącej psycholożką jest bardzo mocno motywujący do działania nie tylko dla męża (Marcel), ale i dla pozostałych członków zespołu. Dziennikarka też dokłada swoje.
W sumie raz jeszcze gratuluję Karolowi Bytnerowi, szefowi Wydziału Produkcji, wspaniałego pomysłu reaktywowania tego teatralnego, słowno-muzycznego hitu, a wszystkim wykonawcom i wykonawczyniom równie wspaniałych ról. Państwu zaś podpowiadam, że ta szampańska zabawa, w której ja uczestniczyłem w sylwestrową noc A.D. 2025 w Stodole będzie również Państwa udziałem, w każdym innym terminie, wtedy gdy zasiądziecie Państwo na widowni, aby uczestniczyć w popisach aktorsko-muzycznych na „Exterminatorze” w reżyserii Aldony Figury, który powstał staraniem Wydziału Produkcji.
Jak już wspomniałem, w tym przedstawieniu prawie wszystkie role są dublowane. Oprócz wymienionych wyżej, w obsadzie znajdują się jeszcze: Katarzyna Grabowska, Zuzanna Grabowska, Karol Dziuba, Damian Kulec, Wojciech Solarz i Jakub Zając. Jedynie Sebastian Skoczeń nie ma zmiennika.
Idźcie Państwo na „Exterminatora” w reżyserii Aldony Figury, reaktywowanego przez Wydział Produkcji Karola Bytnera, a przekonacie się, że nie mijam się z prawdą, gorąco polecając Państwu ten spektakl.