„Paprykarz szczeciński” Michała Kmiecika w reż. Marcina Libera z Teatru Współczesnego w Szczecinie na LIII Jeleniogórskich Spotkaniach Teatralnych. Pisze Manu w portalu jelonka.com.
Wtorkowy (6 października) wieczór 53. Jeleniogórskich Spotkań Teatralnych, zorganizowanych przez Teatr im. Norwida, uświetnił Teatr Współczesny ze Szczecina ze spektaklem muzycznym „Paprykarz szczeciński” autorstwa Michała Kmiecika w reżyserii Marcina Libera.
Szczecin, jak wiadomo, na mapie kulinarnej Polski wyróżnia się dwiema potrawami: pasztecikami i paprykarzem szczecińskim z resztek po produkcji przetworów rybnych, mieszanych z ryżem i paprykowym przecierem. Oba te specjały pojawiły się w mieście w czasach PRL–u i przetrwały do dziś.
Bohaterami „Paprykarza szczecińskiego” są puszki paprykarza szczecińskiego, kultowego wspomnienia dawnej uczty. Na początku przedstawienia jeden z bohaterów uderza się w głowę i nie za bardzo można ustalić, czy to, co oglądamy na scenie, nie jest po prostu jego projekcją. Czy człowiek śni o byciu paprykarzem, czy wręcz odwrotnie, paprykarz śni o byciu człowiekiem.
„Paprykarz szczeciński” oparty jest na grze zespołowej (Julia Gadzina, Maria Dąbrowska, Magdalena Wrani-Stachowska, Maria Wójtowicz, Konrad Beta, Adam Kuzycz–Berezowski, Arkadiusz Buszko, Kacper Kujawa, Maciej Litkowski, Wojciech Sandach i Konrad Pawicki). Mamy więc tu niezłą zabawę słowem: Papryk Vega, Olga Paprykarczuk, Albert PapryCamus i zmarły David Paprykalynch (Konrad Pawicki; połączenie legendarnego amerykańskiego reżysera Davida Lyncha z lokalnym symbolem Szczecina – kultowym paprykarzem), który z zaświatów przygląda się wydarzeniom. I przede wszystkim nawiązania do Szczecina: Pogoń Paprykarz, Łona, Teatr Polski, Teatr Współczesny i Jakub Skrzywanek.
Gdy narracja przechodzi w sferę teatru w teatrze, mamy do czynienia z bardziej zindywidualizowanymi postaciami, w tym zagubiony dramaturg (Wojciech Sandach), samotny solenizant (Adam Kuzycz–Berezowski), który obchodzi swoje urodziny w Sylwestra, i córka (Julia Gadzina), która martwi się o swego ojca, mającego wyłączony telefon.
Spektakl szczecińskiego Teatru Współczesnego jest pełna absurdalnego humoru, nawiązań do estetyki kultowego serialu Davida Lyncha „Twin Peaks” oraz groteskowych, uczłowieczonych puszek paprykarza. Ma szybkie tempo, lekkość, dystans i ironiczno-groteskowy dowcip. Fikcyjny klimat dopełnia scenografia Mirosława Kaczmarka utrzymana w metaliczno-czarnej kolorystyce i muzyka Marcina Macuka (nad wokalnym przygotowaniem aktorów pracowała Sandra Klary Januszewska). Świetnie współgra ona ze zmieniającym się oświetleniem, a lustrzana podłoga tylko podbija ten efekt.