Już wkrótce w Teatrze Polskim we Wrocławiu dwie premiery w reżyserii Marty Streker: 30 maja 2026 – „Gospodarstwo zwierząt. Opowieść”, a 5 czerwca „Folwark zwierzęcy”. Oba spektakle powstały na podstawie „Folwarku zwierzęcego” George’a Orwella. O nowym odczytaniu kanonicznej lektury rozmawiają Marta Streker i Joanna Degler.
Joanna Degler: „Folwark zwierzęcy” był książką zakazaną, czytaną w drugim obiegu. Dziś to w pełni oswojona lektura szkolna, często odczytywana dość jednowymiarowo – jako alegoria stalinizmu czy w ogóle totalitaryzmu. Jak w swojej realizacji próbujesz wyjść poza ten sposób czytania?
Marta Streker: Myślę, że najważniejsze jest wykorzystanie podstawowego narzędzia teatru, czyli emocji. Na poziomie interpretacyjnym łatwo nazwać „Folwark zwierzęcy” przypowieścią o systemach czy mechanizmach władzy i wskazać jego historyczne odniesienia. W pracy z aktorami jednak, jakkolwiek banalnie by to nie brzmiało, wychodzimy od stanów emocjonalnych. I to one są przekształcane – od zarania dziejów są właściwie takie same i wciąż tworzą te same mechanizmy.
Realizujecie równolegle dwie wersje spektaklu – dla dzieci i dla dorosłych. W przypadku wersji familijnej, przygotowywanej pod tytułem „Gospodarstwo zwierząt. Opowieść”, pojawia się pytanie, czy „Folwark zwierzęcy” jest dla młodej publiczności odpowiedni. Czy nie jest zbyt brutalny, zbyt polityczny?
Rzeczywiście, to było dla nas problematyczne. Zdecydowaliśmy się wersję familijną spektaklu zakończyć pozytywnie, ale pozostajemy blisko rzeczywistości orwellowskiej. Nie jestem zwolenniczką teatru dla młodego widza, który zakłada, że wszystkie historie muszą kończyć się happy endem. Chcemy wierzyć, że nasze dzieciństwo było piękniejsze niż w rzeczywistości. To jest idealizacja, mechanizm, który każe nam dzieciństwo romantyzować. A młody widz jest niezwykle przenikliwy i wyczuwa to oszustwo w sekundę.
Zwłaszcza że dzieciom trudniej oprzeć się terrorowi grupy. Trudniej się sprzeciwić, kiedy dopiero szuka się własnej tożsamości, a ktoś przejmuje ster i narzuca hasła.
Właśnie. Nie oszukujmy się: problem bullyingu, hejtu, prześladowania, znęcania się – wszystko to towarzyszy młodym ludziom. Na co dzień, w życiu realnym i w Internecie. Nie wydaje mi się, żeby „Folwark zwierzęcy” był jakąś szczególną grozą w zderzeniu z tym, czego oni doświadczają w swoim życiu. „Folwark…” pokazuje, że nie jest łatwo oprzeć się mechanizmom grupowym. Ale jednocześnie możemy się temu przyglądać z pewnego dystansu, przejrzeć się w bohaterach, w ich reakcjach na zmianę. Czy mam dość siły, żeby się sprzeciwić? Czy to ma sens? Czy idę za stadem? Czy jestem gdzieś pomiędzy? Wierzę w to, że młodemu widzowi nie trzeba dawać jasnych odpowiedzi. Nie grozimy dydaktycznie palcem.
W wersji dla dorosłych bardzo mocno wybrzmiewa temat starości – ciała wyeksploatowanego, odsuwanego na margines. Skąd ten akcent?
„Folwark zwierzęcy” jest tekstem niezwykle pojemnym – można by z niego zrobić wiele spektakli, każdy skupiony na innym wątku. Od początku było dla mnie jasne, że trzeba dokonać wyboru. Zapytałam samą siebie, który fragment tego tekstu naprawdę mnie porusza. I odpowiedzią była obietnica stworzenia wybiegu dla zwierząt w wieku emerytalnym – tej „łączki starców”. Kiedy Napoleon dochodzi do władzy, szybko z tej obietnicy rezygnuje. Bokser zostaje wywieziony z folwarku, gdy swoim stanem zdrowia zaczyna stwarzać problemy. To mocno rezonuje ze współczesnością. Mamy dziś skłonność do wypierania obecności osób starszych. W świecie mediów społecznościowych one właściwie nie istnieją.
Ten wątek skonkretyzował się także dzięki aktorom – Edwinowi Petrykatowi i Teresie Sawickiej. Ich obecność, doświadczenie, ciała zdeterminowały tę koncepcję. Rewolucja potrzebuje ciał silnych, młodych, sprawnych. Ciała słabe i niedomagające są niewygodne. Najpierw się je odsuwa na bok, a później okazuje się, że w ogóle nie ma dla nich miejsca.
W założeniu Orwella postacie zwierzęce są pretekstem do mówienia o ludziach – ale jednocześnie mówią coś także o samych zwierzętach. Jak widzisz w spektaklu kwestię tego, co ludzkie, i tego, co zwierzęce?
Nie interesowało mnie odgrywanie zwierząt ani przenoszenie ich cech na ludzi w sposób ilustracyjny. Nurtuje mnie pytanie, dlaczego człowiek – mimo że dysponuje refleksją, empatią, zdolnością rozumienia – tak często działa, jakby był jej pozbawiony. Zwierzę kieruje się instynktem przetrwania – i to jest jasne. My mamy możliwość refleksji, a mimo to wciąż powtarzamy te same schematy przemocy. Dlaczego filozofia przetrwania wciąż nami rządzi?
W spektaklu pojawia się też karuzela – bardzo wyrazisty element scenografii. Jakie treści ona niesie?
Karuzela była dla mnie sposobem połączenia dwóch światów – dziecięcego i dorosłego. W jednym jest jeszcze realnym obiektem, w drugim staje się metaforą. Szybko zaczęła pracować znaczeniowo: jako obraz powtarzalności, krążenia w kółko, syzyfowej pracy.
Napoleon w waszej inscenizacji jest grany przez kobietę. Czy jest to gest feministyczny?
Nie chciałabym tego jednoznacznie nazywać ani gestem feministycznym, ani antyfeministycznym. Bardziej interesowało mnie pytanie, co się dzieje z figurą władzy, kiedy zmienia się jej płeć. Ania Haba mówi o sobie w rodzaju męskim – i w pewnym sensie ta władza traci płeć, staje się czystym mechanizmem. To było dla mnie ciekawsze niż opowieść o kolejnym silnym mężczyźnie. Ale jednocześnie można to także czytać inaczej: jako zgodę na to, że kobieta może być również figurą władzy opresyjnej.
Pracujecie w teatrze, o którym mówi się dziś w kategoriach rewolucji. Nowa dyrekcja od września 2025 roku wprowadziła system pracy w rytmie scrum. Czy ta sytuacja wpływa jakoś na powstawanie „Folwarku zwierzęcego”?
Punkt wyjścia był zupełnie inny: fascynacja Orwellem i tym, co ten tekst może dziś opowiedzieć. Ale rzeczywistość nowych sposobów zarządzania, scrumu, szybko zaczęła do tej pracy przenikać. Funkcjonujemy przecież w teatrze, który przechodzi transformację. Sama mam poczucie, że widziałam ten teatr w różnych momentach – jako widzka, jako asystentka Michała Zadary w czasie pracy nad „Dziadami”, później wyreżyserowałam tu spektakl „Leśni. Apokryf”, teraz pracuję nad dwiema wersjami „Folwarku zwierzęcego”. Doświadczenie kolejnych rewolucji gdzieś we mnie pracuje. Myślę, że dla środowiskowej rozmowy jest to ciekawe. Czy przeniknie do ostatecznego kształtu spektaklu? Pewnie niedosłownie. Ta historia będzie jednak opowiadana na poziomie uniwersalnym.
Wywiad przeprowadzony został dla „Wrocławskiego Niezbędnika Kulturalnego”.