EN
05.07.2022, 11:47 Wersja do druku

Nieoczywiste inspiracje baletowe

„Tryptyk baletowy: Bolero / Mandragora / Displaced" w choreogr. Jacka Przybyłowicza, Grzegorza Brożka i Joshui Leggego w Teatrze Wielkim w Łodzi. Pisze Jacek Marczyński w „Ruchu Muzycznym".

fot. mat. teatru

W Łodzi Mandragora Szymanowskiego nie jest bajką z podtekstem erotycznym, a Bolero Ravela zamiast energii zyskało zaskakującą radość


Elgar pozostawał pod wpływem późnego romantyzmu, Ravel dbał o lekkość faktury i precyzję formy, a Szymanowski ciągle zmieniał swoje zainteresowania muzyczne. W premierze baletowej zespołu Teatru Wielkiego w Łodzi tak różnych twórców połączyli trzej choreografowie, którzy wybrali utwory powstałe w pierwszej dekadzie po zakończeniu wielkiej wojny. Na tym podobieństwa się kończą.

Australijczyk Joshua Legge, od 2019 roku solista łódzkiego Teatru Wielkiego, wybrał Koncert wiolonczelowy e-moll op. 85 Elgara, w którym partię solową ładnie zinterpretowała koncertmistrzyni orkiestry Agnieszka Kołodziej. W balecie Displaced Legge wykorzystał elegijną muzykę brytyjskiego kompozytora do opowieści o ludziach wykluczonych i zagubionych we wrogim świecie, który pomysłowo symbolizuje scenografia Mariusza Napierały.

Choreograf szczęśliwe uniknął realizmu, ludzką bezradność przedstawił delikatnymi środkami, a wyraziście, choć niedoskonale radził sobie z różnicowaniem scen zbiorowych. Zdecydowanie ciekawiej skomponował duety, zwłaszcza ten dla Karoliny Urbaniak i Dominika Senatora do Adagia koncertu Elgara.

Lepiej potrafi tworzyć sceny zespołowe Grzegorz Brożek, od 2014 roku tancerz łódzkiego Teatru Wielkiego. Wykorzystał Mandragorę Szymanowskiego napisaną w 1920 roku dla Leona Schillera, wystawiającego Mieszczanina szlachcicem. W oryginalnym libretcie, nawiązującym do commedii dell’arte, korzeń mandragory przywrócił sprawność erotyczną staremu królowi. Sto lat później mandragora stała się symbolem władzy, o którą walczą członkowie korporacyjnej społeczności, by zdobyć w niej lepszą pozycję lub odzyskać wewnętrzną wolność. Ta Mandragora to bardziej teatr tańca. Choć dramaturgia nie jest klarowna, kilka postaci – w wykonaniu Valentyny Batrak (Mandragora), Chase’a Vininga (Cudak), Boglárki Novák (Dziunia) i Riho Okuno (Zołza) – zostało zarysowanych wyraziście.

Trzeci twórca – Jacek Przybyłowicz – należy do czołówki polskich choreografów, nic więc dziwnego, że postawił sobie najambitniejsze zadanie. Bolero to nie tylko muzyczny hit, ale i ikoniczny tytuł w historii baletu. Ravel skomponował je w 1928 roku dla zespołu Idy Rubinstein, ale w 1961 roku Maurice Béjart nadał mu tak genialny kształt sceniczny, że kolejne generacje choreografów nie potrafią się od niego uwolnić. Jacek Przybyłowicz postanowił spróbować. Béjart – zgodnie z partyturą Ravela – tworzył układ od jednego tancerza do całej trupy, z narastającą ekspresją i pulsującym, coraz mocniejszym rytmem. Choreografia Przybyłowicza to migotliwy kolaż scenek, mieszanka pomysłów realizowanych na pointach, na półpalcach oraz tańca współczesnego. Mniej tu ekspresji i siły, bardziej dostrzegalna jest czysta radość, którą potrafił przekazać widzom zespół baletowy łódzkiego teatru, zainspirowany także przez dyrygenta Adama Banaszaka.

Tytuł oryginalny

Nieoczywiste inspiracje baletowe

Źródło:

„Ruch Muzyczny” nr 13 online

Link do źródła