„Uciec od rozpaczy. Życie romantyczne zamknięte w monodramie” według tekstów Antoniego Malczewskiego, Adama Mickiewicza, Zygmunta Krasińskiego i Juliusza Słowackiego, w reż. Doroty Bator i Anny Wieczorek w Opolskim Teatrze Lalki i Aktora na XXI Międzynarodowym Festiwalu Wyobraźni i Mozliwości Teatru Lalek Anima 2026 w Olsztynie. Pisze Wiesław Kowalski.
Są teksty literackie, które najpierw poznajemy jako obowiązek, a dopiero później — jeśli mamy szczęście — odkrywamy jako doświadczenie. Romantyzm polski należy do tej szczególnej grupy dzieł, które przez szkolną konieczność bywają dla wielu osób bardziej ciężarem niż spotkaniem. „Uciec od rozpaczy. Życie romantyczne zamknięte w monodramie” Anny Wieczorek i Doroty Bator podejmuje próbę ponownego otwarcia tych tekstów, ale nie poprzez ich uwspółcześnianie czy przepisywanie. Bardziej interesuje je pytanie, co pozostaje z romantycznych bohaterów, kiedy odebrać im historyczny kostium i spojrzeć na nich jak na ludzi przeżywających emocje, które nie potrzebują dodatkowych objaśnień.
Obejrzany podczas Festiwalu Anima 2026 w Olsztynie spektakl nie jest przedstawieniem o romantyzmie jako epoce. Nie zajmuje się przede wszystkim sporami ideowymi, narodowymi mitami ani politycznymi kontekstami, które przez lata wyznaczały sposób czytania Mickiewicza, Słowackiego czy Krasińskiego. Jego przestrzenią jest raczej to, co prywatne: samotność, rozpacz, poczucie niedopasowania, pragnienie bycia usłyszanym. To romantyzm przeżywany od środka, a nie oglądany wyłącznie z perspektywy podręcznika.
Anna Wieczorek staje na scenie jako ktoś zawieszony pomiędzy dwoma światami. Nie jest wyłącznie aktorką interpretującą teksty dawnych poetów, ale także osobą, która pamięta własne spotkanie z nimi. W jej obecności pojawia się coś z opowieści kogoś, kto po latach wraca do książek przeczytanych kiedyś z konieczności i odkrywa, że pod warstwą trudnych słów kryją się emocje zaskakująco bliskie współczesności.
Ta relacja z widzem jest jednym z najważniejszych elementów przedstawienia. Wieczorek nie występuje w roli przewodniczki po romantycznym muzeum. Nie prowadzi wykładu i nie próbuje przekonać publiczności, że wielkie dzieła trzeba podziwiać. Raczej zaprasza do wspólnego sprawdzenia, czy głosy sprzed dwóch stuleci nadal mogą spotkać się z naszym własnym doświadczeniem.
W tym ujęciu bohaterowie romantyczni przestają być figurami zamkniętymi w kanonie. Kordian, Konrad czy Karusia nie pojawiają się jako postaci sprowadzone do jednego symbolicznego znaczenia, lecz jako ludzie próbujący odnaleźć język dla własnych lęków, pragnień i samotności. Najważniejsze nie jest tutaj to, co reprezentują, ale to, co przeżywają.
Sceniczny świat przedstawienia działa jak przestrzeń pamięci. Ciemna, oszczędna scenografia nie rekonstruuje romantycznego pejzażu, lecz tworzy miejsce, w którym z nieokreślonej materii wyłaniają się fragmenty dawnych historii. Obecne na scenie przedmioty nie pełnią funkcji prostych ilustracji bohaterów. Ich znaczenie rodzi się dopiero w kontakcie z ciałem aktorki — raz stają się znakiem konkretnej postaci, innym razem materialnym śladem emocji, których nie sposób wypowiedzieć wyłącznie słowami.
Właśnie tutaj ujawnia się doświadczenie teatru lalek i teatru formy. Przedmiot nie jest jedynie rekwizytem, ale partnerem aktorki. Czasem przejmuje część jej ciała, czasem pozwala przywołać kogoś nieobecnego, czasem pozostaje tajemniczym obiektem uruchamiającym wyobraźnię. Spektakl nie pokazuje romantycznych bohaterów wprost — pozwala, aby pojawili się poprzez ślady, jakie po sobie pozostawili.
Największą siłą monodramu jest konsekwencja w budowaniu intymnej relacji między aktorką, tekstem i widzem. Wieczorek potrafi przejść od codziennego tonu rozmowy do intensywności scenicznego wyznania. Dzięki temu romantyczne fragmenty nie brzmią jak recytacja obowiązkowych lektur, lecz jak słowa, które ktoś próbuje na nowo wypowiedzieć i zrozumieć.
Nie wszystkie wybory przedstawienia wydają się jednak równie przekonujące. „Uciec od rozpaczy” bardzo mocno pozostaje w estetyce romantycznej ciemności. Powaga, melancholia i wzniosłość są tutaj niemal stale obecne. Więcej kontrapunktów, większa gotowość do rozbijania tego tonu mogłaby jeszcze mocniej wydobyć współczesny wymiar przywoływanych tekstów. Romantyzm przecież nie składa się wyłącznie z cierpienia — mieści w sobie także ironię, gwałtowność, zachwyt i sprzeczność. Paradoksalnie jednak właśnie ta konsekwencja sprawia, że spektakl pozostaje wierny własnej idei. Nie próbuje za wszelką cenę oswoić romantyków. Nie zamienia ich w atrakcyjny współczesny produkt. Pozwala im zachować trudność, ciemność i pewną przesadę, która jest przecież częścią ich siły.
„Uciec od rozpaczy” nie odpowiada na pytanie, czy rzeczywiście można od niej uciec. Raczej pokazuje, że sama świadomość, iż ktoś wcześniej przeżywał podobny lęk, samotność czy zagubienie, może mieć znaczenie. Literatura nie musi przynosić pocieszenia ani gotowych rozwiązań. Czasem wystarczy, że po wielu latach nadal potrafi powiedzieć: ktoś już kiedyś czuł to samo. I może właśnie dlatego romantycy wciąż wracają. Nie dlatego, że są pomnikiem przeszłości, ale dlatego, że pod wielkimi słowami nadal kryje się człowiek.