„Rewizja procesu Jezusa” Katarzyny Kozyry w reż. autorki i Krysi Bednarek w Narodowym Starym Teatrze im. Heleny Modrzejewskiej w Krakowie. Pisze Maciej Stroiński.
Motto: „Nie, nie i jeszcze raz nie, nigdy z tobą nie będę, spierdalaj, bo cię nie chcę, bo jak ty w ogóle wyglądasz, jesteś biedny i nieprzyjemnie śmierdzisz, Artur Grottger Już tylko nędza, Katarzyna Kozyra kołnierz z psiego ścierwa” (Dorota Masłowska, Paw królowej)
Nowa Scena w Starym wcale nie ma za patronki jakiejś tam Eve Adams, a jeżeli nawet, to na tej zasadzie, na jakiej kiedyś Scenę Kameralną nazwano nazwiskiem Jarockiego, bo trwał właśnie jego sezon i trzeba było coś zapozorować, by się nazywało, że coś się odbywa, przy okazji dosrywając Krystianowi Lupie, którego imię Kameralna nosi, nawet gdy nie nosi żadnego. Więc nie. Nowa Scena od dwa tysiące dwunastego roku gra pod patronatem Patrycji Pitz, bohaterki Pawia królowej, wypowiadaczki powyższych słów z motta. Na tych właśnie dechach zrobiła niedawno spektakl prawdziwa, niepodrabiana, wyżej wzmiankowana Katarzyna Kozyra. Nie zostanie twarzą Nowej i tematem mojego wypracowania jest wyjaśnić czemu.
Mało się pisało o Kozyrze w Starym. Nawet P. Głowacki, świeżo zmartwychwstały bloger, którego czytanie stanowi mą guilty pleasure, nie raczył zahaczyć u siebie w zapiskach. (A tak przy okazji: jak można ułożyć tren na śmierć Terence’a Stampa i nawet się nie zająknąć o jego wykonie w Priscilli, królowej pustyni?) Rewizja procesu Jezusa doczekała się na razie dwóch reaction shotów w małopolskich zinach: na portalu Radia Kraków i w „Tygodniku Powszechnym”, i jednej opinii na skalę ogólnopolską: w miesięczniku „Nowy Teatr”. Doliczmy ponadto artykuł przedpremierowy, tak jakby wróżebny.
Tak, dobrze się domyślacie. Spektakl jest do dupy. Zgadzam się z Dariuszem Kosińskim, że Kozyrze wyszło przegadane, słabe dzieło, a z Magdaleną Ujmą, że „całość kojarzy się ze szkolną akademią przetykaną skeczami z kabaretu”. Zupełnie olano możliwości medium. Osoby aktorzące ani grają, ani performują. Jak by nazwać ich działania? Wyrabiają normę i podają kontent jak ruchomy pasek na dole ekranu. Rewizja procesu Jezusa sadzi banałami, które komunikuje tonem objawienia i przełamuje niedożarcikami. Deklaratywny i katechetyczny wieczór.
Jak facet mówi, jak jest, zwie się to mansplaining. A jak mądrzy się kobieta? Jak to wtedy nazwać? „Jak chłopu na miedzy” czy „kobiety objaśniają mi świat” (por. I. Kempa)? Boże, jak fajnie by
recenzentką. Gdyby niniejszy tekst należał do mojej codziennej produkcji, czyli przekładu literackiego, redaktorki & korektorki już by mnie dojeżdżały, jak dużo tu „jak”.
Wracając do Rewizji. Spektakl ma wymiar misyjny. Dąży do tego, aby „wszystko było dobrze”. Katarzyna Kozyra wciąż szuka Jezusa, lecz bardzo nie chce go znaleźć, aby nie przełamać swojej artystowskiej blazy.
Z dziełami mającymi Jezusa w tytule (por. np. Coetzee, Denis Johnson i Bruno Dumont) jest często ten szpadel, że są nie na temat. Jezusa wzywają tylko jako markę, zagajenie, appetizer. To nie przypadek Kozyry. Ona słusznie zapowiada, że spektakl traktuje o Nim. Artystka nie potrzebuje dodatkowej metki, bo sama jest metką. Trophy wife Starego.
Pochwalam jedno: przekorę. Mówienie bez obrzydzenia o Rex Iudaeorum i o Żydach w ogólności wywołuje na lewicy głębokie zgorszenie.
Ogłoszenia parafialne. Drewniak, Derejczyk & Domagała: te nazwiska nosi najnowsza rodzima inba. Wojenka w trzy de, a jeśli doliczyć, że kałszkwał rozgrywa się na łamach „Dialogu”, wychodzi 4D. Wyżej pomienionych ukazano w artykule Farma trolli jako gang Olsena, urocze trio pociesznych złoczyńców. Myślę, że Drewniaka najżywiej dotknęło bycie postawionym na jednej półce z kolegą po piórze. Osoby autorskie wyłuszczają, jak Łukasz gnoi inne osoby recenzenckie i jak Tomek się wymądrza, zabawiając w gatekeepera. Czyli dzień jak co dzień.