EN

8.05.2024, 09:09 Wersja do druku

Na wojnie nie ma wygranych

„Prime Time” Wiesławy Sujkowskiej w reż. Anny Sroki-Hryń w Teatrze Polskim w Warszawie. Pisze Zuzanna Liszewska-Soloch w „Teatrologii.info”.

fot. Karolina Jóźwiak

Spektakl Prime Time jest poświęcony Waldemarowi Milewiczowi, który w 2004 roku zginął (a także jego montażysta) w wyniku ran postrzałowych w Iraku, gdzie dotąd poniosło śmierć 66 dziennikarzy i 30 ich współpracowników. To niezwykle poruszająca opowieść o codzienności korespondenta wojennego i o tym, jaką cenę płaci on za życie w ciągłym napięciu i na adrenalinie. Milewicz odważnie i wyraziście relacjonował przebieg dramatycznych wydarzeń z Bośni, Kosowa, Kambodży, Rwandy, Somalii, Etiopii i innych miejsc krwawych konfliktów. Wiesława Sujkowska napisała sztukę, która wykracza poza spektakl biograficzny. Życie Milewicza jest tu raczej inspiracją do szerszych rozważań. Notabene autorka tekstu skończyła go pisać dwa tygodnie przed wybuchem wojny w Ukrainie, gdzie w ciągu pierwszych ośmiu miesięcy zginęło 39 dziennikarzy.

Grającemu Milewicza Sławomirowi Grzymkowskiemu udało się porwać widzów. Bez zbędnego patosu i powściągliwie stawia pytania o dobro i zło, postawę człowieka w sytuacjach ekstremalnych i rolę przypadku w ludzkich dramatach.

Na scenie towarzyszy mu jedynie Robert Siwek, grający na żywo orientalną, etniczną, tworzącą nastrój muzykę oraz kilka skromnych przedmiotów – garnitur, buty, zegarek – rekwizyty cywilizowanego świata.

Głównie za pomocą słowa przenosimy się z bohaterem w najniebezpieczniejsze zakątki globu i obserwujemy dramatyczne rozłąki rodzin i ich walkę o przetrwanie – kobiet, dzieci, a nawet zwierząt – w obliczu głodu i strachu,. Nie nadążamy już ze śledzeniem za pośrednictwem mediów będących na porządku dziennym wojennych potworności. Z wygodnej kanapy oswajamy się jednocześnie z okrucieństwem, znieczulamy na nie, nie wiemy, jak reagować.

Kiedy wchodzimy na widownię, na pustej niemal, ascetycznej scenie imitującej pustynny krajobraz, gdzie dużą rolę odgrywa zmieniające się światło, czeka już aktor, leżący w pozycji embrionalnej, całkowicie bezbronny.

Może jego postać dopiero się narodzi i dokona takich, a nie innych wyborów, by zmieniać świat oraz stanie się, jak na korespondenta wojennego przystało, “trzy razy “r” – roztrzęsiony, rozpity i rozwiedziony” a na końcu “z” – zabity? Przy nim znajduje się miednica z wodą, w której po wstaniu przemyje zmęczoną twarz.

Czy taka jest cena ciekawego życia? – pyta w pewnym momencie. Przed oczami wciąż stoją mu ofiary wojennych kataklizmów – “te, które nie żyją i te które przeżyły piekło i żyją nadal”. Czy mają dawać świadectwo? A korespondenci – świadkowie gwałtów, rozrywania ludzi przez bomby, śmierci z głodu? Czy można zrobić coś więcej niż – często z narażeniem życia – obserwować to i rejestrować, by media pokazały te obrazy w prime timie?

Czy to zachwyt nad tęczą przerwał kanonadę, czy skończyła się amunicja? Czy dziewczynka ściskająca oderwaną od ciała głowę swojej mamy, której nie chciała wypuścić, aż nie nadeszła pomoc – wyleczy się kiedyś z traumy?

Czy po tym wszystkim, co się widziało, po powrocie z takiej misji można normalnie żyć, wyjść na spacer ze znajomymi, nakarmić psa? Czy da się nadal wierzyć w człowieka, z którego przecież bierze się często niewyobrażalne zło?

Godzina spektaklu mija niespodziewanie szybko, w oczach pojawiają się łzy. Przedstawienie w reżyserii Anny Sroki – Hryń to pozycja absolutnie obowiązkowa! Zwłaszcza gdy zaczynamy czuć, że doniesienia o wojnie czy w Ukrainie, czy w Izraelu zaczynają nużyć i powszednieć.

Tytuł oryginalny

NA WOJNIE NIE MA WYGRANYCH

Źródło:

„Teatrologia.info”

Link do źródła

Autor:

Zuzanna Liszewska-Soloch

Data publikacji oryginału:

02.05.2024