Logo
Recenzje

„Nosferatu” w Teatrze Wybrzeże zachwyca rozmachem

17.01.2026, 09:39 Wersja do druku

„Nosferatu” na motywach filmu Friedricha Wilhelma Murnaua w reż. Mariusza Grzegorzka w Teatrze Wybrzeże w Gdańsku. Pisze Magda Mielke w Teatrze dla Wszystkich.

fot. Rafał Skwarek/mat. teatru

Inspirując się niemym horrorem Friedricha Wilhelma Murnaua, Mariusz Grzegorzek podjął się trudnego zadania przekucia kultowego obrazu filmowego w sugestywne, teatralne doświadczenie. Efekt jest nie tylko zadowalający — „Nosferatu” to spektakl o wyjątkowym rozmachu inscenizacyjnym, dopracowany w najmniejszym detalu, konsekwentny estetycznie i bezkompromisowy w budowaniu atmosfery grozy. To tytuł, który zostaje z widzem na długo po opuszczeniu sali.

Już od pierwszych scen atmosfera mroku i napięcia jest gęsta jak mgła. Reżyser rezygnuje z dosłowności na rzecz teatralnej podróży w głąb lęku i obłędu, wciągając widza w świat, w którym granica między sceną a rzeczywistością niemal zanika. Sprzyja temu również sposób zorganizowania przestrzeni teatralnej — widownia została umieszczona bezpośrednio na scenie, dzięki czemu widz zostaje wciągnięty w mroczny świat przedstawienia, niemal fizycznie uczestnicząc w rozgrywających się wydarzeniach.

Trudno nie odnieść wrażenia, że „Nosferatu” jest spektaklem stworzonym po to, by w pełni wykorzystać efekty wieloletniego remontu i technologicznego unowocześnienia Dużej Sceny Teatru Wybrzeże. To przedstawienie sprawia ogromną wizualną przyjemność — scena nie jest tu statycznym miejscem gry, lecz dynamicznym organizmem. Porusza się, zmienia kształt, zapada i wynurza, pulsuje i „oddycha”, przywodząc na myśl żywą architekturę zamku hrabiego Orloka. Nowoczesny system zapadni pracuje intensywnie, a każda zmiana przestrzeni wpływa na rytm narracji i budowanie napięcia.

Spektakl imponuje rozmachem pod każdym względem, a zwłaszcza wizualnym. Każdy element scenografii działa jak narracyjny instrument — nie tylko jako tło, lecz jako współtwórca akcji. Projekcje multimedialne, silnie zakorzenione w estetyce kina grozy, momentami całkowicie przejmują funkcję scenografii, innym razem subtelnie ją uzupełniają, stając się integralnym elementem dekoracyjnym. Multimedia nie dominują nad aktorami, lecz współtworzą świat przedstawiony, wzmacniając jego ekspresjonistyczny charakter. Całość dopełniają oryginalne kostiumy, budujące wrażenie gotyckiego, niemal barokowego przepychu.

fot. Rafał Skwarek/mat. teatru

Równie istotna jest warstwa dźwiękowa — gęsta, wielowymiarowa i starannie skomponowana. To swoista symfonia brzmień, motywów i skojarzeń, w której odnaleźć można zarówno echa muzyki pop, opery i baletu, jak i klasyczne, rozpoznawalne środki znane z filmowych horrorów. Dźwięk nie pełni tu roli ilustracyjnej — jest równorzędnym narzędziem narracji, wzmacniając emocjonalny odbiór kolejnych scen. Podobnie efekty świetlne — momentami tak intensywne, że wywołują fizyczne reakcje widzów, pogłębiając immersję w przedstawienie. Wszystko to sprawia, że spektakl staje się niemal rytualnym doświadczeniem, a nie tylko scenicznym tworem.

Narracja prowadzona jest w szybkim tempie. Kolejne sceny układają się w zwartą, dynamiczną całość, a napięcie nie opada ani na moment. Rytm spektaklu jest precyzyjnie kontrolowany, a aktorzy utrzymują intensywność gry od pierwszej do ostatniej sceny, co sprawia, że przedstawienie ogląda się jak filmowy montaż — płynny, gęsty i pozbawiony zbędnych przestojów.

Ta filmowość wpływa również na sposób budowania ról. Postaci nie mają wiele przestrzeni na psychologiczne niuanse — funkcjonują raczej jako elementy większej całości niż autonomiczne byty dramatyczne. W tym kontekście szczególnie wyrazista okazuje się kreacja Nosferatu w wykonaniu Marka Puchowskiego — postać fizyczna, mroczna, niemal przeniesiona z klasycznego filmu Murnaua na scenę Wybrzeża. Doskonałą formę potwierdza Robert Ciszewski jako Jonathan Harker, konsekwentnie wpisując się w dynamiczną konwencję spektaklu. Na uwagę zasługuje także Robert Ninkiewicz jako R.M. Renfield, który pozwala sobie na groteskowe przerysowanie postaci i kradnie show w scenie z jajkiem. Udaną, subtelną kreację tworzy również Maria Wróbel — to jej druga rola w Teatrze Wybrzeże i kolejny dowód scenicznej dojrzałości.

„Nosferatu” to widowisko wizualnie oszałamiające, emocjonalnie gęste i estetycznie ambitne, w którym każdy element ma znaczenie. Od ruchu sceny, przez światło, dźwięk i multimedia, po kostiumy i precyzję aktorskiej gry — wszystko podporządkowane jest budowaniu spójnego, hipnotyzującego klimatu. Rozmach inscenizacyjny nie jest tu pustą demonstracją możliwości technicznych, lecz świadomie użytym środkiem wyrazu. Grzegorzek stworzył spektakl totalny: wizualnie olśniewający, technicznie brawurowy i konsekwentny w swojej mrocznej, gotyckiej wizji.

fot. Rafał Skwarek

Tytuł oryginalny

„Nosferatu” w Teatrze Wybrzeże zachwyca rozmachem

Źródło:

Teatr dla Wszystkich

Link do źródła

Autor:

Magda Mielke

Data publikacji oryginału:

17.12.2025

Sprawdź także