Mateusz Matyszkowicz, były prezes TVP, zajął już dyrektorski gabinet Teatru im. Juliusza Osterwy w Lublinie. Zapowiada otwarcie teatru na młodych twórców i sceny offowe oraz powrót do klasyki. Mówi też o swoich planach na Europejską Stolicę Kultury 2029, pieniądzach z mecenatu i politycznym „znakowaniu” ludzi kultury. Pytany o wydarzenia w budynku telewizji z grudnia 2023 roku stwierdza krótko: „Nie jestem zdrajcą”.
Kiedy ostatnio był pan w teatrze?
Pod koniec maja, na Festiwalu Generator Nadziei w Gardzienicach. Zwykle chodzę do teatru raz lub dwa razy w miesiącu, czasem trzy.
Ulubione miejsce na mapie teatrów polskich?
Jest kilka. W zależności od tego, czego w danym momencie poszukuję. Bardzo cenię teatr klasyczny, taki jak ten proponowany przez objazdowy Teatr Klasyki Polskiej. Duże wrażenie zrobił na mnie „Tymon z Aten” Ośrodka Praktyk Teatralnych Gardzienice. To ciekawe spotkanie energii klasycznego teatru z teatrem Włodzimierza Staniewskiego. Czasem uczestniczę w premierach w warszawskim Teatrze Narodowym. Bywa, że wychodzę z nich zachwycony, innym razem smutny, ale chyba nie warto źle mówić o kolegach (śmiech). Cenię sobie również Teatr Osterwy. Ostatnim spektaklem, który widziałem tutaj, był „Trans-Atlantyk”. Szczególnie zaciekawił mnie sposób, w jaki poprowadzono postać samego autora – Gombrowicza. Jarosław Tomica w tej roli bardzo mnie ujął.
Skoro o „Gardzienicach” mowa, to wiem, że ostatnio właśnie tam znalazł pan zatrudnienie. Na etacie?
Tak, byłem pracownikiem etatowym. Pracę zacząłem w marcu br., a zakończyłem kilka dni temu, 7 sierpnia. Przygotowałem adaptację i zarys projektu wokół „Fedona” Platona. To rzecz, która chodziła za mną od lat, ale długo nie znajdowałem partnerów, z którymi chciałbym ją zrealizować. Myślałem nawet o Teatrze Telewizji. „Fedon” świetnie się nadaje do przeniesienia na scenę. Jest zamknięty w czasie, spójny tematycznie, ma bardzo dobry łuk dramaturgiczny. Od początku czekamy na moment, w którym Sokrates wypije cykutę. Przychodzimy do teatru ze świadomością, że nasz bohater na końcu spektaklu odejdzie. Sam projekt jest jednak szerszy. To nie tylko spektakl, ale także formuła work in progress i praca akademicka wokół tekstu. Dlatego jesienią odbędzie się konferencja, a także pierwsza próba czytana z Jarosławem Gajewskim w roli Sokratesa. Premiera pełnego spektaklu zaplanowana jest na maj 2027 roku.
A Lubelszczyzną jako ośrodkiem teatralnym, kulturalnym, zainteresował się pan sam z siebie, czy od kogoś wyszła propozycja?
Kulturalną Lubelszczyznę znam od lat. Kiedy nadzorowałem Teatr Telewizji, przenosiliśmy spektakl „Mistrz i Małgorzata”, wyprodukowany w Teatrze Osterwy jeszcze za czasów Doroty Ignatjew, a także „Historyję o chwalebnym Zmartwychwstaniu Pańskim” zrealizowaną za kadencji Redbada Klynstry. Znam tutejszy teatr, nie jest to dla mnie środowisko obce.
Ktoś pana zmotywował, żeby wystartować w konkursie na dyrektora Teatru Osterwy?
Dochodziły do mnie głosy, także z Lublina, ale nie z politycznej części. Przez kilka wieczorów nad tym myślałem, aż się zdecydowałem.
Wziął pan udział dopiero w drugim konkursie. W pierwszym pana zabrakło. Dlaczego?
Podjąłem decyzję o starcie, gdy zobaczyłem, że wpisuje się warunki, które wskazano w ogłoszeniu. Uważam, że trzeba sobie zadać pytanie: kto właściwie powinien być dyrektorem teatru? Człowiek wywodzący się ze środowiska teatralnego czy menedżer? W przypadku Teatru Osterwy perspektywa dużego remontu sprawiła, że ta druga rekrutacja była ukierunkowana na osobę mającą doświadczenie w prowadzeniu dużych projektów inwestycyjnych, a jednocześnie zdolną programowo utrzymać i rozwijać teatr. Dla mnie jest to powrót do korzeni, zarówno tych przedtelewizyjnych, jak i późniejszych doświadczeń, zwłaszcza z TVP Kultura.
Nie wszystkim pana kandydatura przypadła do gustu. Pana znajoma, Marzena Paczuska, była członkini zarządu TVP, a obecnie członkini Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, pański start w konkursie skomentowała na X: „Mateusz Matyszkowicz chce zostać dyrektorem Teatru im. Osterwy w Lublinie? „To jakiś nieśmieszny żart. Ludzie już nie wiedzą co wymyśleć”. Bolą pana takie komentarze?
Takie oceny staną się dla mnie istotne, gdy będą odnosiły się do repertuaru i moich działań jako dyrektora. Stanąłem w konkretnym konkursie, przyjmuję na siebie konkretne zadania i podpisuję konkretny kontrakt. Nie jest to kontrakt na bycie kimkolwiek innym niż dyrektorem publicznego teatru.
Na podstawie jakich dokumentów przygotował pan program konkursowy?
Bardzo dużo informacji jest dostępnych publicznie, także tych dotyczących sytuacji ekonomicznej i infrastrukturalnej teatru, więc nietrudno było je zebrać i uporządkować. Jeżeli chodzi o kwestie artystyczne, rozmawiałem z wieloma osobami z lubelskiego środowiska. Pytałem, co jest bolączką tego teatru, jak postrzegały go wcześniej i jaki widzą w nim potencjał. Starałem się więc przygotować do konkursu bardzo szeroko. Konkurs to dla mnie poważna sprawa.
Pana poprzednik, Krzysztof Adamczuk, miał zajmować to stanowisko do końca sierpnia 2026 roku, ale pan został powołany już od 10 sierpnia.
Uchwała powołująca mnie na stanowisko dyrektora automatycznie odwołuje dyrektora pełniącego obowiązki.
Adamczuk zostanie w teatrze? W rozmowie z Kurierem Lubelskim wyrażał taką gotowość.
Zaproponowałem dyrektorowi Adamczukowi dalszą współpracę, dlatego od 10 sierpnia jest pełnomocnikiem dyrektora ds. inwestycji. Rozmawiamy teraz o tym, jak tę współpracę poukładać, ponieważ jestem jeszcze na etapie wdrażania się i zapoznawania ze stanem prac nad inwestycją. Zgodnie z harmonogramem we wrześniu ma nastąpić odbiór projektu, dlatego zależy mi na zachowaniu ciągłości prac.
Zawarł pan w swoim programie jakieś mierzalne zobowiązania, z których będzie można pana rozliczyć?
Są dwie szkoły pisania takich programów. Jedna jest bardzo szczegółowa – kandydaci na dyrektorów rozpisują repertuar na pięć lat, podając konkretne tytuły, nazwiska reżyserów i tak dalej. To nie jest moja droga. Uważam, że propozycję artyście należy składać wtedy, kiedy ma się pełne umocowanie do podejmowania decyzji, zna się budżet i wie, jak można go podzielić. Dlatego w moim programie zaproponowałem kilka realizacji przykładowych, żeby pokazać sposób myślenia o repertuarze. Istotna była dla mnie również metodologia jego tworzenia.
Po pierwsze, zanim teatr go ogłosi, będzie informował o swoich zamiarach repertuarowych. Środowiska twórcze będą więc wiedziały z ponad rocznym wyprzedzeniem, że teatr planuje wystawić na przykład adaptację tragedii antycznej, jednego Szekspira, farsę i sztukę współczesnego autora polskiego czy zagranicznego. Liczę na to, że reżyserzy będą zgłaszali się z eksplikacjami i propozycjami konkretnych tekstów. Najbliższy nabór zamierzam ogłosić do września. Chciałbym, żeby odbywał się on z udziałem rady artystyczno-programowej jako ciała opiniującego. Ostateczną decyzję zawsze będzie podejmował dyrektor, ale propozycje przejdą wcześniej przez proces opiniowania i cały mechanizm będzie transparentny dla zgłaszających.
Według mnie jedną z bolączek polskiego teatru jest to, że repertuary często powstają dość przypadkowo. Bolączką jest też mechanizm wchodzenia do teatru z własnym projektem. Nie liczy się jakość, ale kto pierwszy dostanie się do gabinetu dyrektora i zarezerwuje sobie część budżetu. Czasem decyduje po prostu kolesiostwo. To zresztą szerszy problem polskiej kultury - pewna kastowość i zamknięcie środowiskowe. Wielu młodych twórców skarży się na strome schody, które muszą pokonywać. Strome schody są dobre, jeśli podnoszą poziom artystyczny, ale złe, jeśli nie dają równych szans na starcie. Chciałbym więc budować repertuar zrównoważony, oparty zarówno na klasycznych inscenizacjach, jak i sztukach współczesnych.
Czy zamieści pan swoją koncepcję programową w BIP Teatru Osterwy ?
Jeśli będzie taka możliwość, to nie widzę przeciwwskazań. Zbadam prawną stronę tego zagadnienia.
Będzie pan pełnił jednocześnie funkcję dyrektora artystycznego. Ma pan jakieś swoje teatralne marzenie, które mogłoby się zmaterializować na deskach Osterwy?
Na pewno chciałbym na naszych deskach pokazać całą Trylogię Tebańską. Nie napisano dotąd lepszego tekstu, który dotykałby w teatrze sedna ludzkiej kondycji. Prace nad „Antygoną” właśnie się zaczynają. Myślę też o Filoktecie. Z tekstów XX wieku chciałbym kontynuować tradycję wystawiania w Osterwie Gombrowicza, w kolejce czeka zatem „Operetka”. I Rostworowski, który wciąż jest białą plamą w polskim kanonie. Te plany są dobrym pretekstem do długiej rozmowy. Niezwykle ważne też będzie dla mnie otwarcie się na nowy dramat pisany specjalnie dla Osterwy. Przygotowuję osobny projekt naboru i pracy nad takimi tekstami. Przedstawię go na przełomie sierpnia i września.
Uważam, że dobry teatr repertuarowy, biorąc pod uwagę zarówno oczekiwania publiczności, jak i misję teatru publicznego, powinien mieć w repertuarze przynajmniej trzy klasyczne premiery. Oparte na tekstach czytelnych i rozpoznawalnych kulturowo, a jednocześnie zainscenizowane w sposób zrozumiały dla każdego. To ogromna wartość teatru, jeśli jego oferta nie jest hermetyczna. Jednocześnie teatr powinien być otwarty na nowe teksty i eksperymenty. Bardzo dobrze sprawdza się w tym scena kameralna Reduta. Wobec niej również mam swoje plany i pomysły, które obecnie weryfikuję pod kątem możliwości inwestycyjnych. Mam tu na myśli scenę kameralną na około 40 osób. Wcześniej Reduta funkcjonowała również jako teatralny objazd, ale obecnie ma to nazwę Teatr Osterwy w Drodze.
Czemu ta nazwa została zmieniona?
Myślę, że to dobra decyzja. Dzięki temu mieszkańcy Lubelszczyzny mogą zobaczyć, jaki ten teatr jest. W Polsce działa wiele teatrów impresaryjnych, najczęściej komercyjnych. Natomiast publiczny teatr repertuarowy, który programowo prowadzi działalność objazdową, jest czymś wyjątkowym. To projekt, który zdecydowanie warto rozwijać. Dobrze, jeśli mieszkańcy regionu przyjeżdżają do Lublina, odwiedzają zabytkowy budynek teatru, a szkoły oglądają tutaj spektakle. Ale dobrze, gdy teatr również podróżuje. Jest w tym również nawiązanie do tradycji teatru wędrownego. Bardzo mi się ten pomysł podoba – był istotną częścią mojego programu i mam nawet pomysł na jego dalszy rozwój, Szczegóły przedstawię pod koniec sierpnia na śniadaniu prasowym. Nie będzie klasycznej konferencji. Chciałbym zaproponować spotkanie w luźniejszej formule – wspólnie usiąść przy stole i spokojnie porozmawiać.
Czy takie śniadania będą tradycją pana urzędowania w teatrze?
Tak, chciałbym to zaproponować.
Dyrektor Centrum Spotkania Kultur, Michał Chorosiński, również zaczął swoje urzędowanie od śniadania prasowego. I również zapowiadał, że takie spotkania będą odbywały się cyklicznie. Skończyło się na jednym śniadaniu. Z kolei pana poprzednik, Redbad Klynstra, organizował śniadania dla zespołu, co później długo odbijało mu się czkawką. Ale żarty na bok – spotkał się pan już z załogą teatru?
Z osobami, które nie są na wakacjach, spotkałem się już pierwszego dnia. Teraz będę rozmawiał z kolejnymi działami. Zespół artystyczny, poza Igorem Gorzkowskim, moim pełnomocnikiem ds. artystycznych, jest w zasadzie w całości na urlopach, więc czekam na ich powrót. Zapowiedziałem też, że drzwi mojego gabinetu są otwarte dla każdego, niezależnie od zajmowanego w teatrze stanowiska. Sam również nie zamierzam się w nim zamykać. Chcę być obecny w całym budynku, a nie tylko w gabinecie.
Nowy dyrektor nie odpowiada za decyzje swoich poprzedników. Od momentu objęcia stanowiska odpowiada jednak za rozpoznanie ich skutków i reakcję na ewentualne ryzyka. Czy w pierwszym okresie urzędowania przeprowadzi pan formalny audyt otwarcia teatru?
Nie wykluczam audytów w poszczególnych obszarach. Zapoznałem się już ze stanem inwestycji, i to nie tylko na podstawie dokumentów, ale także z jej stanem rzeczywistym. Widzę już kilka obszarów, w których możliwa jest optymalizacja. Daję sobie czas do końca miesiąca na głębokie wejście w instytucję, poznanie jej od środka i zweryfikowanie strategii, którą przygotowałem na konkurs. Chcę jeszcze raz usiąść nad swoim programem i sprawdzić, które elementy wymagają modyfikacji. Zobaczyłem też kilka rzeczy, których wcześniej nie przewidziałem, a które warto zrobić. Chciałbym później przedstawić je jako strategię teatru na najbliższe lata. Na jej realizację mam cztery lata i kilkanaście dni. Na tyle zostałem powołany.
Powołano pana do 2030 roku, na pięć sezonów artystycznych. Z tym, że do 2030 roku są cztery sezony artystyczne.
Jak rozumiem interpretację prawną, jeżeli obejmuje się stanowisko w trakcie trwającego sezonu artystycznego, jest on już liczony jako pierwszy sezon kadencji. Nawet jeśli to zaledwie kilkanaście dni.
W kontekście Teatru Osterwy może ważniejsze od tego, jakie spektakle zobaczymy, jest to, czy aktorom i publiczności nic nie spadło na głowę. Docierały do mnie informacje o pękających ścianach, odpadających z sufitu tynkach. Modernizacja to konieczność, a tymczasem w lutym br. instytucja wycofała wnioski o unijne dofinansowanie inwestycji. Co dalej? Czy wielka modernizacja według projektu pracowni AMC Chołdzyński kiedykolwiek dojdzie do skutku?
Projekt, który zgodnie z umową ma zostać odebrany we wrześniu, jest imponujący. To byłby teatr marzeń. Ale w sytuacji, gdy teatr wypadł z kolejki po środki europejskie, wydatkowanie tak dużych pieniędzy jest obecnie niemożliwe. Nie mówimy więc dziś o realizacji inwestycji w pełnym zakresie. Nie uważam jednak, że projekt należy włożyć do sejfu i o nim zapomnieć. Nie wolno rezygnować z ambitnych celów, ale trzeba je realizować w sposób realistyczny. Obecnie na pierwszym miejscu jest zabezpieczenie budynku. Najważniejsze jest bezpieczeństwo i niedopuszczenie do sytuacji, w której pewnego dnia nadzór budowlany wyłączy budynek z użytkowania.
Rozumiem, że obecnie budynek spełnia wymogi. Na kiedy datowany jest ostatni dokument, który to potwierdza?
Oprócz doraźnych kontroli duży przegląd odbywa się raz w roku – w listopadzie. Wydałem też w ostatnich dniach polecenie o pilnej kontroli jeszcze w tym tygodniu. Chciałbym, żeby jasne było jaki jest stan budynku w momencie, kiedy obejmuję funkcję.
Widzowie mogą czuć się bezpiecznie, bo jeżeli jest grany spektakl, to oznacza, że budynek może być użytkowany. Jednocześnie widzimy jego niepokojący stan. Dlatego będę zlecał kolejną ekspertyzę. Chciałbym poznać rzeczywistą, pierwotną przyczynę problemów i jak najszybciej podjąć działania. Mam deklarację Urzędu Marszałkowskiego, że jeśli będą one konieczne, odpowiednie prace zostaną przeprowadzone natychmiast.
Drugim celem jest poprawa funkcjonalności. To bardzo duży gmach, który nie jest dziś wykorzystywany w całości. Mamy wspaniałą dużą scenę, darzoną przez widzów ogromnym sentymentem. Każdy, kto na niej pracuje, wie jednak, że jest pokryta patyną. Projekt architektoniczny przewiduje jej znaczną rozbudowę. Przy zachowaniu zabytkowego charakteru i estetyki retro pod sceną miałaby się kryć nowoczesna maszyneria. Mamy też bardzo małą scenę z widownią na około 40 osób, która nie może funkcjonować równolegle. Scena kameralna jest dobrym miejscem na monodram czy eksperyment artystyczny. Wyobrażam sobie, że optymalna byłaby widownia na 100-150 osób, co przełożyłoby się również na poprawę sytuacji finansowej teatru.
Podsumowując: mamy bardzo dużą kubaturę budynku, a tylko dwie sale do grania, z których żadna nie jest satysfakcjonująca pod względem wielkości i zaplecza technicznego. Tymczasem ten budynek daje możliwość stworzenia kolejnej przestrzeni. Jest część po dawnej filharmonii, od około 30 lat wyłączona z użytkowania, z piękną salą kolumnową, która mogłaby pomieścić widownię nawet 150 osób. Widzę możliwość, żeby w miarę pozyskiwania środków od organizatora (UMWL – red.), ale także z dostępnych funduszy zewnętrznych, inwestycję realizować etapami.
Mówi pan, że na pierwszym miejscu jest zabezpieczenie budynku. Kiedy te prace zostaną przeprowadzone i ile potrwają?
Po zapoznaniu się z całością dokumentacji oraz przeprowadzeniu zleconych badań będę gotowy na rzetelną odpowiedź. Proszę dać mi jeszcze czas.
Czy można mówić o konkretnych terminach modernizacji, poza tym, że we wrześniu br. ma być oddany poprawiony projekt architektoniczny?
Jeżeli projekt zostanie odebrany we wrześniu, trzeba będzie przeprowadzić kolejną estymację kosztów i odpowiedzieć na pytanie, które jego elementy będzie można zrealizować przy dostępnych możliwościach finansowych. Kluczowy będzie tutaj dialog z Urzędem Marszałkowskim na temat środków.
Nie wydaje mi się, żeby możliwe było zrealizowanie tej inwestycji w pierwotnie zakładanej skali. Z prostego powodu: Unia Europejska nie przeznacza już na tego typu przedsięwzięcia tak dużych środków.
Nie znamy jeszcze kolejnej perspektywy finansowej. Rzeczywiście wiele mówi się o tym, że priorytety w wydatkowaniu środków unijnych mogą się zmienić.
Pana poprzednik, Krzysztof Adamczuk, w rozmowie z Kurierem Lubelskim powiedział, że projekt modernizacji został rozszerzony o możliwość budowy schronu w teatrze. Miałaby to być furtka pozwalająca pozyskać środki z innego źródła.
Jest to pomysł, który wydaje się dość rozsądny. Nie załatwi to jednak całego remontu i modernizacji. Trzeba działać krok po kroku. Dla mnie realizacja etapów remontu i modernizacji będzie takim zdobywaniem kolejnych przyczółków.
Jeśli remont ruszy, teatr będzie musiał się wynieść. Do Centrum Spotkania Kultur w miejsce Teatru Andersena?
Nie chcę na razie zdradzać szczegółów. Są dwa realistyczne warianty, a wybór jednego z nich wymaga analizy technicznej. Dobrze byłoby jednak, żeby w 2029 roku, kiedy uwaga środowiska kulturalnego będzie zwrócona na Lublin, teatr grał u siebie, miał własny repertuar i przemyślaną narrację. Gdyby projekt został odebrany we wrześniu, a następnie rozpoczęły się prace przygotowawcze i postępowania wymagane przez prawo zamówień publicznych, ich rozstrzygnięcie byłoby możliwe w trzecim lub czwartym kwartale 2027 roku.
Realne rozpoczęcie inwestycji przypadłoby więc na koniec 2027 roku. Przy pełnej modernizacji prace były planowane na trzy lata. Nie mam jeszcze odpowiedzi na pytanie, w jaki sposób można tę inwestycję segmentować. To wymaga dalszych analiz. Spotykamy się z dyrektorem Adamczukiem i zespołem inwestycyjnym, żeby przygotować plan.
Rola marszałkowskich instytucji kultury w Europejskiej Stolicy Kultury póki co jest mglista. W aplikacji konkursowej ESK Lublin 2029 w kontekście planowanych wydarzeń Teatr Osterwy nie jest wymieniany.
Niezależnie od tego, czy Teatr Osterwy otrzyma dodatkowe finansowanie z budżetu Europejskiej Stolicy Kultury, czy nie, o repertuarze na 2029 rok musi myśleć w kontekście ESK. W tym czasie zainteresowanie Lublinem będzie znacznie większe, podobnie jak ruch turystyczny. Repertuar nie powinien więc być przypadkowy. Powinien tworzyć spójną, własną opowieść. Lublin historycznie kojarzy się z Unią Lubelską i tę ideę unii możemy dzisiaj odczytać w sposób nowoczesny.
Nie szkoda panu, że Urząd Marszałkowski nie był zainteresowany dalszym współprowadzeniem teatru przez Ministerstwo Kultury? Była dodatkowa kasa, a teraz jej nie ma.
Nie do mnie należy komentowanie. Na pewno trzeba zabiegać o zwiększanie dotacji. Z punktu widzenia teatru najważniejsze jest zapewnienie środków na bieżącą działalność, przede wszystkim na przygotowywanie premier i późniejszą eksploatację spektakli.
W CSK pracują pana dobrzy znajomi z TVP – Jan Maria Tomaszewski i Beata Fido. Czy Fido będzie angażowana do spektakli wystawianych w Teatrze Osterwy?
Nie słyszałem o takim pomyśle. Ale tu muszę zaznaczyć, że jestem przeciwny politycznemu znakowaniu osób. Każdy z nas ma jakieś poglądy. W świecie kultury jest wiele osób o poglądach lewicowych, część ma poglądy centrowe. Ale w wolnym świecie kultury można mieć przecież także poglądy konserwatywne, prawicowe. To nie powinien być żaden znacznik. Jedyne kryterium powinno stanowić to, czy dana osoba wnosi coś do kultury, czy jest z jakiegoś punktu widzenia interesująca.
A planuje pan ściślejszą współpracę z jakimiś instytucjami? Na początku naszej rozmowy powiedział pan, że ceni Teatr Klasyki Polskiej. Więc może on?
Teatr Klasyki Polskiej na pewno. Ośrodek Praktyk Teatralnych w Gardzienicach także. Myślę też szczególnie w kontekście roku 2029 o teatrach z regionu, m.in. czeskich, litewskich, łotewskich i innych. Te rozmowy będą prowadzone systematycznie. Ze względu na postać samego Osterwy ważne będą także kontakty w Wilnem, zarówno teatrami litewskimi, jak i działającym tam polskim teatrem Studio. Będę także szukał formuły na współpracę ze scenami offowymi. Często dzieją się tam rzeczy ciekawsze niż w teatrze instytucjonalnym.
Kiedy poznał pan marszałka Jarosława Stawiarskiego?
Pan marszałek długo sprawuje swoją funkcję, a ja sam zajmowałem jeszcze nie tak dawno bardzo eksponowane stanowisko. Właśnie w takich okolicznościach się poznaliśmy.
Marszałek nie ukrywa, że priorytetem dla niego są drogi, szpitale i sport. Kultura jest gdzieś dalej. Będzie pan próbował zmienić nastawienie marszałka?
Znam wybitnych twórców, którzy zachowują podobny styl mówienia o kulturze, co marszałek Stawiarski. Liczy się jednak to, co dzieje się naprawdę, a przyzna pan, że Lubelszczyzna inwestuje w kulturę bardzo dużo, zarówno infrastrukturalnie, jak i programowo. Na pewno dużo się tutaj dzieje.
W dużej mierze to zasługa Urzędu Miasta. Większość wydarzeń, którymi Lublin kipi, szczególnie w okresie letnim, to wydarzenia miejskie. Jeśli natomiast chodzi o instytucje marszałkowskie, to ja tych sukcesów nie widzę.
Będę tu z panem polemizował. Mnie jednak interesuje Teatr Osterwy, a jak porównać go z innymi teatrami marszałkowskimi w Polsce, to nie ma on wcale złego budżetu. Więc to też jest dowód tego, że województwo przeznacza bardzo przyzwoite środki na teatr. Widzę też ogromny potencjał w stworzeniu czegoś, czego nie było dotychczas w Osterwie, czyli mecenatu. W Lublinie jest o to trudniej niż w Warszawie, ponieważ nie ma tutaj siedzib wielkich spółek. Jest natomiast duża grupa mikro-, małych i średnich przedsiębiorców. Dlatego przygotowuję skierowaną właśnie do nich ofertę mecenatu.
140 lat temu ten teatr powstał ze składek ówczesnych przedsiębiorców klasy średniej. Do tej tradycji chciałbym wrócić. Zresztą już dyrektor Adamczyk rozpoczął pewne procesy. Kilka dni temu mogłem odebrać samochody, które trafiły do teatru dzięki jego staraniom. Toyota jest jednym z pierwszych mecenasów teatru. Trudno było realizować projekt „Teatr Osterwy w drodze”, nie mając busa do przewożenia scenografii i aktorów. Wcześniej za każdym razem musieliśmy taki samochód wynajmować.
Dostał pan samochód służbowy?
Nie, nie potrzebuję. Bardzo lubię chodzić pieszo i biegać, dla zdrowia fizycznego i psychicznego. Podróżując między Warszawą a Lublinem, korzystam z pociągu, a ten czas wykorzystuje na czytanie, które kocham.
Zamieszka pan w Lublinie na stałe?
Jestem teraz w Lublinie od poniedziałku do piątku, plus w weekendy, jeżeli będą odbywały się wydarzenia.
Rozmawiał pan z Redbadem Klynstrą na temat Teatru Osterwy? Znacie się, prawda?
Poznaliśmy się jeszcze przed rokiem 2015 w Telewizji Republika. Potem gdy byłem szefem TVP Kultura to Redbad z Emilią Komarnicką mieli swój program „Nienasyceni”. Bardzo dobry zresztą. A zatem znamy się, ale w ostatnich miesiącach nie byliśmy w kontakcie.
Klynstra uważa, że zarząd województwa usunął go ze stanowiska, bo nie uległ naciskom w sprawie przetargu na inwestora zastępczego, który miał nadzorować modernizację teatru. Czy jest pan w stanie zagwarantować pełną autonomię swoich działań i, jeśli będzie trzeba, nie cofnie pan nogi?
Jestem autonomiczny w takim zakresie, jaki przewiduje prawo. Mam nad sobą organizatora, ale nie mam żadnych informacji, które świadczyłyby o istnieniu tutaj nacisków czy jakichkolwiek niedozwolonych praktyk. Jako dyrektor instytucji odpowiadam za transparentność i przeprowadzenie procesu modernizacji zgodnie z prawem zamówień publicznych. Wydaje mi się, że taka deklaracja powinna wystarczyć.
Redaktor Piotr Semka na łamach tygodnika „Do Rzeczy” nakreślił niedawno pana sylwetkę. Napisał, że powrót do funkcji publicznej utrudni panu zachowywanie tajemniczego milczenia wokół wydarzeń sprzed trzech lat, gdy wysłannicy nowo utworzonego rządu Donalda Tuska przejęli telewizję publiczną. Zdaniem niektórych prawicowych polityków i komentatorów miał pan nie utrudniać wejścia do TVP ekipie Tuska. To wersja light. Wersja hard mówi, że ułatwił pan im to wejście. Pada nawet oskarżenie o zdradę. Panie dyrektorze, proszę w końcu powiedzieć jak było?
Nie jestem zdrajcą. I nie chcę wchodzić w dyskusję na temat ocen politycznych.
Semka napisał również, że lider PiS Jarosław Kaczyński lubił prowadzić z panem długie rozmowy na tematy intelektualne. O czym rozmawialiście?
Może trzeba zapytać redaktora Semkę? (śmiech).
Platon? Arystoteles? Św. Augustyn?
Odmawiam odpowiedzi.
Mateusz Matyszkowicz (ur. 1981 w Żywcu) – filozof, publicysta i menedżer kultury. Absolwent filozofii na Uniwersytecie Jagiellońskim, studiował także teologię. Był redaktorem „Teologii Politycznej” i redaktorem naczelnym kwartalnika „Fronda Lux”. Współpracował z Telewizją Republika, gdzie prowadził program „Literatura na trzeźwo”, a później był gospodarzem „Chuligana literackiego” w TVP Kultura i radiowej Trójce. Z Telewizją Polską związał się w 2016 roku. Kierował TVP Kultura i TVP1, następnie wszedł do zarządu spółki, a w latach 2022-2023 był prezesem TVP. W lipcu 2026 roku komisja konkursowa zarekomendowała Matyszkowicza na stanowisko dyrektora Teatru im. Juliusza Osterwy w Lublinie. Funkcję zaczął pełnić od 10 sierpnia.
Do dwóch razy sztuka
W tym roku Urząd Marszałkowski Województwa Lubelskiego dwukrotnie próbował wyłonić nowego szefa Teatru Osterwy w konkursie. Pierwsze postępowanie ruszyło w lutym. Zainteresowanie nie było duże, dokumenty złożyło jedynie ko dwóch kandydatów: aktor i reżyser Artur Urbański oraz Ryszard Adamski, inspicjent i były kierownik artystyczny Teatru Akademickiego Uniwersytetu Warszawskiego. Komisja, której przewodniczyła Agnieszka Wolińska, dyrektorka Departamentu Kultury, Edukacji i Dziedzictwa Narodowego UMWL, odrzuciła kandydaturę Urbańskiego na etapie sprawdzania dokumentów. Adamski natomiast nie zdołał przekonać do siebie żadnego z członków komisji konkursowej.
Samorząd województwa spróbował ponownie w maju. Tym razem chętnych na to stanowisko było już osiem osób. W dziewięcioosobowej komisji znaleźli się: Agnieszka Wolińska jako przewodnicząca, Tadeusz Szymanek jako wiceprzewodniczący oraz Piotr Szczepanik – cała trójka z ramienia UMWL. Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego reprezentowali Małgorzata Mostek-Łączyńska i Michał Kotański. W komisji zasiedli również Andrzej Król ze Stowarzyszenia Nie Teraz w Tarnowie oraz Aleksandra Semeniuk ze Stowarzyszenia Lokalnie/Globalnie w Prusach. Teatralne związki zawodowe reprezentowali Piotr Bartoszewicz z Komisji Zakładowej NSZZ „Solidarność” przy Teatrze Osterwy oraz Michał Czyż z Komisji Zakładowej Związku Zawodowego Aktorów Polskich przy teatrze.
Większość kandydatów odpadła, zanim doszło do przesłuchania. Z powodów formalnych komisja nie dopuściła Jacka Suta, Przemysława Predygiera, Dominiki Lewandowskiej, Wojciecha Starosteckiego i Mariusza Malca. Do kolejnego etapu przeszli Krzysztof Kozyra i Mateusz Matyszkowicz, natomiast Marek Żerański musiał uzupełnić dokumentację. Ostatecznie komisja rozmawiała z całą trójką.
Największe poparcie zdobył Matyszkowicz. Pięciu członków komisji zagłosowało za jego kandydaturą, dwóch było przeciw, a dwóch wstrzymało się od głosu.