Logo
Recenzje

#KurierTeatralny: Cisza pełna krzyku

16.02.2026, 16:35 Wersja do druku

„Dokręcanie śruby” Benjamina Brittena w reż. Peer Perez Øian w Den Norske Opera & Ballett w Oslo. Pisze Piotr Sobierski.

Cisza znana z obrazów Vilhelma Hammershøia towarzyszy od pierwszych minut najnowszej realizacji „Dokręcania śruby” („The Turn of the Screw”) Benjamina Brittena w Den Norske Opera & Ballett w Oslo. Ta cisza jest jednak tylko złudzeniem. To spektakl, w którym krzyk każdej z postaci, pomimo, że umiejętnie skrywany, słyszalny jest nie tylko dzięki muzyce i wokalnym popisom. 

„Dokręcanie śruby” Brittena nie należy do oper często wystawianych w Polsce. Krajowa premiera odbyła się dopiero w 2016 roku w Operze na Zamku w Szczecinie, a kilka lat później dzieło pod oryginalnym tytułem zaprezentowała Polska Opera Kameralna.

Operowy thriller oparty jest na noweli Henry’ego Jamesa. Akcja toczy się w tajemniczym, mrocznym, wiktoriańskim domu. W Oslo ta przestrzeń przywodzi na myśl wnętrza znane z obrazów Hammershøia. Pełne ciszy i stonowanych barw, dzięki zjawiskowemu światłu nabierają elegancji, a zarazem stają się areną intensywnej gry z cieniem. To on potęguje niepokój, grozę oraz tajemnice skrywane za kolejnymi drzwiami.

Wnętrze zanurzone w ciszy przenika muzyka Brittena. Kompozycja napisana na trzynaście instrumentów, w tym harfę i celestę, które rzadko pojawiają się w operowej orkiestracji, zaskakuje kameralnością, wręcz intymnością, a jednocześnie pod batutą Antonio Mendeza idealnie buduje atmosferę niepokoju i dwuznaczności.

Historia zaczyna się niepozornie. Młoda, pełna ambicji guwernantka (Johanna Wallroth) podejmuje się wychowania dwójki dzieci - Flory (Camilla Øfsthus) i Milesa (Mikkel Bosrup), podczas gdy ich jedyny krewny i opiekun wyraźnie zaznacza, że nie chce być angażowany w ten proces.

Z czasem wychodzi na jaw, że w domu przebywają dwie zjawy. Duch poprzedniej guwernantki, Miss Jessel (Eli Kristin Hanssveen), zdaje się mieć wpływ na Florę, a opiekun Peter Quint (Magnus Staveland) podporządkował sobie małego Milesa. Kolejne wydarzenia, niczym tytułowe dokręcanie śruby, wciągają widzów coraz głębiej w poczucie niepewności i strachu. Dzieje się tu wiele, choć trudno nie odnieść wrażenia, że z dzisiejszej perspektywy wydaje się trudny do wyobrażenia taki przebieg zdarzeń, zarówno na płaszczyźnie odpowiedzialności za młodych ludzi, jak i wobec przemocy psychicznej oraz fizycznej, widocznej chociażby w dwuznacznej relacji Milesa i Quinta.

Nowa guwernantka niespecjalnie dba jednak o bezpieczeństwo swoich podopiecznych. Sama stopniowo pogrąża się w szaleństwie. Pozwala, by duchy ogarnęły umysły dzieci, ale i ona sama popada w coraz głębszy obłęd. Momentami trudno odróżnić sen od jawy, a tragiczny finał nie przynosi jednoznacznej odpowiedzi z czym tak naprawdę zmagali się bohaterowie.

Inscenizacja Peer Perez Øian wyróżnia się znakomitym aktorstwem. W dwie kluczowe role dziecięce - Milesa i Florę - wcielają się trzynastoletni Mikkel Bosrup oraz Camilla Øfsthus. Oboje zachwycają wokalnymi umiejętnościami, młodzieńczą niewinnością i odwagą, która pozwala im momentami przejmować władzę nad dorosłymi. W konfrontacji z duchami pozostają jednak bez szans. Sceny z udziałem zjaw momentami przywodzą na myśl filmowe „Lśnienie” Kubrika, szczególnie Jessel kreowana przez Eli Kristin Hanssveen jawi się niczym bohaterka prawdziwych koszmarów. Największe wrażenie robi jednak postać gospodyni, pani Grose, w interpretacji Christine Rice. Znakomita brytyjska mezzosopranistka tworzy najbardziej sugestywną kreację - postać, która zdaje się wiedzieć najwięcej, lecz jak wszyscy w tej historii podejmuje działania zbyt późno. 

Perez Øian zaproponował opowieść o tym, jak wzajemnie nie potrafimy się słyszeć, ale też o skrywanych tajemnicach, które niszczą i prowadzą ku psychicznemu szaleństwu. Dzięki fenomenalnej scenografii i mistrzowskiej reżyserii świateł, spektakl bliski jest artystycznemu mistrzostwu. Jedynym zarzutem wobec reżysera pozostaje zbyt oszczędnie nakreślone szaleństwo bohaterów. To, co tak silnie wybrzmiewa w warstwie wizualnej i muzycznej spektaklu, zostało w aktorstwie wyraźnie poskromione.

Spektakl w Operze w Oslo nie daje łatwych odpowiedzi i konsekwentnie unika jednoznacznych interpretacji. Pozostawia widza zawieszonego między realnością a projekcją lęków bohaterów. W tej niepewności tkwi jego siła, a cisza po ostatnich dźwiękach z orkiestronu okazuje się najgłośniejszym krzykiem.

Tytuł oryginalny

Cisza pełna krzyku

Źródło:

Materiał nadesłany
#KurierTeatralny
Link do źródła

Wątki tematyczne

Sprawdź także