Logo
Recenzje

Kolejna edycja, czy zwiastun siedemdziesiątego sezonu artystycznego Opery Nova?

20.05.2026, 11:14 Wersja do druku

32. Bydgoski Festiwal Operowy. Pisze Barbara Mielcarek- Krzyżanowska.

fot. Andrzej Makowski/mat. teatru

Wybrzmiały ostatnie akordy kolejnej edycji Bydgoskiego Festiwalu Operowego… Czas, który przez dwa tygodnie (pomiędzy 25 kwietnia a 10 maja), każdorazowo po przekroczeniu progu Opery Nova, spowalniał i zaczynał płynąć w tempie znaczonym niezwykłością, zdążył powrócić do codziennego rytmu… I choć Festiwal przeszedł do historii, jego atmosfera nadal unosi się w powietrzu – melomani rozpamiętują najciekawsze i najbardziej poruszające wydarzenia, wymiana poglądów na temat festiwalowych odsłon wciąż trwa, ukazują się kolejne recenzje, a media podsumowują doroczne święto opery w Bydgoszczy…

Trzydziesta druga edycja Bydgoskiego Festiwalu Operowego przyniosła bowiem, wzorem poprzednich lat, przegląd propozycji szeroko rozumianego teatru operowego. Organizatorzy zadbali nie tylko o różnorodność gatunkową, oprócz oper i operetki proponując także oratorium w wersji scenicznej, zróżnicowane spektakle baletowe oraz ujęcie nietypowe – inscenizowany cykl pieśni kaszubskich. Zatroszczyli się również o to, by na bydgoskiej scenie pojawili się wykonawcy wybitni. Nie ukrywam, że w pewnym momencie zaczęłam zastanawiać się, czy nie umknęło mi kilka festiwalowych edycji, gdyż tegoroczny program miał rozmach godny jubileuszu. A może było to preludium zwiastujące siedemdziesiąty sezon artystyczny Opery Nova?

Otwierające Festiwal arcydzieło opery bel canto Łucja z Lammermooru Gaetana Donizettiego, wystawione przez artystów Opery Nova (reżyseria, scenografia, kostiumy – Thaddeus Strassberger, kierownictwo muzyczne – Tomasz Tokarczyk), stało się prawdziwą celebracją możliwości ludzkiego głosu. Realizatorzy wydobyli z libretta Salvatora Cammarano wątki zogniskowane wokół konfliktów, zakazanej miłości i przemocy, a nakładając na siebie wizualne elementy z różnych epok, podkreślili ponadczasowy rezonans tych tematów. Strassberger, zestawiając historyczne kostiumy z nowoczesnymi akcentami, nawiązując do szeregu dzieł malarskich oraz multiplikując przestrzenie sceniczne, stworzył świat, w którym tragedia tytułowej bohaterki staje się uniwersalnym dramatem o kruchości jednostki. W takim ujęciu bel canto wybrzmiało nie tylko pięknie, ale i wyjątkowo mocno, jako język przekraczający czas i stylistyczną konwencję.

Inscenizowany cykl pieśni kaszubskich Wòlô bòskô Łukasza Godyli (reżyseria – Jarosław Kilian, dyrygent – Grzegorz Brajner, produkcja Teatru Wielkiego – Opery Narodowej), niezwykle intymna i poruszająca opowieść o nieszczęśliwej miłości, przedstawiana z perspektywy narratorki przywołującej podczas obrzędu pustej nocy losy Hanuszki i Jaśka, okazał się kolejną propozycją, która zachwyciła bydgoską publiczność. Spektakl wykonany przez artystów wywodzących się z Kaszub – Danutę Stenkę i pomysłodawcę utworu Damiana Wilmę, nabrał autentyczności i emocjonalnej głębi. W ich interpretacji z pozoru prosta historia urastała do rangi ballady o pamięci, tęsknocie i nieuchronności losu, a tradycyjna muzyka stopiona z nowoczesnym językiem współczesnego twórcy Łukasza Godyli, subtelnie wpisana w narrację sceniczną, zyskiwała nowy wymiar i siłę oddziaływania.

fot. Dawid Stube/mat. teatru

Kolejny wieczór stał się prawdziwym świętem muzyki barokowej. Artyści Polskiej Opery Królewskiej zaprezentowali w wersji scenicznej „utajoną operę” - oratorium Georga Freidricha Haendla Triumf Czasu i Rozczarowania (reżyseria – Waldemar Raźniak, kierownictwo muzyczne – Krzysztof Garstka). Intrygujący spektakl połączył tradycyjną muzykę ze współczesną narracją, przez co barokowe alegorie zyskały ostrość i aktualność, a spór między Czasem, Rozkoszą, Pięknem i Rozczarowaniem przestał być moralitetem sprzed trzech stuleci, przekształcając się w pytanie o wartości we współczesnym świecie.

Nederlands Dans Theater – NDT 2, „formacja wyznaczająca kierunek współczesnego baletu europejskiego” jak czytamy w programie festiwalowym, zaprezentował dwa spektakle: Folkå (choreografia Marcos Morau) oraz Saaba (choreografia Sharon Eyal), ukazując człowieka jako element niekończącego się cyklu, istotę zanurzoną w kulturze, w jej odwiecznych rytuałach i wspólnotowych gestach. Ruch stawał się tu formą pamięci, zapisem doświadczeń, jakich depozytariuszem staje się ciało.

Reprezentujący odmienną tradycję, sięgającą Baletów Rosyjskich Sergiusza Diagilewa, fenomenalny zespół Les Ballets de Monte-Carlo, przedstawił tym razem zreinterpretowaną przez Jeana-Christophe’a Maillot wersję Jeziora łabędziego Piotra Czajkowskiego (LAC). To ujęcie – niepokojące, gęste od napięć – nawiązywało do problemów rywalizacji, manipulacji i konfliktu pokoleń, skrzyżowanych z pytaniami o tożsamość i granice wolności jednostki. Maillot stworzył świat, w którym mit staje się opowieścią o dojrzewaniu, o słabości i sile, o dążeniu do wolności.

Chwilę wytchnienia od poważnych pytań przynieść miał Orfeusz w piekle Jacquesa Offenbacha wykonany przez artystów Opery na Zamku w Szczecinie (reżyseria – Jerzy Jan Połoński, kierownictwo muzyczne – Jerzy Wołosiuk, dyrygent – Agnieszka Nagórka), ale i ta propozycja, choć podana ze stosownym przerysowaniem i przymrużeniem oka (choć momentami pozbawiona niezbędnej temu gatunkowi finezji językowej), okazała się czymś więcej niż rozrywką. Korzystając z konwencji operetkowej, spektakl obnażył mechanizmy współczesnej popkultury, świat zdominowany przez formaty reality show. W tym ujęciu mit o Orfeuszu i Eurydyce stawał się satyrą na kulturę, która z tragedii potrafi uczynić widowisko a z prywatności – towar.

Festiwal zwieńczyło arcydzieło Richarda Straussa Salome przywiezione do Bydgoszczy przez artystów Łotewskiej Opery Narodowej (reżyseria i scenografia – Alvis Hermanis, kierownictwo muzyczne – Mārtiņš Ozoliņš), którego akcję realizatorzy przenieśli do roku 2030, odrealniając opowieść biblijną i jednocześnie – w obliczu współczesnych zagrożeń – inkrustując ją nowymi sensami, pytaniami o granice ludzkiej wolności, o manipulację, obsesję kontroli i strach przed nieznanym.

XXXII Bydgoski Festiwal Operowy, choć różnorodny stylistycznie i gatunkowo, układał się w zaskakująco spójną opowieść – realizatorzy zaprezentowanych dzieł, niezależnie od epoki i estetyki, konsekwentnie pytali o kruchość jednostki wobec sił, które ją kształtują: wobec siły tradycji, pamięci, kultury, wspólnoty, popkultury, technologii i władzy, próbując skierować do widzów pytanie o to, czy w świecie pełnym presji (tradycji, społeczności, mediów, historii) potrafimy ocalić wolność i przemawiać własnym głosem.

Festiwal był też świętem sztuki, która nie boi się ryzyka wchodząc w dialog z tradycją, nie boi się piękna odkrywając je na nowo wbrew modzie na puryzm i estetyczną powściągliwość, nie boi się prawdy wydobywając ją z cienia nawet wtedy, gdy okazuje się niewygodna. Tegoroczna podróż przez światy, epoki i emocje ponownie przekonała nas, że opera nie jest gatunkiem passe, że dzięki otwartości reżyserów i dramaturgów wciąż pulsuje życiem i oddycha pełnią swojej artystycznej wolności.

Źródło:

Materiał nadesłany

Sprawdź także