Logo
Recenzje

Nie skrywać miłości

12.11.2025, 11:43 Wersja do druku

„Tęsknię za domem” Radosława B. Maciąga w reż. autora z Teatru im. Jana Kochanowskiego w Radomiu na 24. Festiwalu Prapremier w Teatrze Polskim w Bydgoszczy. Pisze Anita Nowak.

fot. Bogdan Karczewski / mat. teatru

Tak realistycznej scenografii, jaką stworzyła do spektaklu „Tęsknię za domem” Radosława B. Maciąga, Dominika Nikiel, od kilkudziesięciu lat w teatrze nie widziałam. Dawno też nie spotkałam też podobnego wnętrza w realu. Meblościanka na wysoki połysk, kanapa zakryta kwiecistą kapą, święty obraz w złoconej ramie itp. W pierwszej chwili można byłoby pomyśleć, że akcja sztuki będzie rozgrywać się jeszcze w czasach komuny. Ale kiedy na scenie pojawili się aktorzy i zaczęły padać pierwsze kwestie, okazało się, że to domownicy mentalnie związani są z tamtą epoką, a wyjątek stanowi odwiedzający rodzinne gniazdo syn- artysta, który po studiach na warszawskiej ASP, na stałe zakotwiczył się w stolicy. Ale konflikt rodzinny jaki przez ok. dwóch godzin obserwujemy na scenie, nie wynika z różnic obyczajowych między środowiskiem robotniczym, z jakiego się Maciej już się wyzwolił, a tkwiącymi cięgle w nim pozostałymi członkami rodu. Wywodzi się on z wzajemnego niezrozumienia pomiędzy wszystkimi bohaterami. Cała akcja jest jedną wielką sprzeczką, przechodzącą chwilami w przeplataną licznymi akcentami humorystycznymi, awanturę, prowadzącą w końcu do prawdziwej tragedii.

W spektaklu jest wiele ciekawych ról. Od nestorki rodu, matki pana domu, Irka, począwszy. To genialnie zagrana prze Iwonę Pieniążek postać demencyjnej staruszki; po trosze smutnej, po trosze przestraszonej. Powoli, ostrożnie zmierzając w kierunku kanapy, jest bardzo wiarygodna ruchowo. A kiedy już na niej zasiada, przez cały czas bardzo subtelnie gra twarzą, a nawet chwilami samymi oczami, w których odbijają się nastroje panujące wokół niej.

Znakomicie w roli zaszczutego przez otoczenie, a zwłaszcza nierozumiejącą jego wrażliwego wnętrza żonę, Irka, odnajduje się Piotr Konrad. Gra alkoholika, nie nadużywając jednak, o co w tej roli nietrudno, teatralnych środków wyrazu. Wzbogaca wnętrze bohatera skrywanym cierpieniem, którego poza synem artystą, bardzo dobrze zagranym przez Filipa Łannika, nikt nie dostrzega. On jeden rozumie ojca, pamięta o jego skrywanych marzeniach, które inni lekceważą, uważając za fanaberie. Okrutną megierę, pełną pretensji do wszystkich domowników z ogromnym temperamentem gra Izabela Brejtkop. Aktorka tę świetnie zresztą napisaną rolę Matki wypełnia skrajnymi emocjami, okrucieństwem i szorstkością w sposobie bycia, pod którymi, jak się potem okazuje, skrywa wrażliwe jednak wnętrze. W prostego robotnika bez wyższych ambicji i marzeń wciela się Mateusz Paluch jako brat Maćka, Sylwek, a jego zahukaną i lekceważoną przez teściową żonę wiarygodnie gra Natalia Samojlik.

Jeśli zaś chodzi o sam spektakl, to trochę nieznośnie się ciągnął. Reżyser i autor w jednej osobie mógł spokojnie powściągnąć nieco rozbujaną już wenę twórczą i dokonać sporych skrótów. No i przyspieszyć nieco tempo całości. Godzina piętnaście bez przerwy, to byłby czas idealny.

Źródło:

Materiał nadesłany

Autor:

Anita Nowak

Sprawdź także