Poznałem Wojtka w grudniu 2004 roku, gdy pojawił się w Teatrze Żydowskim w obsadzie przedstawienia „Publiczność to lubi”. Szymonowi Szurmiejowi polecił go Janusz Sent, gdy dyrektor Szurmiej powiedział mu, że szuka partnera do dwuosobowych skeczów – pisze Rafał Dajbor.
Wojtek okazał się człowiekiem sympatycznym i bezpośrednim. Mimo dużej różnicy wieku od razu przeszliśmy „na ty”. Zresztą Wojtek od razu przechodził „na ty” ze wszystkimi z zespołu, nie bacząc na wiek. Wniósł na scenę Teatru Żydowskiego, który w tamtych czasach mocno opierał się na repertuarze o charakterze kabaretowo-estradowym swoje doświadczenie z lat pracy w Teatrze Syrena i doświadczenia konferansjerskie gromadzone latami na estradzie. Wojtek Wiliński występował w Syrenie w latach 1964-1976, grając w spektaklach reżyserowanych przez Czesława Szpakowicza, Jadwigę Chojnacką, Stanisławę Stanisławską, Edwarda Dziewońskiego, Jadwigę Marso, Zbigniewa Czeskiego oraz Adolfa Dymszę, z którym Wojtka łączyła wyjątkowa relacja i o którym potrafił świetnie opowiadać.
Urodził się w Warszawie 1 lutego 1940. Był synem aktorów Niny Wilińskiej i Kazimierza Pawłowskiego (do którego był łudząco podobny). Swoją współpracę z Teatrem Żydowskim wyjątkowo cenił, ponieważ – jak twierdził – po latach bycia związanym z estradą, po latach wykonywania takich aktorskich form, jak monolog, skecz, piosenka – tu debiutował po raz drugi jak aktor, tym razem grający role dramatyczne. Docenił to w 2016 roku Jacek Sieradzki w swoim Subiektywnym Spisie Aktorów Teatralnych: Ta postać w scenariuszu Pawła Demirskiego „Marzec '68. Dobrze żyjcie – to najlepsza zemsta” (Żydowski, Warszawa) tak naprawdę nie jest dramaturgicznie do niczego potrzebna. Ale proszę spojrzeć na zdjęcie. Ten „Komik” (tak się nazywa postać) niesie w sobie całą paradę komików, nosatych mistrzów autoironii i absurdu wpisanych w najlepszy szmonces, pisany przez Tuwima czy Konrada Toma, grany przez Lopka Krukowskiego czy innych rozśmieszaczy. To także tradycja powojennej estrady i kabaretu, rewii w Teatrze Syrena, zapomnianego już na amen Podwieczorku przy mikrofonie, gdzie ze Zdzisławem Leśniakiem tworzył duet klasycznych clownów, Friko i Koko. Nie powiem, że zawsze były to race humoru na najwyższym poziomie. Ale daj Boże współczesnym jajcarzom.
Na ekranie Wojtek występował rzadko, lecz gdy Jerzy Gruza obsadził go w „40-latku” w epizodycznej roli Zenka Matusika, który smali cholewki do Zosi Nowosielskiej granej przez Zofię Czerwińską, tak mu się spodobał ich duet, że rozwinął ten wątek w „40-latku. 20 lat później”, w którym Zenek i Zosia, już jako małżeństwo, prowadzili wspólnie pizzerię. Poza tym Wojtek grał w wielu współczesnych serialach, by wymienić tu np. „Klan”, „M jak Miłość”, „Na dobre i na złe”, „Komisarz Alex”. Ciekawa rola przypadła Wojtkowi w serialu Patryka Vegi „Pitbull”. Rolę gangstera Saida, ojca Dżemmy (Weronika Rosati) grał pierwotnie Waldemar Walisiak. Jednak aktor ten zmarł w trakcie zdjęć. I to Wojtek „dograł” Saida – ze względu na to, iż realizatorzy „Pitbulla” stwierdzili, iż jest nieco do Walisiaka podobny.
Wojtek Wiliński zadomowił się w zespole Teatru Żydowskiego na dobre i scena ta stała się trzecim, po Teatrze Syrena i Podwieczorku przy mikrofonie, najważniejszym miejscem w jego artystycznym życiorysie. Ostatnią premierą z jego udziałem było przedstawienie „Gołda Tencer zaprasza: szlagiery żydowskiego kabaretu” w reż. Gołdy Tencer. Premiera miała miejsce 11 marca 2021. Niedługo później z Wojtkiem zaczęło dziać się źle. Teksty skeczów i piosenek pamiętał, ale coraz częściej bywał zdezorientowany, dziwnie rozdrażniony... Musiał ustąpić ze sceny. I już na nią nie wrócił. Zmarł w swoim mieszkaniu w Warszawie 3 marca 2026.
Żegnaj Wojtku.