Rozmowa z Małgorzatą Szydłowską na temat „Pamięci wody”, Odysei Nowohuckiej i powrotu do źródeł Teatru Łaźnia Nowa. Z Małgorzatą Szydłowską rozmawia Małgorzata Wach.
Małgorzata Wach: Jakie jest Twoje najwcześniejsze wspomnienie związane z wodą?
Małgorzata Szydłowska: Kiedy miałam sześć lat, zostałam nagle wrzucona przez moich braci do rzeki. Bałam się, że już nie wypłynę. Równocześnie pamiętam pewnego rodzaju fascynację tym, co zobaczyłam tuż pod powierzchnią wody.
Do dzisiaj traktuję ją nie jako substancję czy materię, ale jako przestrzeń, która skrywa tajemnice. Wielokrotnie wykorzystywałam ją jako medium w moich pracach fotograficznych, a później również w scenografii i w budowaniu spektakli. Zawsze towarzyszyło mi poczucie, że woda ma jakieś głębsze, magiczne wręcz znaczenie. Nie jest jedynie zasobem, który podtrzymuje nas przy życiu.
Odczuwasz wobec wody lęk?
Raczej mam wobec niej duży respekt. Nigdy nie czułam się w wodzie całkiem swobodnie.
Czym jest dzisiaj dla Ciebie woda? Mam na myśli nie tylko wodę rozumianą dosłownie, ale także jako artystyczną i symboliczną materię.
Dzisiaj patrzę na wodę jako na pewnego rodzaju obieg zamknięty. Woda nieustannie do nas wraca w różnych postaciach. Czasami ma postać kropli deszczu, krwi albo łzy, innym razem kryształu, pary wodnej albo lodu. Od pierwszych chwil życia – zanim jeszcze przyjdziemy na świat – przebywamy w wodzie. Woda stanowi też znaczną część naszego ciała. Wiedza na ten temat mocno wpływa na wyobraźnię.
Kiedy po raz pierwszy pomyślałaś o wodzie jako materii, którą można wykorzystać artystycznie?
Jeszcze jako studentka ASP zachwyciłam się malarstwem prerafaelitów i postacią Ofelii. Zrobiłam później cały cykl fotograficzny Ofelii zanurzonych w wodzie, w różnych dramatycznych gestach. Interesował mnie szczególnie moment spadania do wody i znajdowania się tuż pod jej powierzchnią. W ten sposób powstało wiele ekspresyjnych i dramatycznych obrazów, odnoszących się m.in. do sposobu przeżywania świata przez kobiety.
Kiedy powstały te prace?
To był 1989 albo 1990 rok. Pokazałam je później na kilku różnych wystawach, m.in. w Krakowie na wystawie „Nowe Media”. Działałam wtedy w grupie, która zajmowała się poszerzaniem możliwości fotografii. Fotografie, które wykonywałam, były przeze mnie dość często modyfikowane. Robiłam duże odbitki i malowałam na papierze fotograficznym. Później część z tych Ofelii trafiła do Starej Łaźni na ul. Paulińskiej. Pokazałam je jeszcze na jednej czy dwóch ekspozycjach.
Z wodą związana jest również historia Teatru Łaźnia. Zaczęło się od Twojej pracowni na ul. Paulińskiej 28. Później powstał tam teatr, który w 2004 r. przeniósł się do Nowej Huty. Łaźnia zawdzięcza wodzie również swoją nazwę.
Mam wrażenie, że podążam za wodą, a woda podąża za mną. Wtedy, pod koniec lat 90., w kamienicy na Paulińskiej, nastąpiło nasze bliskie spotkanie. Wiele lat wcześniej w kamienicy na ul. Paulińskiej 28 mieściła się mykwa – żydowska łaźnia rytualna, do której ludzie przychodzili aby się oczyścić i wzmocnić duchowo.
Na piętrze mojej pracowni znajdował się zbiornik, który wiele lat wcześniej służył do oczyszczania przedmiotów. Zupełnie nieświadomie wykorzystywałam go jako magazyn, w którym przechowywałam swoje prace. Śmiałam się później, że moje prace były permanentnie oczyszczane ze złych energii.
Woda pojawiała się również wielokrotnie w spektaklach, do których tworzyłaś scenografię. Pamiętasz, który z nich był pierwszy?
Pierwszym przedstawieniem, w którym woda odegrała tak ważną rolę, był „Pan Paweł” wyreżyserowany przez Bartosza Szydłowskiego. Tytułową rolę zagrał w nim Jerzy Nowak. Stworzyłam wtedy instalację złożoną z szeregu rurek zawieszonych pod stropem, przez które przepływała woda. Rurki były ustawione w taki sposób, żeby co pewien czas pojedyncza kropla spadała do misy umieszczonej na podłodze. Umieściłam w misie mikrofon, który wzmacniał dźwięk spadającej kropli. Później Marcel Chyrzyński napisał na podstawie tych dźwięków utwór muzyczny.
To była jedna z moich pierwszych tak rozbudowanych instalacji, składających się z wielu elementów, w których woda tworzyła własną narrację.
Czym jest dla Ciebie pamięć wody?
Archiwum życia. Mam na myśli archiwum, które odnosi się do zbiorowej pamięci, której początek splata się z początkami życia na Ziemi. Skład i ilość substancji rozpuszczonych w wodzie się zmieniał, zapisywała się w niej ogromna ilość informacji. Wspaniale pisze o tym Elif Shafak w powieści „Tam na niebie są rzeki”.
Książka stała się inspiracją do projektu „Pamięć wody”, który rozpocznie się 15 października w Teatrze Łaźnia Nowa. Co wyjątkowego w niej znalazłaś?
Elif Shafak jest pisarką, którą od wielu lat podziwiam i uważnie śledzę to, co pisze. Literatura, którą tworzy, zachwyca mnie w podobny sposób, w jaki zachwyciły mnie powieści Orhana Pamuka. Oboje opisują rzeczywistość, ale jej nie upraszczają. W historiach, które tworzą, rzeczywistość nie jest wyłącznie przyczynowo-skutkowa.
Elif Shafak ma też bardzo specyficzny stosunek do czasu. Łączy wątki z różnych okresów historycznych i wszystko, o czym pisze, znajduje swoje uzasadnienie na kolejnych stronach powieści. W „Tam na niebie są rzeki” podróż jednej kropli wody sprawia, że spotykają się ze sobą postacie ze starożytnej Mezopotamii z czasów Aszurbanipala, XIX-wiecznego Londynu i współczesności.
Wydarzenie, które reżyserujesz w ramach „Pamięci wody”, nosi tytuł „List miłosny do wody”. Możesz wyjaśnić, co się za nim kryje?
W jednym z wywiadów Elif Shafak powiedziała, że powieść „Tam na niebie są rzeki” jest jej listem miłosnym do wody. Bardzo mnie te słowa ujęły. Pomyślałam, że są jeszcze bardziej znaczące niż stwierdzenie, że „na niebie są rzeki”.
W „Liście miłosnym…” – obok fragmentów powieści Elif Shafak – pojawiają się również fragmenty „Eposu o Gilgameszu”, którego początki sięgają trzech tysięcy lat przed naszą erą. Teksty łączą historię króla Gilgamesza z losami George’a Smitha – badacza, który jako pierwszy odczytał z glinianych tabliczek fragment opowieści o potopie.
W książce „Tam na niebie są rzeki”, Elif Shafak zbudowała na podstawie biografii Georga Smitha postać Arthura Smitha. Jej wnikliwość w opisywaniu tej historii jest niezwykła. Potrafiła połączyć ze sobą różne światy, nie tracąc przy tym literackiej wolności.
Z jednej strony pisze językiem bardzo poetyckim, a z drugiej zawiera w swojej powieści mnóstwo precyzyjnych informacji. Cowskazuje nie tylko na nieograniczoną wyobraźnię, ale również na obszerny research.
To prawda. Jeżeli mówi o wodzie, to mówi również o substancji i o tym, w jaki sposób ta substancja jest zbudowana. Nawet bohaterowie są jak cząsteczki wody: dwie kobiety i jeden mężczyzna, niczym dwa atomy wodoru i jeden atom tlenu.
Na tej podstawie zbudowałam całą przestrzeń „Listu miłosnego…”. Instalacja jest rodzajem struktury opartej na budowie cząsteczki wody. Trzy elementy budują całość, a każdy z nich niesie w sobie zupełnie inny potencjał. W warstwie scenograficznej i w projektowaniu kostiumów wykorzystałam fragmenty pisma klinowego z „Eposu o Gilgameszu”. W ten sposób odległa historia sprzed trzech tysięcy lat połączy się z „tu i teraz” w Łaźni Nowej.
Czy w powieści Elif Shafak są jakieś obrazy albo sceny, które szczególnie utkwiły Ci w pamięci?
Takich scen i obrazów jest wiele. Przytoczę dwa. Pierwszy wiąże się z wydarzeniami z 2014 roku i masakrą Jazydów dokonaną przez bojowników ISIS. Była to kolejna masakra w historii tego ludu i jedna z najstraszniejszych, jakie się dotąd wydarzyły.
Jazydzi są społecznością, która przekazuje swoją historię przede wszystkim ustnie. Dlatego próby unicestwienia tej społeczności wiążą się również z niszczeniem pamięci na ich temat. ISIS zatruwało wodę w studniach, mordowało mężczyzn i starsze kobiety, a młode kobiety wykorzystywało jako niewolnice seksualne. Shafak pisze o tym z niezwykłą dbałością i empatią, przywołując historie kobiet. To był niezwykle poruszający wątek.
A drugi obraz?
To moment, w którym dopełnia się los Arthura Smitha. Umiera z odnalezioną glinianą tabliczką, na której został zapisany fragment „Eposu o Gilgameszu”.
Rozpoczął swoje życie nad Tamizą, a kończy je nad rzeką Tygrys. Połączenie tych dwóch rzek i dwóch najważniejszych momentów jego życia bardzo mocno podziałało na moją wyobraźnię. Pomyślałam, że byłoby wspaniale, gdyby to właśnie rzeka Tygrys i Tamiza opowiedziały o tym, co się wydarzyło z Arthurem, a równocześnie opowiedziały także swoje historie. Każda z nich ma swój własny charakter i temperament. Nie są po prostu płynącą wodą, mają własną osobowość, język, którym się komunikują, i tajemnice, które ze sobą niosą.
W „Liście miłosnym…” Arthur przemawia również swoim własnym głosem.
To niezwykła postać, obdarzona wyjątkowym talentem i pamięcią. Potrafi zapamiętywać szczegóły, daty, wydarzenia. W powieści Elif Shafak Arthur urodził się w slumsach nad rzeką Tamizą, nie miał wykształcenia, a mimo to stał się ważną postacią w historii. Tym, co go prowadziło, była pasja.
Shafak nadaje tej pasji niezwykłą siłę. Pokazuje, że można mieć narzędzia, talenty, możliwości, ale o tym, czy spełniamy swoje życie, decyduje pasja. Arthur porównuje swoją pasję do wirów rzeki, która się budzi, żeby mówić swoim własnym głosem.
Porozmawiajmy o artystkach i artystach, których zaprosiłaś do stworzenia „Listu miłosnego do wody”.
Zależało mi na dwóch kobietach, które tak jak rzeki Tamiza i Tygrys, są od siebie bardzo różne. Od razu zobaczyłam w tych rolach Martę Ziębę i Małgosię Gorol. Później okazało się, że Małgosia jest Tygrysem również w chińskim horoskopie, więc wszystko idealnie się zgadzało. Teksty Arthura Smitha będzie performować Adam Borysowicz, który ma w sobie niezwykłą wrażliwość, bardzo bliską postaci, którą stworzyła Elif Shafak.
Do stworzenia scenariusza zaprosiłam Krzysztofa Szekalskiego, z którym współpracowałam m.in. przy spektaklu „Czerwone i czarne”. Krzysztof bardzo się do tej powieści zapalił i szybko zrozumiał mój pomysł dramaturgiczny, wybierając najistotniejsze fragmenty i wyciągając z tej powieści esencję.
Podczas wydarzenia usłyszymy muzykę na żywo w wykonaniu Dominika Strycharskiego i zobaczymy wideoprojekcje Petera Ficka. Dlaczego to właśnie ich zaprosiłaś do tego projektu?
Współpracuję z Dominikiem od wielu lat. To artysta, który potrafi reagować na stan emocjonalny „tu i teraz”. Ma niezwykłą zdolność śledzenia tekstu w trakcie spektaklu. Za każdym razem przemawiają do niego zupełnie inne słowa, stając się impulsem do zmiany rytmu, dźwięku i całej kompozycji.
Peter Fick ma nieograniczoną wyobraźnię w używaniu narzędzi multimedialnych. Doskonale rozumie, jak przekładać materię na obraz, multiplikować go i przekształcać. Jestem bardzo ciekawa efektów naszej kolejnej współpracy.
Powiedzmy jeszcze o artystkach i artystach, których zaprosiłaś do innych projektów w ramach tegorocznej Odysei Nowohuckiej i „Pamięci wody”.
Pierwszą osobą, o której pomyślałam, kiedy ten projekt w ogóle przyszedł mi do głowy, była Anna Nacher. Ania jest niezwykłą artystką. Ma bardzo specyficzne, badawcze podejście. Szuka głębiej i więcej. Potrafi też o swojej pracy wspaniale opowiadać. Jej tekst o języku rzeki Missisipi, która jest jedną z najbardziej kapryśnych rzek świata bardzo mocno utkwił mi w pamięci.
Na dodatek okazało się, że Ania od wielu lat prowadzi własne archiwum wodne. Rejestruje dźwięki na powierzchni wody, czyli to, co woda słyszy. Dlatego podczas Odysei usłyszymy również jej koncert „Głos rzeki” i wysłuchamy wykładu performatywnego pt. „Działanie rzeki”, który przygotowuje razem z Anną Barcz i Mo Tomaszewską.
Kolejną osobą, którą zaprosiłaś do współpracy, jest Alicja Patanowska, artystka wizualna i rzeźbiarka.
Pomyślałam, że w tym projekcie powinien pojawić się ktoś, kto pracuje z gliną. Biblioteka Aszurbanipala, o której pisze w swojej powieści Elif Shafak, przetrwała właśnie dlatego, że zapisy znajdowały się na glinianych tabliczkach. Pożar Niniwy utrwalił część tabliczek dzięki temu mogły po wiekach trafić do Muzeum Brytyjskiego, a George Smith miał szansę je odczytać fragmenty o potopie. Podczas „Pamięci wody” Alicja pokaże pracę „Black Fountain”, która odwołuje się również do ekofeminizmu i namysłu nad tym, co robimy z planetą.
Kolejnym niezwykle ciekawym i ważnym dla tego projektu artystą jest Wojtek Radtke, który przypomina historię badacza z powieści Shafak. Wojtek przez ponad pół roku pracował w laboratorium razem z naukowcami, prowadząc eksperymenty dotyczące pamięci wody. Nie znał jeszcze wtedy powieści Elif Shafak, ale pasja z jaką prowadził te badania, sprawia, że mógłby się z powodzeniem znaleźć wśród bohaterów książki.
W przestrzeni Teatru Łaźnia Nowa będzie można zobaczyć kilka instalacji Wojtka pod wspólnym tytułem „MY WODA / WE THE WATER”, który jest również tytułem jego pracy doktorskiej.
Wojtek poprowadzi również wykład wspólnie z prof. Arturem Sikorskim pt. „Portret wody. Od cząsteczki do kryształu”. To będzie ciekawy moment spotkania artysty i naukowca, i okazja do tego, żeby przyjrzeć się wodzie z różnych perspektyw.
Podczas Odysei będziemy mogli również usłyszeć koncert Rafała Mazura pt. „Pochwała bezkształtu”. To nie jest Wasza pierwsze spotkanie.
Rafał jest muzykiem i filozofem, z którym współpracuję od kilku lat. Prowadził m.in. cykl Koncertów Głębokiego Słuchania, które cieszyły się ogromnym zainteresowaniem. Tym razem poświęca swój koncert idei bezkształtu wody.
Punktem wyjścia będą naturalne dźwięki wody, zarejestrowane przez niego podczas nagrań terenowych: dźwięki strumienia, rzeki, wodospadu, spiętrzenia wody, morza, chlupotu fal, dźwięki fontann itd. Niezwykle cenne w tym projekcie jest zarówno muzyczne, jak i filozoficzne podejście Rafała do wody.
Kogo chciałabyś zaprosić na wydarzenia Odysei Nowohuckiej?
Zapraszam wszystkich, z którymi rezonują historie związane i tych, którzy odczuwają ciekawość, słuchając o tym projekcie.
Wśród moich marzeń jest również spotkanie z Elif Shafak i Patricio Guzmánem, który nakręcił film „Perłowy guzik”. Elif Shafak nie może niestety do nas w tym czasie dołączyć, ale będzie z nami obecna za sprawą swojej książki. Fragmenty jej powieści będzie można usłyszeć podczas „Listu miłosnego do wody” już 16 października. Dzień wcześniej tj. 15 października – w Domu Utopii – pokażemy film Patricio Guzmána ukazujący mroczną stronę tego, co woda pamięta i co musi pamiętać.
Pierwsze warsztaty w ramach Odysei Nowohuckiej, które poprowadziła Anna Nacher, odbyły się nad rzeką Dłubnią. Ostatnie wydarzenie, które odbędzie się 27 listopada, również będzie dotyczyło Dłubni. Dlaczego ta rzeka jest dla Ciebie tak ważna?
Rzeki są ważnym elementem mojej historii. Urodziłam się nad Wartą, przyjechałam nad Wisłę, a teraz pracuję nad Dłubnią, która wydaje się małą, niewinną rzeczką, ale tak naprawdę miała kluczowe znaczenie dla historii Nowej Huty. Zanim powstał kombinat, napędzała okoliczne młyny i gospodarstwa, które istniały na obecnym terenie Nowej Huty.
Ma niespełna pięćdziesiąt kilometrów długości, ale kryje w sobie wiele ciekawych historii. Artyści często wchodzili z nią w dialog. W tym roku pracuje z nią Anna Nacher, wcześniej robił to m.in. Rafał Mazur.
Ostatnie pytanie.Gdybyś mogła przenieść się nad jedną rzekę, morze albo jezioro, w dowolnym miejscu na Ziemi, to jakie miejsce byś wybrała?
Bardzo chciałabym zobaczyć rzekę Eufrat. Wydaje mi się, że jest przeciwieństwem Tygrysu. Z opisów i fotografii wynika, że to niezwykle majestatyczna i spokojna rzeka. Czy tak jest w rzeczywistości? Chciałabym chociaż na chwilę się tam przenieść, usiąść nad brzegiem i posłuchać jej opowieści.
***
Małgorzata Szydłowska – scenografka, dyrektorka ds. Domu Utopii – Międzynarodowego Centrum Empatii, wicedyrektorka Teatru Łaźnia Nowa ds. produkcji teatralnych. Absolwentka scenografii Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie i wykładowczyni tej uczelni. Zaprojektowała scenografię i kostiumy do kilkudziesięciu spektakli wystawianych w teatrach dramatycznych, operowych i muzycznych w Polsce i za granicą. Wspólnie z Bartoszem Szydłowskim stworzyła w Krakowie trzy ośrodki kulturalne: Teatr Łaźnia, Teatr Łaźnia Nowa i Dom Utopii. Autorka nowatorskiej koncepcji przebudowy i adaptacji postindustrialnej przestrzeni hal warsztatów szkolnych na potrzeby Teatru Łaźnia Nowa oraz aranżacji jego wnętrz i scen. Pomysłodawczyni i kuratorka cyklu edukacyjnego Myśląca ręka, zajmującego się popularyzacją i promocją rzemiosła teatralnego w Polsce. Tworzy instalacje, wystawy i projekty multimedialne.