Logo
Recenzje

O granicach społecznego formatowania

15.10.2026, 09:32 Wersja do druku

„Teraz, zaraz, naraz” w reż. i choreogr. Dominiki Knapik w Teatrze im. Stefana Jaracza w Łodzi. Pisze Agnieszka Kowarska na kulturalnie24.blogspot.com.

fot. HaWa

Prapremiera spektaklu Teraz, zaraz, naraz w reżyserii i choreografii Dominiki Knapik, która odbyła się 9 października 2026 roku na Małej Scenie Teatru im. Stefana Jaracza w Łodzi, jest  dość intrygującym głosem w dyskusji nad współczesnym pojmowaniem neuroróżnorodności. Reżyserka podeszła do ADHD jako do zjawiska funkcjonującego obecnie na styku realnej diagnozy medycznej, modnego hasła kulturowego oraz powszechnej podejrzliwości społecznej. Pomijając dydaktyzm i publicystykę wspólnie z Patrycją Kowańską nadały przedstawieniu formę tragikomicznej dystopii. Zbudowały na scenie – jak same to określiły w zapowiedziach opublikowanych przez teatr – fantazję o społeczeństwie podporządkowanym jednemu rytmowi, jednemu modelowi uwagi i jednej mierze normalności.

Pod względem dramaturgicznym i formalnym spektakl opiera się na wyrazistych środkach groteski oraz tragikomedii, łącząc poważną problematykę społeczną z lekkimi, sarkastycznymi akcentami. Istotną rolę odgrywa kinetyczny charakter widowiska, w którym choreografia i oprawa dźwiękowa precyzyjnie operują natężeniem bodźców. Sceniczny ruch rozpoczyna się od wstępnego, harmonijnego strojenia, by poprzez narastające przebodźcowanie doprowadzić narrację do punktu kulminacyjnego w postaci chaotycznej kakofonii. Ale przecież przed pulsującym światłem można się obronić zamykając oczy, co zresztą w pewnym momencie uczyniłam. Wreszcie dynamika spektaklu domyka się powrotem do spójnego, harmonijnego rytmu. Warstwę wizualną poszerzają projekcje wideo autorstwa Patrycji Kowańskiej (z gościnnym udziałem Moniki Myślińskiej, Adama Piekutowskiego, Igora Rembisza oraz samych twórczyń), które wzmacniają wrażenie osaczenia bohatera. Oprawę uzupełnia muzyka Szymona Lechowicza, kostiumy Klaudii Hegab oraz specyficzna gra świateł zaprojektowana według konceptu Wolfganga Machera.

W warstwie treściowej inscenizacja skupia się na napięciach rodzących się z presji nieustannego samodoskonalenia, pośpiechu oraz mechanizmów autodiagnozy. Osią dramaturgiczną staje się rozpiętość między – określanymi przez realizatorki – „ulgą a wstydem”, prowokująca do pytań o moment, w którym psychologiczne wsparcie przekształca się w program naprawczy a społeczna troska zbliża się do dyscyplinującej kontroli a momentami – tresury.

O sile wyrazu łódzkiego przedstawienia decyduje starannie dobrana, trzyosobowa obsada, która z wielką dyscypliną realizuje skomplikowane zadania ruchowo-psychologiczne. Szczególną uwagę przyciąga kreacja Natalii Klepackiej, która zbudowała swoją postać niezwykle perfekcyjnie wykonując – dopracowaną w każdym detalu – choreografię oraz skupiając na sobie wzrok ciekawą charakteryzacją. Absolwentka łódzkiej filmówki dała się już poznać publiczności jako aktorka o wyjątkowej wrażliwości i dojrzałości warsztatowej – w pamięci widowni zapisała się m.in. rolą Dory w Seksualnych neurozach naszych rodziców w reżyserii Waldemara Zawodzińskiego (określaną przez krytyków jako poruszający portret zagubienia i dziecięcej wrażliwości), tytułową kreacją w spektaklu Kto zabił Kaspara Hausera w reżyserii Radka Stępnia czy występami w Mizantropie oraz Arkadius is dead. W Teraz, zaraz, naraz Klepacka po raz kolejny potwierdza swój sceniczny magnetyzm, z wielką dynamiką oddając wewnętrzne pęknięcia bohaterki poszukującej własnego głosu pod opresją społecznych oczekiwań. Partneruje jej Iwona Karlicka – niejednokrotnie nagradzana aktorka Teatru Jaracza, która z właściwym sobie dobrym warsztatem balansuje na granicy groteski i głębokiego dramatu, tworząc postać pełnokrwistą, wzbudzająca u widzów różne uczucia – a także Marcin Włodarski, który nieźle odegrał motyw osaczenia przez zmechanizowany system nauki i kontroli.

Produkcja zrealizowana w ramach regionalnego projektu „Wspólna scena” pozostawia widza z poczuciem twórczego niedosytu. Teraz, zaraz, naraz okazuje się spektaklem fabularnie ascetycznym, przesuwającym ciężar akcji z tradycyjnego dramatu wprost w sferę psychiki i wewnętrznych przeżyć bohaterki. To przedstawienie, które rozgrywa się przede wszystkim w głowach postaci i odbiorców – historia terapii Alex –  nie daje jednoznacznych odpowiedzi ani nawet wskazówek. O skuteczności i etyce różnych programów „naprawczych” można jedynie domniemywać, zwłaszcza gdy w finale bohaterka sama płynnie wchodzi w rolę przedstawicielki opresyjnego systemu. Główną słabością inscenizacji pozostaje fakt, że strukturalnie bliżej jej do kameralnego performansu niż w pełni rozwiniętego, o rozbudowanej fabule spektaklu. Choć ruch sceniczny i choreografia bywają zaskakujące, na przestrzeni całego wieczoru sprawiają wrażenie raczej przeciętnych – być może to kwestia ogrania. Wyjątkiem i bezsprzecznie najmocniejszym punktem widowiska jest przejmująca scena, w której zamknięta w swoim pokoju Alex przeżywa jakąś wewnętrzną metamorfozę i doświadcza bycia robakiem – to właśnie w tym momencie teatr psychologiczny zespala się z plastycznym obrazem, tworząc najpełniejszą metaforę obcości, zapętlenia i przebodźcowania. 

Na koniec zostajemy z pytaniem, czy w spektaklu Knapik i Kowańskiej mamy do czynienia z ilustracją bezwzględnej tresury, czy raczej subtelniejszej, opartej na dobrych intencjach presji dwojako rozumianego wsparcia? To temat do dalszej dyskusji, o wywołanie której realizatorom być może chodziło. Ale tak czy inaczej spektakl obejrzeć warto głównie dla Klepackiej.

Tytuł oryginalny

O granicach społecznego formatowania

Źródło:

kulturalnie24.blogspot.com
Link do źródła

Autor:

Agnieszka Kowarska

Data publikacji oryginału:

13.10.2026

Sprawdź także