„Matki śnieżne” Katarzyny Błaszczyńskiej w reż. Kariny Grabowskiej w Teatrze Śląskim im. Stanisława Wyspiańskiego w Katowicach. Pisze Katarzyna Niedurny, członkini Komisji Artystycznej 32. Ogólnopolskiego Konkursu na Wystawienie Polskiej Sztuki Współczesnej.
Słyszane z offu słowa dziecka komentującego i dopowiadającego dobrze znaną baśń o Królowej Śniegu stopniowo zamieniają się w coraz mniej niewinne komentarze rozżalonego nastolatka. Jakby kawałek zaczarowanego lustra z baśni powoli wbijał się także w jego oko, umysł i serce. To początek spektaklu Matki śnieżne w reżyserii Kariny Grabowskiej, który opowiada o macierzyństwie jako doświadczeniu pełnym sprzeczności, zmęczenia, czułości, frustracji, lęku i radości.
Przedstawienie ma formę kalejdoskopu scen, obrazów i historii zebranych wokół doświadczenia macierzyństwa. Poszczególne wątki pojawiają się i znikają, tworząc mozaikę codziennych napięć, lęków i emocji związanych z byciem matką. A może nawet – supermatką.
W jednej ze scen cztery grające w spektaklu aktorki (Karina Grabowska, Anna Lemieszek, Agnieszka Radzikowska i Violetta Smolińska) zamieniają się w superbohaterki próbujące sprostać wszystkim wymaganiom związanym z opieką, pracą, emocjonalną dostępnością i organizowaniem życia innych. W innej okazuje się, że do przechodzenia przez codzienność potrzebna jest elastyczność joginki. Na scenie widzimy Annę Lemieszek przemieszczającą się pomiędzy kolejnymi obowiązkami i wydarzeniami, wykonującą przy tym imponujące asany. Spektakl celnie pokazuje, jak współczesna kultura oczekuje od kobiet jednoczesnej siły, produktywności, czułości, samorozwoju i nieustannej gotowości do działania.
Przedstawienie dotyka zarówno pozornie zwyczajnych problemów codziennego życia: społecznej presji, przeciążenia, potrzeby godzenia sprzecznych oczekiwań, jak i tematów znacznie cięższych: uzależnienia od telefonu, biedy, narkotyków czy doświadczenia życia z dzieckiem w spektrum autyzmu.
Mocno działa scena, w której bohaterki opowiadają o najgorszych rzeczach, jakie powiedziały swoim dzieciom. Wypowiadanie tych zdań w akceptującym gronie innych kobiet nie staje się jednak formą samooskarżenia czy publicznej spowiedzi. Bardziej przypomina wentyl bezpieczeństwa i próbę wyrzucenia z siebie emocji, zmęczenia i poczucia winy w towarzystwie, które nie ocenia, lecz rozumie.
Żaden z poruszanych tematów nie zostaje rozwinięty do końca i chwilami może pozostawiać poczucie niedosytu. Wydaje się jednak, że nie taki jest cel tego spektaklu. Twórczynie nie próbują tworzyć psychologicznych studiów poszczególnych problemów, lecz raczej pokazać przeciążenie i chaos doświadczeń związanych z macierzyństwem. Tej zmienności tematów sprzyja scenografia Agaty Kurzak. Na scenie widzimy obiekty przypominające dziecięce klocki, które przestawiane przez aktorki zmieniają się w siedziska, podesty czy litery. Podwieszane materiały drapowane na tylnej ścianie sceny czasami przypominają lodowe góry, pozostają jednak na tyle neutralne, że wraz ze zmianą świateł mogą całkowicie modyfikować nastrój sceny i znaczenie poszczególnych obrazów.
Dodatkowo spektakl urozmaicają liczne wykonywane przez aktorki piosenki, które pomagają przechodzić pomiędzy bardzo różnymi tonacjami emocjonalnymi: od ironii i humoru po momenty bardziej intymne i melancholijne. Muzyka wzmacnia poczucie wspólnotowości obecne w całym przedstawieniu.
Rozproszone historie w całość spina opowieść o matce (Agnieszka Radzikowska) i jej adoptowanym synu Kaju, który ucieka z domu. Kobieta bezskutecznie próbuje się do niego dodzwonić. Wątek ten wyraźnie wpisany jest w konwencję wspomnianej Królowej Śniegu i motyw poszukiwania Kaja, któremu do oka wpada odłamek lustra złego czarnoksiężnika. Baśniowy element wraca pomiędzy kolejnymi scenami. Widzimy, jak kobieta zmaga się z trudną sytuacją, szuka swojego syna i kontaktu z nim, a także jak z biegiem czasu otrzymuje coraz większe wsparcie od innych matek.
Największą siłą tego spektaklu jest wyraźne zaangażowanie grających w nim aktorek. Na scenie spotykają się różne pokolenia kobiet, a wraz z nimi odmienne doświadczenia macierzyństwa, córkostwa i kobiecości. Dzięki temu przedstawienie nie zamyka się w jednej perspektywie ani jednym modelu rodziny, lecz pokazuje relacje między kobietami jako przestrzeń pełną napięć, czułości i wzajemnego rozpoznania.
Wszystkie te elementy pracują na stworzenie atmosfery wyznania i bliskości. Zarówno między bohaterkami, jak również sceną a widownią. W efekcie powstaje przestrzeń rozmowy, w której można mówić o rzeczach trudnych bez konieczności formułowania jednoznacznych ocen. W czasie spektaklu zawiązuje się kobieca wspólnota przeciw zmęczeniu, wyzwaniom i trudnym doświadczeniom, która nie sprawi, że te znikną, ale może ułatwić ich przeżywanie (również dzięki wprowadzaniu humoru do trudnych tematów) oraz dzielenie się zbiorową mądrością.
W ostatniej scenie wracamy do wątku Kaja i Gerdy. Widzimy, że syn w końcu oddzwania do matki. Ta odbiera telefon, a spektakl się kończy. Każdy z widzów sam musi zdecydować, czy to początek wzruszającego pojednania, czy kolejnych kłopotów. Bez względu na to, co się stanie bohaterka osadzona jest już w silnej wspólnocie matek. Będzie miała wsparcie w kolejnym wyzwaniu.
***
Katarzyna Błaszczyńska MATKI ŚNIEŻNE, reżyseria: Karina Grabowska, scenografia: Agata Kurzak, muzyka, śpiew, podkłady muzyczne i teksty piosenek: Anna Bratek, podkłady muzyczne: Grzegorz Kasperczyk, kostiumy, inspicjent, sufler: Anna Kandziora, reżyseria i realizacja świateł: Bartłomiej Sowa. Premiera w Teatrze Śląskim im. Stanisława Wyspiańskiego w Katowicach 27 kwietnia 2025