Logo
Recenzje

Komediowy sen

7.08.2026, 13:18 Wersja do druku

„Sen nocy letniej” Williama Shakespeare'a w reż. Jakuba Krofty z Puk Sp. z o.o. na scenie plenerowej w Ogrodach Zamku Królewskiego w Warszawie. Pisze Piotr Zaremba w „Rzeczpospolitej”, dodatku „Plus Minus”.

fot. Maks Małota

To nie jest kompletny, tragikomiczny Szekspir, ale też nie dostajemy żadnego fałszerstwa, dopisywania, współczesnych aluzji.

To zaskakujące, ale prawdziwe: czeska firma inwestycyjna PPF Group, którą kieruje najbogatsza Czeszka Renáta Kellnerová, zafundowała Warszawie projekt „Szekspir pod gwiazdami”. Wcześniej sponsorowała podobne eventy w Czechach. W ogrodach Zamku Królewskiego, pod gołym niebem, niemal dzień w dzień podczas wakacji grupa wytrawnych aktorów gra „Sen nocy letniej”. Reżyserował to Czech Jakub Krofta, autor wielu inscenizacji w Polsce. Opracowaniem tekstu zajęła się pisarka Maria Wojtyszko.

Dla mnie „Sen nocy letniej” to nie tylko komedia. Trudno być wesołym, kiedy na początku obywatel Aten, Egeusz, żąda kary śmierci dla swojej córki Hermii za to, że chce ona poślubić nie tego, kogo on jej wybrał. Harce dwóch par w ateńskim lesie są okazją do sztuczek elfa Puka, który ma moc wzbudzania uczucia do przypadkowej osoby. W efekcie niektórzy bohaterowie zmieniają obiekty miłości. Pożądanie staje się źródłem męki.

Tekst ma fragmenty wybitnie komiczne, zwłaszcza w wykonaniu ateńskich rzemieślników szykujących przedstawienie teatralne dla uczczenia zaślubin księcia Tezeusza z Hipolitą, królową Amazonek. Ale część akcji jest bardziej serio, nawet opowieść o zaczarowaniu Tytanii, królowej elfów, tak, że zakochuje się ona w rzemieślniku Spodku, zmienionym uprzednio w osła, pobrzmiewa goryczą. Autorem intrygi jest król elfów Oberon, wykonawcą – Puk. Kończy się happy endem, ale po drodze bywa nawet okrutnie.

Krofta, jak przystało na letnią komercyjną rozrywkę, stępia ostrze tego okrucieństwa. Dostajemy graną w zawrotnym tempie farsę, a nawet wodewil (migotliwa muzyka Daniela Malchara). Scenografia Matyldy Kotlińskiej jest śladowa, za to jej kostiumy fantazyjne, ponadczasowe, w końcu starożytne Ateny to sceneria umowna. To nie jest kompletny, tragikomiczny Szekspir, ale też nie dostajemy żadnego fałszerstwa, dopisywania, współczesnych aluzji. Ten tekst, w tłumaczeniu Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego, przykrojony przez Marię Wojtyszko, służy raczej beztroskiej zabawie.

I mamy dobrą ekipę aktorską. Na pierwszym miejscu postawiłbym Wojciecha Solarza. Jako rzemieślnik Ryjek gra w finałowym teatrze w teatrze i Ścianę, i Lwa. Jego uroczo przerysowana bezradność nałożona na transformacje jego postaci przyprawia widownię o konwulsje śmiechu. Innym objawieniem jest Bartosz Bielenia. Jego Puk to rozkosznie zblazowany młodzian. Chciałoby się powiedzieć: nareszcie, po tym, jak w kilku wersjach „Snu nocy letniej” oglądałem w roli Puka kobietę.

Ale świetni są i pozostali rzemieślnicy-aktorzy: Adam Cywka (Duda), Waldemar Barwiński (Pigwa) i Wojciech Kalarus (Spodek). To tego ostatniego elf zmienia w osła. Demetriuszowi – Robertowi Czerwińskiemu – pomaga trochę potężna postura, ale wraz z Julią Totoszko (Hermia), Piotrem Napierałą (Lizander) i rewelacyjną Anną Smołowik (Helena) cała czwórka robi z miłosnych podchodów żwawe widowisko. Las musimy sobie wyobrazić.

Mamy wytrawnego i zarazem groteskowego gracza Oberona (Grzegorz Małecki) i jego poddaną ośmieszającym czarom żonę Tytanię (Anita Sokołowska), mamy majestatycznego księcia Tezeusza (Robert Jarociński) i Hipolitę (Anna Lobedan). Żal tylko, że Marcin Sosiński, jeden z najlepszych aktorów komediowych w Polsce, został wtłoczony w konwencjonalną rolę starego ojca Hermii Egeusza. Ten sam Sosiński szaleje jednak także jako jeden z elfów. Ich barwne, śpiewające korowody są atrakcją spektaklu.

Potencjalnych widzów muszę przestrzec. Przypadł mi bilet na nienumerowane miejsce. Oznaczało to patrzenie na scenę z dwudziestego któregoś rzędu. Odległość to zbyt wielka, a przy płaskiej widowni przegrywałem z głowami ludzi siedzących przede mną. Słychać było dobrze dzięki mikroportom, ale całej sceny nie dało się ogarnąć wzrokiem, więc spektakl zmieniał się chwilami w słuchowisko. Mimo wszystko jednak nie żałuję.

Tytuł oryginalny

Komediowy sen

Źródło:

„Rzeczpospolita” nr 32, „Plus Minus”

Autor:

Piotr Zaremba

Data publikacji oryginału:

08.08.2026

Sprawdź także