16.11.2020, 10:56 Wersja do druku

Oczyszczające wody Lago di Garda

"Jezioro" Zuzanny Bojdy w reż. Darii Kopiec w Teatrze Dramatycznym w Warszawie. Pisze Marzena Kuraś w portalu Teatrologia.info.

fot. Karolina Jóźwiak

Premiera Jeziora na Scenie Przodownika, planowana na 7 listopada, w związku z lawinowo rosną koronawirusową pandemią i ponownym zamknięciem teatrów od soboty, przesunięta została o jeden dzień wcześniej. Na sceniczną prezentację musiała czekać od marca. Przygotowana została podczas warsztatów Laboratorium Nowych Epifanii zatytułowanych „Kto jest bez winy?” i pokazana w ramachFestiwalu Nowe Epifanie, organizowanego przez Centrum Myśli Jana Pawła II i Teatr Dramatyczny m. st. Warszawy. Jezioro w reżyserii Darii Kopiec było jednym z sześciu planowanych przedstawień festiwalu. Maria Magdalena. Wykład o grzechu w reżyserii Katarzyny Minkowskiej i Boża krówka Sławomira Narlocha zdążyły mieć premiery tuż przed lockdownem, na początku marca. Zwiastowanie wyreżyserowane przez Karolinę Szczypek i Wzór na pole trójkąta w reżyserii Jana Hussakowskiego pokazane zostały w lipcu w Studio teatrgaleria.

Jezioro napisane przez młodą dramaturżkę i reżyserkę Zuzannę Bojdę jest – jak podano na stronie teatru – „opowieścią o podróży w głąb ziemi, o sprawdzaniu granic, wytrwałości, o ważnym spotkaniu z samym sobą, ze swoimi lękami i pragnieniami. O tym, jak w tej podróży nie stracić oddechu”.

Rzecz dzieje się nad Lago di Garda, największym i najczystszym jeziorem północnych Włoch, w najgłębszym miejscu sięgającym 346 metrów. To w tym jeziorze polski płetwonurek Krzysztof Starnawski pobił rekord świata, schodząc na głębokość 303 metrów. Po nim kolejnym rekordzistą, także w wodach di Garda, został Jarosław Macedoński, osiągając głębokość 316 metrów. Tu zginęli też dwaj inni polscy nurkowie – Adam Pawlik i Wacław Leyko. Zuzanna Bojda w Jeziorze walczącymi o światowy rekord w nurkowaniu czyni trzy kobiety. Ich przygotowania i zejście w jeziorze Garda na głębokość 242 metrów są tematem spektaklu wyreżyserowanego przez Darię Kopiec.

Trzy dziewczyny, mające dokonać tego najważniejszego w ich życiu wyczynu, to dobrze zorganizowana, opanowana, technicznie koordynująca całe przedsięwzięcie romantyczna Mirka (Helena Ganjalyan), gadatliwa i rozkojarzona Tereska (Agata Różycka), i spięta, podenerwowana Weronika (Lidia Pronobis), która ma zanurzyć się na nieosiągalną dotąd dla kobiet głębokość.

fot. Karolina Jóźwiak

Na pustej scenie stoją jedynie trzy obrotowe fotele na kółkach, na podłodze leżą srebrzyste plansze imitujące taflę jeziora. Aktorki w sportowych strojach, każda z innym bagażem życiowych doświadczeń, poza ćwiczeniami oddechowymi i fizycznymi przywołują także najistotniejsze dla nich momenty w relacjach z najbliższymi, własne uprzedzenia czy urazy. Lęk przed nieznanym, który towarzyszy nurkom schodzącym poniżej 100 metrów, radzenie sobie z coraz wyższym poziomem stresu przy jednoczesnym utrzymaniu jasności umysłu i kontroli sytuacji, to zadania, które Mirka, Weronika i Teresa stawiają sobie, by osiągnąć wymarzony sukces. Czy uda im się zdobyte podczas nurkowania umiejętności panowanie nad emocjami i własnym ciałem przełożyć na późniejsze życie?

Spektakl przygotowany został w dość ciekawej konwencji. Zrezygnowano niemal z dialogów, a aktorki – w formie wspomnień – snują przenikające się wewnętrzne monologi, zazębiające się bądź biegnące równolegle. Uboga wręcz scena przeistacza się chwilami w podwodny, nierealny świat. Niezmiernie ważna, wchodząca w przestrzeń scenografii, staje się choreografia. Aktorki, znakomite ruchowo, wprowadzają do przedstawienia elementy pantomimy. Poprzez taniec, z celnie dobraną ilustracyjną muzyką, ukazują swe emocje i uczucia.

Świetny podwodny taniec śmierci Mirki, w wykonaniu Heleny Ganjalyan, zachwyca siłą przekazu i wrażliwością. Aktorka ta znana jest ze swego tanecznego monodramu MELT, przygotowanego na podstawie postaci szekspirowskiej Ofelii, nagrodzonego Małą Konsekwencją Teatralną podczas I Sopockich Konsekwencji Teatralnych.

Bardzo istotnym elementem przedstawienia staje się czas. Gdy rozpoczyna się bicie rekordu, nad sceną pojawia się tablica odmierzająca minuty, podająca osiągniętą głębokość i temperaturę wody. Zejście na 242 metry ma trwać kwadrans. I tu czas sceniczny staje się czasem realnym. Razem z aktorkami publiczność słyszy głos podający ile jeszcze zostało do osiągnięcia zamierzonego zanurzenia. Pięć, dziesięć, piętnaście minut – jak wiele może się stać w kwadrans.

Jezioro przywołuje ma myśl film z przełomu lat 80. i 90., Wielki błękit Luca Bessona, który także odwoływał się do rzeczywistych wydarzeń – dwaj nurkowie rywalizują, który zejdzie niżej pod powierzchnię wody. Choć film postawił na stronę wizualną i mogliśmy podziwiać fantastyczne zdjęcia podwodne, jego przesłanie zbliżone było do wymowy spektaklu Darii Kopiec, w którym z efektów plastycznych właściwie zrezygnowano. Mirka, Weronika i Teresa, podobnie jak bohaterowie Wielkiego błękitu Enzo i Jacques, bezpieczniej i lepiej czują się pod wodą niż w życiu na lądzie. Tam są wolne, choć jednocześnie cały czas doświadczają bliskości śmierci. Czy to jedynie paradoks?

Tytuł oryginalny

Oczyszczające wody Lago di Garda

Źródło:

Teatrologia.pl

Link do źródła

Autor:

Marzena Kuraś

Data:

11.11.2020