EN
25.10.2021, 13:26 Wersja do druku

Nie wierz mężczyznom

"Così fan tutte" Wolfganga Amadeusza Mozarta w reż. Pawła Szkotaka w Operze Nova w Bydgoszczy. Pisze Anita Nowak.

fot. Andrzej Makowski/mat. teatru

Już sam tytuł „Cosi fan tutte” czyli „tak czynią wszystkie”, brzmi bardzo seksistowsko. Zwłaszcza w świetle fabuły libretta Lorenza da Ponte. Mężczyźni zakładają się o wierność swych narzeczonych. Ale zakład nie jest uczciwy, bo wszelkimi możliwymi sposobami prowokują je do zdrady. By na końcu łaskawie im nielojalność wybaczyć. Że nic się w materii traktowania kobiet od XVIII wieku nie zmieniło potwierdza scenograf Mariusz Napierała, sytuując akcję na ruchomej tarczy ogromnego zegara, któremu za wskazówki służą długie zgrabne damskie nogi. Czas płynie, a kobiety są poniżane. I nie tylko. Przykładem scena Dorabelli z Ferrandem, kiedy ten próbuje zdobyć ją siłą.

Zegar obraca swoje wskazówki przez stulecia. Ciekawa inscenizacyjnie i bardzo wymowna jest zwłaszcza scena w szwalni , gdzie odziane w szare kostiumy dziewczyny, szyją na maszynach wstęgę w narodowych barwach Włoch, by potem udrapować ją na stojącym na cokole popiersiu wodza.  W oprawie plastycznej, a zwłaszcza w pięknych i oryginalnych kostiumach Agaty Uchman wiele jest aluzji do epoki włoskiego faszyzmu, ale też do innych systemów totalitarnych, w których naród jest zdominowany przez  służby mundurowe.

Ciekawe aluzje wizualne pojawiają się też w projekcjach multimedialnych Adama Kellera zwłaszcza subtelnie pokazane we wspomnieniach doznań erotycznych jednego z bohaterów. Reżyseria świateł Macieja Igielskiego dookreśla wiele przesłań i klimatów tej inscenizacji.

Eteryczna, kameralna muzyka Wolfganga Amadeusza Mozarta nie tylko maluje słodko- gorzką maskaradę, ale i dookreśla emocje postaci, ich charaktery. Tutaj,  jak w żadnym ze swych wcześniejszych dzieł, kompozytor głęboko wnika w ludzką psychikę, prezentuje wielostronność człowieczej natury. Nie jest moralistą, ale przedstawiając bardzo poważne i głębokie ludzkie rozterki, potrafił stworzyć teatr lekki, tryskający poczuciem humoru.

fot. Andrzej Makowski/mat. teatru

Poza uwerturą, która jest instrumentalnie zwartą zapowiedzią czekających publiczność zabawnych wydarzeń niczym plakat wprowadza w klimat komedii dell’arte, dyrygent Dawid Runtz prowadzi orkiestrę tak, by dać szanse na zaistnienie przede wszystkim solistom. I oni znakomicie to wykorzystują.

Inkrustowana pięknymi ariami muzyka stanowi o wielkości tej osiemnastowiecznej opery. Na niektórych ariach z tego dzieła wzorował się i to nawet dość znacząco kilkadziesiąt lat później Beethoven. Dotyczy to arii „Per pieta, ben mio, perdona” z II aktu, w bydgoskiej inscenizacji brawurowo wykonanej przez Julię Pruszak wcielającą się w postać Fiordiligi. Zresztą i ona, i Monika Korybalska, jako Dorabella zniewalająco brzmiały we wszystkich ariach. Także w scenach z  silnym głosem Janusza Żaka obie panią prezentują się  doskonale.

Zachwyca i bawi publiczność Hanna Okońska wcielając się w postać pokojówki Despiny,  Doktora i Urzędnika. Artystka ta nie tylko znakomita wokalnie, ale i aktorsko, każdej postaci daje inne brzmienie głosu i wymowę, każdą wyposażając w całkowicie odmienną mimikę i ruchy. Oczarowuje  bogactwem środków i komediową vis comicą.

Szymon Rona, znany dotąd z niebywałego talentu komicznego, w tej inscenizacji jako Ferrando ma też szanse w pełni zaprezentować swoje warunki głosowe. Leszek Skrla jako Don Alfonso, kreator tej całej podłej intrygi, dzięki swemu pięknemu głębokiemu barytonowi, budzi, zwłaszcza wśród żeńskiej części publiczności, uczucia bardzo mieszane. W końcu ten głos jednak zwycięża. No i aparycja też. Brawa dla jego kreacji są gromkie.

Ogromną zasługą sukcesu tego przedstawienia jest reżyseria Pawła Szkotaka i choreografia Iwony Runowskiej. Dzięki idealnemu twórczemu wykorzystaniu warunków technicznych teatru, a zwłaszcza istniejącej w tym teatrze od niedawna sceny obrotowej, akcja przedstawienia toczy się bardzo naturalnie, a artyści nie wykonują jednego zbędnego kroku czy obrotu. Pięknie wpisany w kompozycję całości jest znakomicie przygotowany przez Henryka Wierzchonia jest też chór Opery Nova.

Źródło:

Materiał nadesłany

Autor:

Anita Nowak