Logo
Recenzje

#KurierTeatralny: Niemożliwe do ocalenia

5.03.2026, 09:08 Wersja do druku

„Starzyński” wg scenar. i w reż. Konrada Imieli w Teatrze Syrena w Warszawie. Pisze Piotr Sobierski.

fot. Krzysztof Bieliński

Stefan Starzyński w musicalu Konrada Imieli jest nie tylko figurą z pomnika, ale przede wszystkim człowiekiem z krwi i kości - prezydentem, na którego barkach spoczywa los społeczeństwa i dalsza historia stolicy. Wcielający się w tytułową postać Przemysław Glapiński stworzył znakomitą kreację, w której cisza mówi więcej niż jakiekolwiek słowo, a konwulsyjny taniec pozwala doświadczyć rozdarcia, z jakim walczy człowiek w obliczu tragedii.

Inspiracją do napisania scenariusza była książka Grzegorza Piątka „Starzyński. Prezydent z pomnika”. Fundamentem musicalu są ostatnie rozdziały dokumentujące czas po kapitulacji, kiedy Starzyński w oparach wojennej zawieruchy wciąż walczy o jej przetrwanie. Zostaje w stołecznym ratuszu, przenosi się jedynie na najniższą kondygnację, gdzie może liczyć na większe bezpieczeństwo. I w tym gabinecie spędza właśnie, przedstawioną w spektaklu, ostatnią noc z 26 na 27 października 1939 roku.

U prezydenta pojawia się młody aktor Adam Brodziński (intrygujący Mateusz Tomaszewski) z propozycją czytania Warszawiakom dzieł Mickiewicza, ale pomysł nie dochodzi do skutku. Chłopak wraca jednak do gabinetu jako widmo - natchniony romantyk, ma na sobie czerwony kostium, a na czole widoczny ślad, niczym po śmiertelnym strzale. Przywołuje fragmenty „Dziadów” zamieniając noc w obrzęd, podczas którego Starzyńskiego odwiedzają rodzice, byłe partnerki, a nawet polityczny przeciwnik. Pojawiają się w niebieskich i srebrnych strojach, z charakteryzacją podkreślającą ich fizyczne i charakterologiczne cechy. Kostiumy Agaty Bartos, podobnie jak scenografia Mateusza Karolczuka, idealnie współgrają z tekstem i muzyką spektaklu.

Świat Starzyńskiego momentami jest senną marą, innym razem jawą. Rozmowa z bliskim współpracownikiem Stanisławem Lorentzem (udana rola Alberta Osika), dyrektorem Muzeum Narodowego, schodzi na temat malarstwa i oryginalnego odczytania „Dziwnego ogrodu” Józefa Mehoffera. Niecodziennych rozmiarów ważka w centrum płótna urasta do symbolu tragedii Warszawy: „Ona już wie, przynajmniej przeczuwa (…) wszystko niebawem się zdarzy”. Prezydent czyta obraz jedynie przez pryzmat przyjemności obcowania ze sztuką, ale Lorentz ma świadomość, że nic już nie będzie wyłącznie przyjemne. 

fot. Krzysztof Bieliński

Jest w tym spektaklu sporo metafor ukazujących przeszłość Starzyńskiego oraz rzeczywistość czasów wojny. Najmocniej wybrzmiewa ta związana z Syrenką w znakomitej kreacji Julii Bielińskiej. Rzeźba Ludwiki Nitschowej (Marta Walesiak-Łabędzka) do połowy z gruzów, „od połowy z życiorysów”, jest symbolem Warszawy, która ma trwać na swoim miejscu, aby ratować morale mieszkańców. 
W wojennych realiach Imiela nie rezygnuje z rozliczeń z przeszłością. Spotkania z rodzicami pokazują Starzyńskiego pełnego obaw i kompleksów, a wizyta Władysława Studnickiego (Jacek Pluta) przypomina o politycznych sporach, które nierzadko stanowiły rysę na biografii prezydenta. Mianowanego, a nie wybranego, co kilkakrotnie zostaje w spektaklu przywołane. Dostaje się jego towarzyszom i całej klasie politycznej: „bo przecież chwalą honor i moralność, ale najwyżej sobie cenią lojalność”. W końcu Studnicki wykrzykuje: „Woźny prezydentem!”, co rodzi skojarzenia z zarzutami wobec aktorskiej przeszłości ukraińskiego prezydenta Wołodymyra Zełenskiego.

Scenariusz ma jednak kilka mankamentów. W momencie kiedy akcja zmierza ku końcowi, przedstawienie brnie w niepotrzebną publicystykę, w której wizja odbudowanej stolicy skonfrontowana zostaje z powstańczą zagładą. Piosenka architekta oraz paląca się makieta Warszawy łopatologicznie uwypuklają nadchodzącą tragedię. Pomimo wad tekst Imieli pozwala rozgrywać akcję na kilku poziomach - życia prywatnego, prezydentury i wojny, a dzięki ciekawej muzyce Grzegorza Rdzaka czytelnie koresponduje ze współczesnością. 

Kompozycja jest eklektyczna, osadzona w klimatach pop czy elektroniki, z ciekawymi piosenkami, ale też niepokojącą muzyką ilustracyjną. Od pierwszych scen Rdzak umiejętnie oddaje mroczny nastrój historii, przywołując dźwięki ulicy, bombardowań,  tragedii rozgrywającej się za oknem ratusza. Miasto wykrwawia się, a w gabinecie Stefan Starzyński wciąż wierzy, że uda się je ocalić. 

Wielu radziło mu, aby uciekał do Londynu lub Paryża, bo będzie potrzebny żywy po zakończeniu wojny. Zwyciężyła wiara w przetrwanie oraz zakorzeniony w Polsce i Polakach romantyzm. Przywoływany wielokrotnie Adam Mickiewicz staje się symbolem tej postawy, od której nigdy się nie wyzwolimy. „Nikt nie przegrywa tak pięknie jak Polacy. (…) Nieszczęśliwy kraj, który potrzebuje bohaterów” mówi Studnicki. Ale dodaje też ważne słowa: „Nowoczesność nie zna Mickiewicza. Jest zupełnie gdzie indziej. Nie wymachuje szabelką, tylko robi interesy”. Patrząc na współczesny świat można dodać, że dzisiaj szabelka i interesy stanowią jedność, a wypominana wcześniej lojalność wciąż jest w cenie, choć nie gwarantuje bezpieczeństwa. Spektakl Konrada Imieli nie tylko dokumentuje ważną dla Warszawy postać, ale też wpisuje się we współczesny dyskurs o wojnie i postawach z nią związanych. 

Tytuł oryginalny

#KurierTeatralny: Niemożliwe do ocalenia

Źródło:

#KurierTeatralny
Link do źródła

Sprawdź także