Logo
Recenzje

#KurierTeatralny: „Mi rozumu przybyło”

20.05.2026, 10:34 Wersja do druku

„Kelnerskie tango” wg scenar. i w reż. Jakuba Przebindowskiego w Teatrze Muzycznym w Toruniu. Pisze Piotr Sobierski.

fot. Piotr Manasterski

Były służące, były chłopki, czas na kelnerki. W toruńskim Teatrze Muzycznym Jakub Przebindowski wyreżyserował spektakl na podstawie własnego scenariusza, w którym prym wiedzie kobieta na miarę XXI wieku, chociaż zanurzona w codzienności Torunia z początku poprzedniego stulecia. Hanka, służąca dyrektora miejskiej gazowni, rzuca pracę, w której najważniejsze jest szorowanie podłóg i bierze życie w swoje ręce. Jak sama mówi: „mi rozumu przybyło”, wyrusza więc na ulice Torunia w poszukiwaniu nowego zajęcia, ale szybko zderza się z mentalnością świata zdominowanego przez mężczyzn.

Chce pracować na siebie, a nie służyć innym, jednak nikt nie traktuje jej poważnie. Próbuje sił w miejscowych lokalach. Ma prezencję, kulturę i chęci, ale nie ma wąsów, a to przekreśla szanse na zatrudnienie. Zanim zostanie przepędzona z kolejnego miejsca słyszy: „co to za czasy, żeby kobieta do kelnerstwa się pchała”.

Wędrując po toruńskich restauracjach i kawiarniach, Hanka (znakomita Katarzyna Dmoch) spotyka całą galerię barwnych postaci. Przede wszystkim kelnerów przywodzących na myśl bohaterów kultowych filmów „Zaklęte rewiry” Janusza Majewskiego czy „Obsługiwałem angielskiego króla” Jiříego Menzla. Podobnie jak w tych obrazach, także u Przebindowskiego każdy z kelnerów został narysowany osobną, wyrazistą kreską. Magnetyczną postać Szajkowskiego tworzy Michał Słomka, z kolei Krzysztof Godlewski buduje rubasznego, ale trzymającego zespół twardą ręką Oberkelnera.

W tym świecie pojawia się również Dora w interpretacji Marty Burdynowicz, kobieta rodem z warszawskiej Pragi, oczywiście w szemranej piwnicznej karczmie, gdzie królują kiełbasa i wino.

fot. Piotr Manasterski

Obok codzienności restauracyjnego życia toczy się także kryminalna intryga. Aspirant Kaparski (Rafał Szatan) prowadzi sprawę wspólnie z aktorką Helą Burch, graną z wdziękiem przez Julię Turczynowicz-Suszycką. Sporą dawkę humoru wnoszą artyści amatorzy, którzy żadnej pracy się nie boją, czyli Felicja w kreacji Katarzyny Jamróz oraz Lubek grany przez Michała Zacharka. Próbują sprzedać swoje wokalne i cyrkowe umiejętności w kolejnych lokalach. Oboje przejawiają doskonały warsztat komediowy. Szczególnie zabawne są dialogi, w których, zależnie od potrzeby, zmieniają życiorysy, rodzinne koligacje i artystyczną przeszłość. Nie mniej efektowne pozostają ich sceniczne popisy, zwłaszcza imponujący szpagat Lubka oraz piosenka „Malovaný džbánku” śpiewana przez Felicję.

„Kelnerskie tango” Przebindowskiego jest uczciwie zrobionym teatrem rozrywki, w którym najważniejszą rolę odgrywa muzyka. Reżyser sięga po utwory z różnych muzycznych epok. Obok Wojciecha Młynarskiego i Jerzego Matuszkiewicza („Mam ochotę na chwileczkę zapomnienia”) pojawiają się Agnieszka Osiecka i Jacek Mikuła („Bossa nova do poduszki”, „Sing-Sing”), ale także współczesne piosenki Beaty Kozidrak („Dziesięć przykazań”) czy autorskie kompozycje Przebindowskiego. I właśnie ten stylistyczny rozrzut okazuje się największym mankamentem spektaklu. Mimo spójnej scenografii Wojciecha Stefaniaka i kostiumów Zuzanny Markiewicz, a także świetnej gry bandu pod kierownictwem Bartosza Staszkiewicza, muzyczny świat przedstawienia momentami traci stylistyczną jedność.

Tego problemu unika z kolei Joanna Semeńczuk. Jej choreografia umiejętnie wykorzystuje cytaty, a jednocześnie buduje konsekwentny i wyrazisty język sceniczny — od krwistego męskiego tanga tańczonego przez Michała Zacharka i Rafała Szatana po ukłon w stronę kultowego musicalu „Chicago”, przywołanego charakterystycznym ruchem rąk w jednej z piosenek.

Dowcipny scenariusz, pełne klasy teksty piosenek, muzyka na żywo i solidna obsada sprawiają, że spektakl staje się udaną podróżą do Torunia z początku ubiegłego wieku. Fikcja przenika się tu z miejską legendą. Przez ponad dwie godziny publiczność zanurza się w świat dawnych dancingów, kryminalnych zagadek i miłosnych perypetii. A przy okazji kibicuje kobiecie nowych czasów, która być może wydobędzie na światło dzienne kolejne herstorie - nie tylko toruńskich ulic.

Źródło:

#KurierTeatralny
Link do źródła

Sprawdź także