Logo
Recenzje

Latający cyrk Florentyny Holzinger

2.04.2026, 11:54 Wersja do druku

„Rok, w którym nie było lata” w reż. Florentiny Holzinger z Volksbühne am Rosa-Luxemburg-Platz na Festiwalu Boska Komedia w Krakowie. Pisze Michał Centkowski w „Vogue”.

Gwiazda europejskiego teatru Florentyna Holzinger pokazała niedawno w Krakowie koprodukowany przez Festiwal Boska Komedia spektakl performatywny „Rok, w którym nie było lata”. Okrzyknięte wydarzeniem festiwalu przedstawienie rozpoczyna właśnie międzynarodowe tournée.

W apokaliptycznym roku 1816, „roku, bez lata”, gdy niebo zasnuł wulkaniczny pył, paraliżując północną część globu, wywołując głód, klimatyczne anomalie i społeczne niepokoje, pisarze gromadzili się, by wspólne snuć opowieści. Przypomina o tym otwierający spektakl monolog rozgrywający się niemal w ciemności. To wtedy, tamtego lata, nad Jeziorem Genewskim, w gło wie Mary Shelley narodził się Doktor Frankenstein – (nie)ludzka fantazja o boskim sprawstwie, o „tworzeniu życia”, towarzysząca człowiekowi od zarania dziejów, choćby w postaci żydowskiego mitu o Golemie. I ów nieludzki twór szalonego naukowca – w wykonaniu samej Florentyny Holzinger, autorki przedstawienia – zjawia się na scenie pod koniec spektaklu.

Zainspirowana powieścią Shel ley i zdarzeniami roku 1816 austriacka reżyserka, choreografka i performerka proponuje nam na czas globalnego nie pokoju nowe opowieści. A właściwie serię precyzyjnie skonstruowanych, zachwycających scenicznych obrazów dotykających najboleśniejszych tematów współczesności. Rytm spektaklu igrającego z konwencją musicalu wyznaczają dowcipne, brawurowo wykonane songi. Holzinger wyraźnie czerpie nie tylko z tradycji akcjonistów wiedeńskich, widowisk cyrkowych – tam zresztą sięgają jej artystyczne korzenie – ale także z narracyjnej konstrukcji współczesnego teatru tańca, burleski, a nawet stand-upu.

Pierwszym z obrazów jest pełna wrażliwości i afirmacji scena miłosnej orgii dojrzałych kobiet. Ostatnim dowcipna – choć jest to humor kloaczny – fekalna apokalipsa przypominająca o niemożliwej do pokonania ludzkiej biologii. Hipnotyzująco piękne malarskie kadry i sekwencje (scenografia: Nikola Knežević, światło: Kevin Sock), jak niekończący się finałowy taniec nagiej łyżwiarki na lodzie ponad brudną szpitalną salą, którą przykrył śnieg, sąsiadują z brutalnym naturalizmem – choćby sceną „porodu” z rozcinanej na żywo rany. Czułość zaś wobec kobiecego, ludzkiego ciała, wobec postaci oraz wykonawczyń zderza się tu z prowokacyjnym, absurdalnym, chwilami bezlitośnie zjadliwym humorem.

Najważniejszym tworzywem i za razem tematem jest u Holzinger wła śnie ciało. Z jednej strony piękne, silne, zdolne do rzeczy niezwykłych, z drugiej – starzejące się, kruche, niedoskonałe. Zwłaszcza ciało kobiece poddawane nieustannej socjokulturowej obróbce. Mamy tu jednak całą feerię tematów: patriarchalną przemoc fallocentrycznego świata z zabawną karykaturą Freuda; lęk przed dominacją technologii i pytanie o granice człowieczeństwa – świetna scena z użyciem psów-robotów; rasistowsko-eugeniczne dziedzictwo Europy – całej Europy, dobitnie acz z dystansem wygrywane w scenie „pojedynku” na nikczemności między nazistowskim zbrodniarzem Josefem Mengele a ojcem „naukowego rasizmu” Georges’em Cuvierem; wreszcie stale powracające, rozpaczliwe pragnienie pokonania śmierci, niweczącej sens naszej egzystencji. „Życie się nie kończy, chciałabym, żeby trwało” – mówi w kameralnym monologu z offu umierająca na raka płuc baletnica Beatrice „Trixie” Cordua, jedna z bohaterek spektaklu. I chyba ten wątek wybrzmiewa najsilniej, także w kontekście stanowiącej literacką klamrę przedstawienia fantastycznej wizji Mary Shelley i jej Doktora Frankensteina.

Mimo swego rodzaju dramatur gicznego chaosu i nadmiaru wątków, mistrzowski formalnie Rok, w którym nie było lata pochłania widza. Także dzięki znakomitej ścieżce dźwiękowej autorstwa Born In Flamez, Gibrany Cervantes i Stefana Schneidera.

Ze sceny pada niewiele słów. Przez dwie godziny oglądamy niemal 30 performerek w różnym wieku, umiejętnie poprowadzonych przez reżyserkę w se rii mocnych scenicznych obrazów, które zostają z widzem na długo, bo dotykają najbardziej uniwersalnych lęków i pragnień. Teatr Florentyny Holzinger jest bez wątpienia zjawiskiem.

Tytuł oryginalny

Latający cyrk Florentyny Holzinger

Źródło:

„Vogue” nr 3

Autor:

Michał Centkowski

Data publikacji oryginału:

31.03.2026

Sprawdź także