09.02.2021, 16:43 Wersja do druku

Michał Szewczyk. Pożegnanie (29.07.1934-08.02.2021)

mat. teatru

Dla większości widzów Michał Szewczyk to przede wszystkim Albin, partner tytułowego bohatera serialu Stanisława Barei „Kapitan Sowa na tropie” - pisze we wspomnieniu Rafał Dajbor.

Jakiś czas temu dałem numer telefonu Michała Szewczyka mojemu znajomemu piszącemu książkę o jednej z polskich aktorek. A dosłownie przed kilkoma tygodniami dowiedziałem się, że rozmowa się odbyła, ze względów epidemicznych przez telefon. I że była bardzo serdeczna, długa, a także udana merytorycznie. Gdy 8 lutego 2021 otworzyłem serwisy, od których rozpoczynam dzień (filmpolski.pl i e-teatr.pl) – zdębiałem przeczytawszy, że Michał Szewczyk nie żyje.

Urodził się w Łodzi 29 lipca 1934 roku. Studia aktorskie ukończył w Łodzi – w 1958 roku. I w Łodzi przepracował całe swoje artystyczne życie, występując przez ponad 60 lat w łódzkim Teatrze Powszechnym. A był aktorem znakomitym i propozycji przejścia do Warszawy miał kilka. Ale nie chciał. Sam siebie nazywał „chłopakiem z Bałut” i pozostał wierny Łodzi przez całą swoją karierę.

Dla większości widzów Michał Szewczyk to przede wszystkim Albin, partner tytułowego bohatera serialu Stanisława Barei „Kapitan Sowa na tropie”. Albin był dla Sowy tym, kim Watson dla Holmesa. Swoistym lustrem, w którym mistrz dedukcji mógł oglądać swoje tezy i weryfikować je w toku śledztwa. Gołas i Szewczyk stworzyli doskonały duet, lepszy zresztą niż sam serial. Ale Szewczyk, na deskach Teatru Powszechnego w Łodzi grający szereg wielkich ról (by wspomnieć choćby Artura w „Tangu” Mrożka, Błazna w szekspirowskim „Królu Learze”, czy Dyndalskiego w „Zemście” Fredry), w filmie zasłynął przede wszystkim mistrzostwem w graniu wyrazistych, zapadających w pamięć epizodów. Oprócz Barei występował u Wajdy, Munka, Jakubowskiej, Chęcińskiego, Hoffmana i Skórzewskiego, Passendorfera Różewicza, Krauzego, Poręby, Zaorskiego, Barańskiego, Wójcika, Królikiewicza, Kolskiego i Vegi. Grał żołnierzy, księży, robotników, sprytnych prostaczków i wiernych swojej służbie milicjantów. W filmie Rafała Wieczyńskiego „Popiełuszko. Wolność jest w nas” wcielił się w wielkiego poetę – Zbigniewa Herberta. Wielu widzów doskonale pamięta go także z serialu „Samochodzik i templariusze”.

Dla mnie jednak najważniejsze jest moje osobiste wspomnienie z czerwca 2007 roku, kiedy to umówiłem się z Michałem Szewczykiem na rozmowę o Mariuszu Gorczyńskim. Zgodził się od razu, przyjechał po mnie na dworzec Łódź Fabryczna swoją Dacią Logan, zawiózł do domu, gdzie zjadłem z nim i jego żoną znakomity obiad i gdzie nagrałem wypowiedź na stronę poświęconą Gorczyńskiemu. Było to urocze spotkanie, które ja, dwudziestosześcioletni wówczas człowiek, zapamiętałem na całe życie mając poczucie, że obcując z Michałem Szewczykiem – obcuję z historią polskiego teatru i kina. Żegnam Pana Michała z wielkim smutkiem.

Źródło:

Materiał nadesłany