„Rewolta” Przemysława Pilarskiego w reż. Jerzego Jana Połońskiego w Teatrze Muzycznym w Poznaniu. Pisze Kamil Bujny, członek Komisji Artystycznej 32. Ogólnopolskiego Konkursu na Wystawienie Polskiej Sztuki Współczesnej.
Niespodziewanie to w teatrze, a nie na estradzie, (re)interpretowana jest wciąż na nowo twórczość Maanamu i Kory. Poza płytami Ralpha Kamińskiego i Michała Pepola, a także kilkoma mniej lub bardziej udanymi coverami, dorobek legendarnej artystki nie doczekał się dotąd świeżego odczytania w muzyce. Nie powstały również – mimo zapowiedzi spadkobierców – festiwal i fundacja promujące jej dokonania. Ubiegłoroczna trasa koncertowa Kora – małe wolności została odwołana, a do pokazów z hologramem artystki z udziałem Aleksandry Popławskiej nigdy nie doszło. Odwrotnie sprawy mają się w teatrze – tylko na przestrzeni ostatnich lat powstało kilka przedstawień przybliżających postać Olgi Sipowicz i jej twórczość. Dość wymienić Korę. Boską w reż. Katarzyny Chlebny z Teatru Nowego Proxima w Krakowie, Korę – dziecko słońca w reż. Adama Opatowicza z Teatru Polskiego w Szczecinie, A planety szaleją… (Młodzi w hołdzie Korze) w reżyserii Anny Sroki-Hryń z Teatru Współczesnego w Warszawie i Korę. Falowanie i spadanie w reż. Aliny Moś z Bałtyckiego Teatru Dramatycznego im. Juliusza Słowackiego w Koszalinie.
Inaczej do repertuaru kultowego zespołu podeszli Jerzy Jan Połoński (inscenizacja i reżyseria), Przemysław Pilarski (scenariusz) i Łukasz Damrych (kierownictwo muzyczne). W Teatrze Muzycznym w Poznaniu przygotowali Rewoltę, musical opowiadający nie o artystce i jej burzliwym życiu, lecz Poznańskim Czerwcu – pierwszym w PRL-u i brutalnie stłumionym strajku generalnym robotników. Piosenki Maanamu, wykonywane przez kilkunastoosobowy zespół aktorski, ilustrują nastroje i nastawienie Poznaniaków i Poznanianek, którzy w 1956 roku wyszli na ulice, by domagać się między innymi poprawy warunków zatrudnienia – wypłacenia zaległych pensji, podwyżek, respektowania ich praw oraz niepodwyższania i tak już wysokich norm pracy. Niezadowolenie pracowników Zakładów Metalowych im. Stalina oraz wycofanie się przez ministra Romana Figielskiego ze wstępnych deklaracji zaowocowały masową demonstracją. Do protestujących otworzono ogień – zabito wówczas 79 osób, a rannych było ponad 600. Jednym z symboli Poznańskiego Czerwca stał się trzynastoletni chłopiec, którego przywiązane do krzesła ciało znaleziono na terenie Urzędu Bezpieczeństwa. Przebieg tych wydarzeń został dość wiernie oddany na scenie.
Pilarski, który w ostatnim czasie przygotował scenariusze do dwóch „lokalnych” przedstawień – Scen z życia pobożnych mieszkańców Waldenburga z Teatru Dramatycznego im. Jerzego Szaniawskiego w Wałbrzychu oraz Węgla nie ma z Teatru Śląskiego im. Stanisława Wyspiańskiego w Katowicach w reżyserii Jacka Jabrzyka – nadaje opowieści o Czerwcu ‘56 bardziej kameralny wymiar, wpisując szerokie społeczne zjawisko w ramy konfliktu między braćmi. Bohaterów, którzy w jednej z pierwszych scen spotykają się na dworcu kolejowym (wracają do rodzinnego miasta z wojennej zawieruchy), skłóci i na nowo rozdzieli polityka – Mietek (Maksymilian Pluto-Prądzyński), ku zdziwieniu Franka (Patryk Kośnicki), zamierza bowiem dołączyć do komunistów. „Wszystko się rozpierdoliło i wreszcie można świat ułożyć po prostu na nowo” – stwierdza z nieskrywaną radością. Przeciwnego zdania jest brat, który ostatnie miesiące spędził w obozie Gross-Rosen. Mężczyźni rozchodzą się więc w niezgodzie, nie wiedząc, że za jakiś czas staną po przeciwnych stronach barykady: Franek jako reprezentant uciśnionych robotników, Mietek – przedstawiciel komunistycznego aparatu władzy.
Rewolta z popularyzatorskim i encyklopedycznym zacięciem ukazuje historię Poznańskiego Czerwca, przybliżając widzom nie tylko jego przyczyny, przebieg i skutki, lecz także realia powojennej Polski. Żeby uczynić przedstawienie bardziej przejrzystym, twórcy wprowadzają do niego grupę postaci określoną w programie mianem „Szczunów”. Pełnią oni funkcję narratora zbiorowego, relacjonującego, komentującego lub dopowiadającego sceniczne zdarzenia – po to, by, jak deklaruje Szczególarz (Radosław Elis), nieść „pozytywną opowieść o przebudzeniu”. Spektakl pod tym względem może przywodzić na myśl 1989 w reż. Katarzyny Szyngiery z Teatru im. Juliusza Słowackiego w Krakowie i Gdańskiego Teatru Szekspirowskiego – obie realizacje skupiają się bowiem na niedoli i buncie robotników. Obie mają też ambicję stworzenia „pozytywnego mitu” na kanwie wydarzeń z drugiej połowy XX wieku i zacierają granice między Wielką Historią ze szkolnych podręczników a tą nieopowiedzianą, prywatną. W poznańskim musicalu główną oś dramaturgiczną wyznacza nie tylko konflikt między braćmi reprezentującymi odmienne systemy wartości, inną wrażliwość społeczną i sprzeczne interesy, lecz także relacja miłosna między Frankiem a dziennikarką Moniką (Iga Klein).
Choć opowiadanie w konwencji musicalu o historycznych zdarzeniach z tak wielu perspektyw wymusza na twórcach operowanie skrótem, uproszczeniem, hiperbolą i nie zawsze przekonującymi metaforami, Rewoltę, a zwłaszcza jej drugą część, ogląda się z zainteresowaniem. Pilarskiemu i Połońskiemu oraz aktorom i aktorkom udało się wypracować formę, w której inscenizacyjna widowiskowość (choreografia: Barbara Olech) idzie w parze z dbałością o historyczny szczegół. Z kolei dążenie ku przebojowości i wizualnej atrakcyjności (scenografia: Mirek Kaczmarek, kostiumy: Anna Chadaj, światła: Bogumił Palewicz) nie wyklucza psychologicznej wiarygodności postaci. Musical, siłą rzeczy, przybiera zazwyczaj formę tendencyjnej opowieści o archetypicznych figurach i wzorcach postępowania, a nie wiwisekcji konkretnych osób i ich zachowań. Niemniej bohaterowie Rewolty są zróżnicowani i przekonujący w swoich motywacjach oraz przemianach.
Aranżacje Damrycha podążają za oryginalnymi wersjami utworów, ale nadają im szlachetny musicalowy sznyt. Wybór piosenek Maanamu pozwala z jednej strony podkreślić uniwersalność tego repertuaru a z drugiej nadaje mu często zaskakujące znaczenia. Pilarski i Połoński ilustrują przebieg Poznańskiego Czerwca również mniej znanymi piosenkami krakowskiej kapeli, ale najczęściej ich dobór jest przewidywalny – obserwując przebieg i dynamikę poszczególnych scen, można obstawiać, który utwór będzie je zamykał. O biedzie opowiada więc Żądza pieniądza, o byciu kontrolowanym przez system – Nocny patrol, o zdradzie – Zdrada, o braterskim konflikcie – Kreon, a o niespokojnym tłumie na ulicach – Oddech szczura. Monika, martwiąc się o bezpieczeństwo ukochanego, napomina Franka słowami piosenki Bądź ostrożny, natomiast sam spektakl zamyka – jakżeby inaczej? – Krakowski spleen. Czy to źle? Dobrze? Nie wiem. Dobór, choć do bólu schematyczny, działa. Musical ma swoje prawa, a widz oczekuje przebojów. Lubimy to, co znamy. Inna sprawa, że twórczość Maanamu może być dla młodszej publiczności, chcącej dowiedzieć się czegoś o przeszłości swojego miasta i kraju, zupełnie obca. Rewolta spełnia się wobec tego przynajmniej na dwóch polach: przybliżając widzom i widzkom historię pierwszego strajku robotników w PRL-u i twórczość legendarnego rockowego zespołu z Krakowa.
Przemysław Pilarski REWOLTA, Reżyseria: Jerzy Jan Połoński, Kierownictwo muzyczne: Łukasz Damrych, Choreografia: Barbara Olech, Scenografia: Mirek Kaczmarek, Kostiumy: Anna Chadaj, Światła: Bogumił Palewicz, Projekcje: Karolina Jacewicz, Mateusz Kokot. Premiera w Teatrze Muzycznym w Poznaniu 14 marca 2026.