Logo
Recenzje

#KurierTeatralny: Dokąd ten rejs?

14.07.2026, 09:13 Wersja do druku

„Batory. Transatlantyckie love story” Michała Walczaka w reż. autora na Scenie Letniej Teatru Miejskiego im. Witolda Gombrowicza w Gdyni. Pisze Piotr Sobierski.

fot. Piotr Pędziszewski/mat. teatru

„Mokro wszędzie, wietrznie wszędzie” – tymi słowami Grzegorz Wolf rozpoczyna spektakl „Batory. Transatlantyckie love story” Michała Walczaka na Scenie Letniej w Gdyni. Wakacyjna scena Teatru Miejskiego, świętująca w tym roku 30-lecie swojego istnienia, celebruje jednocześnie 90. rocznicę pierwszego rejsu transatlantyku Batory. Trudno wyobrazić sobie lepszy pretekst, by jego historia ponownie wypłynęła na scenę.

„Gdy kolejna wojna urlop ci popsuje, a biuro loty odwołuje”, jak śpiewają bohaterowie, pozostaje rejs statkiem, a w ostateczności polska plaża. Prolog tej historii, dający nadzieję na powodzenie alternatywnej turystyki, wykonują duchy przeszłości. Na scenie pojawiają się czarownice, które przybierają postaci legend polskiej kultury a jednocześnie pasażerek statku – Kaliny Jędrusik, Violetty Villas czy Hanki Ordonówny.

Walczak, autor sztuki i reżyser, prowadzi akcję równolegle w kilku przestrzeniach – świecie morskich widm, na pokładzie „Batorego” oraz na współczesnym lotnisku, gdzie z powodu opóźnionego lotu pojawia się cała galeria barwnych postaci. Są skłóceni rodzice (Agnieszka Bała i Rafał Kowal) oraz ich dojrzewający syn (Krzysztof Berendt), przeżywający bunt i fascynację influencerką (Weronika Nawieśniak). Jest też niespełniona reżyserka filmowa (Elżbieta Mrozińska), Janusz (Szymon Sędrowski) – król biznesu żyjący z pieniędzy innych, a z lekkim opóźnieniem pojawiają się również touroperatorka (Marta Kadłub) i szaman męskości (Jacek Bała), którzy okazują się najbardziej przedsiębiorczymi bohaterami tego grona.

Tekst Michała Walczaka, rozpisany na bogaty zbiór indywidualności, umiejętnie operuje stereotypami, ale obok trafnych obserwacji rzeczywistości (zabawnie wypada wątek szamański i odniesienia do filmowego charakteru Gdyni), momentami grzęźnie w publicystyce i niepotrzebnych umizgach do publiczności. Czuć tu klimat „Pożaru w burdelu”, z jego ostrym, niewybrednym, ale wciąż operującym metaforą humorem. Jest to jednak tylko cień najlepszych dokonań Walczaka. Spektakl powiela rozwiązania dobrze znane z wcześniejszych premier Teatru Miejskiego. Po raz kolejny wracają Donald Trump czy „gdyńskie” dziki, niewyszukana choreografia (Alisa Makarenko, Mariusz Lubawy) i coraz bardziej przewidywalna estetyka musicalowa.

fot. Piotr Pędziszewski/mat. teatru

Scena Letnia daje twórcom wyjątkową przestrzeń, ale jednocześnie narzuca ograniczenia. Naturalną scenografię większości spektakli stanowi gdyńska plaża, morze i panorama miasta. Kamili Bukańskiej udało się stworzyć atmosferę idealnie współgrającą z opowieścią. Minimalistyczna scenografia w sugestywny sposób przywołuje pokład dawnego transatlantyku, a kostiumy oddają estetyką epoki i współczesnej ulicy.

Zespół Teatru Miejskiego zdaje się dobrze odnajdywać w zaproponowanej przez Walczaka konwencji. Większość aktorów buduje charakterystyczne postaci, chociaż momentami na granicy przerysowania. Po raz kolejny w tym sezonie, to już czwarta premiera, warstwa dramatyczna schodzi jednak na dalszy plan. Spektakl wypełniają piosenki z dobrą muzyką Andrzeja Izdebskiego, ale nieco gorszymi tekstami Walczaka. Nie po raz pierwszy, zwłaszcza w numerach solowych, pojawiają się niedostatki wokalne. 

Na tle całego zespołu zdecydowanie najmocniej wokalnie wypada Weronika Nawieśniak, której przypadła jedna z ciekawszych ról – Oliwki, influencerki z Dubaju i Syreny. Aktorka operuje postacią nakreśloną grubą kreską, ale pozostaje wiarygodna i przede wszystkim zabawna. To zresztą ona wypowiada zdanie, które definiuje ten spektakl: „Każdy szuka swojej baśni, w której chce się znaleźć, chociaż na chwilę”. Interesujące postaci tworzą również wiedźmy Batorego – Beata Buczek-Żarnecka jako Loda Halama i Martyna Matoliniec jako Kalina Jędrusik. Obie nie uciekają się do prostego kopiowania swoich bohaterek, jedynie subtelnie korzystając z ich charakterystycznego emploi. Sceniczną klasę potwierdzają także Maciej Wizner jako morski chochlik oraz Grzegorz Wolf w roli kapitana Eustazego.

Spektakl Michała Walczaka wpisuje się w charakter Sceny Letniej. Jest lekko, muzycznie i z dużą dawką współczesnych odniesień. Trudniej jednak zrozumieć, dlaczego ten sam kurs coraz częściej wyznacza artystyczny kierunek całego teatru. Czas najwyższy aby zespół Miejskiego wypłynął znacznie dalej niż tylko w bezpieczny, rozrywkowy rejs.

Tytuł oryginalny

#KurierTeatralny: Dokąd ten rejs?

Źródło:

#KurierTeatralny
Link do źródła

Sprawdź także