06.08.2021, 18:58 Wersja do druku

Joanna Bogacka – niebo nad życiem!...

Pani Joanna traktowała reżysera z zaufaniem i przyjaźnią, twórczo wychodziła mu naprzeciw – w lot chwytając wszystkie jego „poetyckie”, często trudne do zwerbalizowania pomysły, wiernie i w pełni je scenicznie ucieleśniała - Joannę Bogacką wspomina Waldemar Matuszewski.

mat. organizatora

26 lipca na Scenie Kameralnej w Sopocie odbyła się promocja książki Łukasza Rudzińskiego JOANNA BOGACKA. PORTRET WIELOKROTNY. Wydawcą jest Muzeum Sopotu.

W zaproszeniu Teatru Wybrzeże na tę uroczystość czytaliśmy: „Imponujący dorobek tej wybitnej artystki dotąd nie doczekał się zebrania w jednej publikacji. Łukasz Rudziński dzięki wsparciu Miasta Sopot wypełnia tę lukę, rozmawiając z pięćdziesięcioma ludźmi kultury i sztuki, których drogi przecięły się z drogą Artystki. Na bazie ich wspomnień powstała książka, która jest próbą stworzenia mozaikowego portretu Joanny Bogackiej takiej, jaką naprawdę była. O Joannie Bogackiej w książce wypowiadają się m.in. Kazimierz Kutz, Danuta Stenka, Maciej Nowak, Jan Klata, Mirosław Baka, Dorota Kolak czy mąż Joanny Bogackiej, Krzysztof Gordon.”

Joanna Bogacka – ur. 17 XII 1945, Gdańsk, zm. 26 XI 2012, Sopot.

Mam zaszczyt być jedną z tych pięćdziesięciu osób wspominających tę niezwykłą Aktorkę. Nasze spotkanie miało miejsce w roku 1991 w Teatrze Dramatycznym w Warszawie przy realizacji adaptacji „W poszukiwaniu straconego czasu” Marcela Prousta zatytułowanej „Ach, Combray!...”, której byłem współautorem (wespół z Robertem de Quelen) i reżyserem. Pani Joanna grała postać Babki głównego bohatera - Macela granego przez Jarosława Gajewskiego. Było to jedno z tych spotkań, które zapadają w nas na całe życie. To wspomnienie odnajdziemy w omawianej książce. Ponieważ nasza znajomość nie zakończyła się na tej realizacji (w roku 1999 przygotowywaliśmy się do realizacji „Wiśniowego sadu” w Teatrze Polskim w Poznaniu – z Joanną Bogacką w roli Raniewskiej) myślę, że naszą relację mogę nazwać przyjaźnią, a z pewnością jej serdecznym i trwałym zaczątkiem. Pani Joanna traktowała reżysera z zaufaniem i przyjaźnią, twórczo wychodziła mu naprzeciw – w lot chwytając wszystkie jego „poetyckie”, często trudne do zwerbalizowania pomysły, wiernie i w pełni je scenicznie ucieleśniała. Ogromnie jestem ciekaw wszystkich pozostałych czterdziestu dziewięciu wspomnień zebranych przez Łukasza Rudzińskiego, ale jestem pewien potwierdzenia mojej powyższej opinii. Kiedy wspominam serdeczny uśmiech Pani Joanny i ten czasem zupełnie szalony śmiech w postaci proustowskiej Babki, widzę jak pomyka zachwycona deszczem w spektaklu „Ach, Combray!...” – wołającą w zachwyceniu: „Nareszcie się oddycha!”. Dźwięczą mi wciąż w uszach słowa, którymi żegna na zawsze swojego scenicznego wnuka i mogę powiedzieć, że w tym momencie wygłaszała tekstem Prousta credo swojego własnego życia:

„Staraj się zawsze zachować kawał nieba nad swoim życiem, mój mały. Masz piękną duszę, rzadkiej ceny, naturę artysty, nie pozwól, aby jej brakło tego, co najważniejsze.”

Źródło:

Materiał nadesłany