Teatr zaczyna się jeszcze przed podniesieniem kurtyny – w przestrzeni, atmosferze i relacji z widzem. O tej filozofii opowiada Małgorzata Potocka, założycielka Teatru Sabat – jedynego teatru rewiowego w Polsce.
Jak przestrzeń i forma teatru wpływają na odbiór sztuki?
Przestrzeń w teatrze nie jest tłem. Ona jest partnerem artysty.
Kiedy tworzyłam Teatr Sabat, od początku wiedziałam, że nie chcę klasycznej, chłodnej sceny oddzielonej od widowni murem ciemności. Chciałam miejsca intymnego, eleganckiego, w którym publiczność oddycha tym samym powietrzem co artyści. Bo forma przestrzeni buduje emocję jeszcze zanim padnie pierwszy dźwięk.
W Sabacie widz nie jest anonimowy. Siedzi blisko sceny, widzi detal kostiumu, ruch dłoni, błysk w oku tancerki. Ta bliskość sprawia, że odbiór staje się osobisty. Nie ogląda się spektaklu — uczestniczy się w nim.
Forma teatru — jego architektura, światło, układ stolików, nawet sposób podania kolacji — wprowadza w określony świat. To nie jest przypadek. To jest reżyseria przestrzeni. Jeżeli wchodzisz do miejsca, które jest zmysłowe, eleganckie, dopracowane w każdym detalu, twoja wrażliwość otwiera się szybciej. Publiczność czuje, że wchodzi w rytuał.
Teatr to nie tylko tekst i wykonanie. To atmosfera. A atmosfera rodzi się z przestrzeni.
Ja zawsze powtarzam: scena zaczyna się już przy wejściu do foyer. Jeśli widz od pierwszej chwili czuje, że znalazł się w innym świecie — wygrałam.
Czy widz przychodzący na rewię szuka czegoś więcej niż spektaklu?
Oczywiście, że tak. Gdyby chodziło tylko o spektakl, wystarczyłaby transmisja w telewizji.
Widz przychodzący na rewię szuka przeżycia. Szuka emocji, piękna, wzruszenia, ale też pewnego rodzaju święta. Rewia jest obietnicą luksusu – nie w sensie materialnym, tylko w sensie estetycznym i duchowym. To moment, w którym pozwalamy sobie na zachwyt.
Do Sabatu nie przychodzi się przypadkiem. Przychodzi się, żeby poczuć atmosferę, żeby oderwać się od codzienności, żeby przez dwie godziny znaleźć się w świecie elegancji, muzyki, tańca, blasku kostiumów i kobiecej siły. Rewia jest jak dobrze skomponowany koktajl – ma smak, kolor, rytm i temperaturę.
Myślę, że widz szuka także potwierdzenia, że piękno nadal istnieje. Że można usiąść przy stoliku, napić się lampki wina i patrzeć na scenę z zachwytem, bez ironii, bez cynizmu. To jest bardzo potrzebne w dzisiejszych czasach.
Rewia daje coś jeszcze – wspólnotę. Publiczność reaguje razem, śmieje się razem, wzrusza się razem. To buduje więź, której nie zastąpi żaden ekran.
Więc tak – widz szuka czegoś więcej niż spektaklu. Szuka doświadczenia. A ja czuję ogromną odpowiedzialność, żeby to doświadczenie było wyjątkowe.
Jak buduje się atmosferę, która staje się znakiem rozpoznawczym teatru?
Atmosfery nie buduje się dekoracją. Atmosferę buduje się konsekwencją.
Od pierwszego dnia wiedziałam, że Sabat ma mieć charakter. Nie „ładny wystrój”, nie „ciekawy program”, tylko tożsamość. A to oznacza, że każdy detal musi opowiadać tę samą historię. Światło, muzyka, kostium, sposób, w jaki witamy gości, ton zapowiedzi ze sceny – wszystko musi być spójne.
Atmosfera rodzi się z wizji. Jeśli dyrektor nie ma wyraźnego gustu i odwagi, żeby go bronić, miejsce będzie nijakie. Ja zawsze wiedziałam, że Sabat ma być elegancki, zmysłowy, odważny, ale nigdy wulgarny. Kobiecy, ale silny. Klasyczny, ale żywy.
Buduje się ją także ludźmi. Zespół musi rozumieć ducha miejsca. Artysta, który wychodzi na scenę, powinien czuć, że reprezentuje coś większego niż siebie – markę, tradycję, pewien styl. Jeśli tancerka, kelner, konferansjer i garderobiana mają tę samą energię – wtedy publiczność to wyczuwa.
I wreszcie – powtarzalność jakości. Widz musi mieć pewność, że niezależnie od dnia tygodnia, dostanie ten sam poziom emocji i estetyki. Zaufanie buduje legendę.
Atmosfera staje się znakiem rozpoznawczym wtedy, kiedy ludzie mówią: „To jest Sabat”. Nie dlatego, że widzą logo. Tylko dlatego, że czują klimat.
A klimat, w teatrze, jest najcenniejszą walutą.
Jak zmienił się współczesny widz – czego dziś oczekuje od teatru?
Współczesny widz jest bardziej świadomy – i bardziej wymagający.
Dziś żyjemy w świecie natychmiastowych bodźców. Obraz, dźwięk, informacja – wszystko jest dostępne w sekundę. Teatr nie może z tym konkurować szybkością. On musi konkurować jakością i prawdą emocji.
Dzisiejszy widz oczekuje autentyczności. Nie chce bylejakości ani udawania. Jeśli wychodzi z domu, poświęca wieczór, ubiera się elegancko – to znaczy, że chce przeżyć coś wyjątkowego. Chce czuć, że uczestniczy w wydarzeniu, a nie w produkcie.
Zauważam też, że widz pragnie doświadczenia kompletnego. Nie tylko spektaklu, ale całej oprawy – atmosfery, kontaktu z artystą, poczucia elitarności chwili. To jest ogromna zmiana. Teatr stał się przestrzenią przeżycia, a nie tylko odbioru.
Jednocześnie współczesny widz jest bardziej otwarty. Nie boi się formy, łączenia stylów, odważnej estetyki. Ale oczekuje sensu. Nawet w rewii – która jest gatunkiem rozrywkowym – musi być myśl, rytm, dramaturgia.
Myślę też, że w dzisiejszych czasach teatr pełni rolę azylu. Ludzie są zmęczeni chaosem, konfliktem, nadmiarem informacji. Szukają piękna, harmonii, klasy. I właśnie to powinniśmy im dawać – nie ucieczkę od rzeczywistości, lecz przestrzeń oddechu.
Teatr nie przestał być potrzebny. On jest potrzebny bardziej niż kiedykolwiek. Tylko musi pamiętać, że widz już nie przychodzi z przyzwyczajenia. Przychodzi z wyboru. A wybór trzeba codziennie uzasadniać jakością.
Jaką rolę może pełnić teatr rozrywkowy w świecie przyspieszonym, pełnym niepewności?
Teatr rozrywkowy wcale nie jest „lżejszy” w swojej misji. On jest potrzebny w sposób fundamentalny.
W świecie, który pędzi, który bombarduje nas lękiem, informacją, napięciem – teatr rozrywkowy może być przestrzenią równowagi. Nie po to, żeby udawać, że problemy nie istnieją. Ale po to, żeby przypomnieć, że życie ma również wymiar piękna, śmiechu, muzyki, zmysłowości.
Rozrywka to nie jest powierzchowność. Dobrze zrobiona rewia wymaga dyscypliny, inteligencji, dramaturgii i ogromnej pracy zespołowej. A jej efekt? Ulga. Zachwyt. Energia.
W czasach niepewności ludzie potrzebują światła. Dosłownie i w przenośni. Potrzebują wspólnego śmiechu, wspólnego rytmu oklasków, wspólnego momentu, w którym zapominają o tym, co trudne. To nie jest eskapizm – to regeneracja.
Teatr rozrywkowy może też budować poczucie wspólnoty i elegancji. W Sabacie dbamy o to, by widz czuł się wyjątkowo. Żeby wieczór w teatrze był świętem. A święta są nam potrzebne szczególnie wtedy, gdy codzienność jest chaotyczna.
Ja wierzę, że piękno ma siłę terapeutyczną. Że muzyka i taniec potrafią przywrócić wiarę w harmonię świata – choćby na kilka godzin.
I czasem te kilka godzin jest dokładnie tym, czego człowiekowi potrzeba, żeby następnego dnia znów mieć siłę.
***
Małgorzata Potocka – twórczyni Teatru Sabat, jedynego teatru rewiowego w Polsce. Choreografka, reżyserka i ikona polskiej rewii. Od ponad 25 lat rozwija jedyną w Polsce rewię na światowym poziomie.