EN

30.11.2023, 14:48 Wersja do druku

„Nieziemska" uciecha

„Gołoledź" Jeremiego Przybory i Jerzego Wasowskiego w reż. Piotra Kosewskiego w Teatrze Niedużym w Sopocie. Pisze Barbara Pitak-Piaskowska, członkini Komisji Artystycznej IX Konkursu na Inscenizację Dawnych Dzieł Literatury Polskiej „Klasyka Żywa”.

fot. mat. teatru

Jerzy Wasowski i Jeremi Przybora to twórcy autorskiego Kabaretu Starszych Panów, który był realizowany w telewizji w latach 1958–1966. Odcinki, pełne inteligentnego i wysublimowanego humoru, na stałe wpisały się w kulturalny krajobraz Polski z okresu  PRL-u. Artystyczna działalność Wasowskiego i Przybory nie ograniczyła się jednak wyłącznie do wspomnianego przedsięwzięcia. Jakiś czas po zakończeniu emisji rzeczonego Kabaretu, artyści stworzyli spektakl Gołoledź. Wyemitowany w 1975 roku w ramach cyklu Teatr Nieduży, określony został mianem muzykału. Jak miała niegdyś stwierdzić Alina Janowska, słowo to, skądinąd słusznie kojarzące się z musicalem, ukuł wobec swego dzieła sam Wasowski twierdząc, iż do musicalu sensu stricto jest mu zwyczajnie daleko, i że Gołoledź postrzegać należy jako uboższego krewnego tego amerykańskiego gatunku. W realizacji z 1975 roku wystąpili między innymi Bohdan Łazuka, Marian Kociniak, Wojciech Pokora.

Przybora i Wasowski stworzyli świat absolutnie niepowtarzalny i nie do podrobienia, w którym fantazyjny, intrygujący i momentami makabryczny humor miesza się z niezwykle atrakcyjnymi aranżacjami muzycznymi, nadto szybko wpadającymi w ucho.

Gołoledź to rodzaj scenicznej makabreski, gdzie główni bohaterowie – rodzina Zapskich – to duchy. Zginęli w 1939 roku, w przeddzień wybuchu wojny, jednak nikt nie zainteresował się ich zniknięciem. Nie doczekali się pochówku. Dlatego do dzisiaj uwięzieni są w ruinach zamku znajdującego się na niebezpiecznym zakręcie drogi, gdzie przed laty doszło do feralnego wypadku. Irena i Edward jako „duchy nieaktualnych już osób”, niemające jednocześnie „środków do śmierci” wraz z córką Izą przebywają między światami. Od wielu już lat, rokrocznie, wyczekują tytułowej gołoledzi, która jest przyczyną wypadków drogowych, a ich ofiary śmiertelne mają szansę stać się nowymi znajomymi spragnionych rozrywki Zapskich.

„Gołoledź, ach, gołoledź!

Niepowtarzalna gra!?

Oj, wszędzie będzie boleć

gołoledź, le verglas!”

W jednej z takich kolizji bierze udział Waldemar Szwajcarski, specjalista inseminacji z pobliskiej wsi, który wychodzi z wypadku cało, ale z niezrozumiałych przyczyn nawiązuje z rodziną duchów kontakt werbalny i wzrokowy. Kiedy zakochuje się w Izie, która na dodatek jest wampirzycą posiadającą moc materializacji, okazuje się, że jedyną przeszkodą stojącą na drodze do ich szczęścia jest jego cielesna powłoka. Rozwiązaniem jakie majaczy na horyzoncie okazuje się być potencjalna samobójcza śmierć młodego mężczyzny.

Stowarzyszenie Teatr Nieduży z siedzibą w Sopocie sięgnęło niedawno po rzeczony tekst, wystawiając go na scenie Teatru Atelier im. Agnieszki Osieckiej. Jak się okazuje, przedstawienie jest kompilacją różnych istniejących wersji scenariusza. Reżyser Piotr Kosewski otrzymał od Fundacji Wasowskich dotychczas nigdzie nieudostępniany tekst Gołoledzi, który zestawiono z okrojoną wersją telewizyjną, którą znaleźć można w Dziełach (niemal) wszystkich Jeremiego Przybory zebranych przez Teresę Drozd. W ten sposób powstało w Sopocie przedstawienie odmienne od dostępnej po dziś dzień w internecie wersji z 1975 roku, bogatsze chociażby o takie utwory jak „Piosenka o młodej wampirzycy” czy „Biżuteria”.

Muzykał w reżyserii Kosewskiego jest przedstawieniem wyczulonym na rytm i słowo, z pietyzmem i szacunkiem traktującym specyficzny humor łączący w sobie ironię z poezją oraz liryką. Całość została zrealizowana bardzo prostymi środkami wyrazu, co w żadnym stopniu nie wpłynęło na jakość przedstawienia. Wręcz przeciwnie, prym wiodą tutaj: atencja dla dzieła Wasowskiego i Przybory, świetnie obsadzone role, a także talent wokalny wszystkich występujących artystów.

Jeśli chodzi o scenografię, to najbardziej rzucającym się w oczy elementem są trzy przezroczyste boksy, przywodzące na myśl trumny na kółkach, które czytam jako symbole duchów pojawiających się w spektaklu. Szereg innych pojedynczych rekwizytów takich jak przezroczyste krzesła, kask czy teczka pojawiają się przy okazji kolejnych wejść aktorów. Nadto kostiumy, bardzo wyważone i nienachalne, nawiązują do dwóch momentów historycznych. Stroje Ireny, Izabeli i Edwarda pochodzą z okresu międzywojennego, są przy okazji dość zaniedbane, lekko przykurzone, zwyczajnie nadgryzione zębem czasu. Pozostali bohaterowie mają na sobie ubrania rodem z lat siedemdziesiątych. Zarówno za scenografię jak i kostiumy odpowiedzialna jest Karolina Kociołkowska. Udało jej się stworzyć na scenie wrażenie rzeczywistości zawieszonej gdzieś pomiędzy – w ciemnej nieokreślonej przestrzeni dzieje się więc historia oscylująca na pograniczu makabreski i dowcipu.

Reżyser Piotr Kosewski, jednocześnie wcielający się w postać ducha Edwarda, obmyślił narrację w taki sposób, że całość nie dłuży się. Momentami irracjonalne perypetie bohaterów sprawiają, że fabuła nabiera rozpędu, a widz coraz bardziej zaciekawia się kolejnymi scenami. Wszyscy aktorzy występujący w Gołoledzi zasługują na uznanie. Zarówno ich umiejętności wokalne jak i aktorskie sprawiają, że świetnie wybrzmiewa na scenie humor i dystans do świata, tak charakterystyczny dla twórczości Wasowskiego i Przybory. Należy podkreślić, że większość ról została powierzona młodym adeptom sztuki aktorskiej, którzy są studentami bądź świeżo upieczonymi absolwentami uczelni artystycznych. Obok wspomnianego już Piotra Kosewskiego jako Edwarda czy Pauliny Wilczyńskiej jako Ireny (posiadających spore doświadczenie sceniczne) nie sposób odmówić talentu dziewczęcej Annie Nowak, która z niebywałą swobodą i lekkością interpretuje powierzone jej do wykonania utwory wcielając się w postać Izabeli. Należy też wyróżnić udany w swej dziarskości występ młodego Krzysztofa Chorzelskiego w roli Kurzypielca. Popis, jaki dał w trakcie utworu „Szef i ja”, spotkał się z niezwykle entuzjastyczną reakcją publiczności. Nadto, Piotr Sadkowski jako wójt ma w sobie wszystkie cechy polityka, które prezentuje, ważąc odpowiednio humor z dystansem, bez zbędnej przesady czy przerysowania.

Pod koniec spektaklu reżyser i aktor w jednej osobie, wychodzi niejako z roli i zwraca się bezpośrednio do widzów, informując, iż przygotowano dlań dwa zakończenia Gołoledzi. Jedno specjalnie z myślą o osobach kochających happy endy, drugie dla tej części publiczności, która gotowa jest na brak szczęśliwego zakończenia. Te dwie odmienne narracje stały się dobrym, bo dość nieprzewidywalnym, podsumowaniem ekscentrycznej, śpiewno-muzycznej – ba! muzykałowej – opowieści, którą byłam zauroczona jeszcze długo po wyjściu z teatru.

Jeremi Przybora (słowa) i Jerzy Wasowski (muzyka), Gołoledź, reż. Piotr Kosewski, Stowarzyszenie Teatr Nieduży, prem. 30 września 2023 na scenie Teatru Atelier w Sopocie.


Źródło:

Materiał własny

Wątki tematyczne