EN
19.10.2021, 12:53 Wersja do druku

Jedni śpią, a inni płaczą

„Ławeczka” Aleksandra Gelmana w reż. Marka Wolnego w Teatrze Praska 52 w Krakowie. Pisze Wiola Imiolczyk z Nowej Siły Krytycznej.

fot. mat. teatru

Ona i on, oboje z bagażem życiowych doświadczeń. Każde z nich posklejane z trudnych historii, jednak nie bardziej wyjątkowych od mojej czy twojej. „Ławeczka” Aleksandra Gelmana to prosta, pozbawiona umoralniającego zadęcia opowieść. Reżyser Marek Wolny wykorzystał ją do zbudowania w krakowskim Teatrze Praska 52 portretu dwójki samotnych ludzi rozczarowanych życiem. Przypadkowe spotkanie w letni wieczór w miejskim parku staje się pretekstem do rozważań na temat kondycji człowieka, braków, jakie odczuwa w życiu i lęków, z którymi musi się mierzyć.

Fiodor (Marek Wolny) to niczym niewyróżniający się mężczyzna w średnim wieku. Przechadzając się alejkami, podrywa spacerowiczki. Choć pracuje jako kierowca autobusu, „ofiarom” przedstawia się jako kierownik budowy albo konstruktor w delegacji. Nie ma w nim wiary w uczucie, które mogłoby pojawić się między nim a poznaną kobietą. Kiedy trafia na Wierę (Sylwia Chludzińska), nawet nie próbuje udawać zainteresowania czymś więcej niż przygodną znajomością. Wnet okazuje się, że Wiera już raz dała się nabrać na jego czułe słówka. Kiedy rozpoznaje mężczyznę, postanawia wygarnąć mu, jak bardzo upokorzył ją przed rokiem, znikając o poranku bez słowa.

Bohaterowie są pełni goryczy i pretensji zarówno do siebie nawzajem, jak i do całego świata. Każde z nich cierpi na swój sposób. Fiodor, który nie znajduje szczęścia w małżeństwie, rozżalenie z tego powodu ukrywa za kłamstwami. Nie jest przy tym specjalnie skrupulatny, opowiada przypadkowe historie, które niekoniecznie układają się w logiczną całość. Jednak dla pogodzonego z losem mężczyzny nie ma to znaczenia, w końcu żadna nowa znajomość nie może mieć przyszłości. Inaczej jest z Wierą, która choć co rusz łapie Fiodora na zmyślaniu, nie potrafi od niego odejść. Samotna rozwódka rozpaczliwie poszukuje kogoś, kto wyrwałby ją z marazmu i szarej codzienności. Bohaterowie obrażają się wzajemnie, oszukują i zwodzą. Mimo rosnącej irytacji, beznadziejna samotność przykuwa ich do siebie.

Gorzki smak prostej anegdoty maskują zabawne dialogi pozbawione moralizatorstwa i patosu. Fiodor i Wiera są niezwykle wiarygodni, ich problemy wydają się zwyczajne i bliskie. Aktorzy doskonale wcielają się w role: postać stworzona przez Marka Wolnego emanuje nonszalancją i swobodnym poczuciem humoru, bohaterka Sylwii Chludzińskiej jest łatwowierna i ufna, nie da się jej nie lubić. Fiodor w znoszonej skórzanej kurtce, Wiera w pstrokatej sukience, z czerwoną torebką pod pachą – to para, jakich wiele każdego dnia mija się na ulicy. Równie szkicowo i uniwersalnie Ryszard Wiechowski potraktował scenografię. Ławka, blaszany kosz na śmieci i uliczna latarnia – wszystko w typowym, zielonym kolorze. W tle słychać parkowy gwar, melodię karuzeli. Nie ma tu miejsca na jakąkolwiek wyjątkowość. Zwyczajni ludzie w zwyczajne popołudnie w parku jednego z tysiąca miast. 

Aleksander Gelman napisał „Ławeczkę” w połowie lat osiemdziesiątych, a więc jeszcze w Związku Radzieckim, kiedy kontekst takiej prostej damsko-męskiej historii był zupełnie inny. Dziś osamotnienie, fałszywą moralność i wszechobecnie akceptowalne kłamstwo czytamy po swojemu. Perypetia miłosna Wiery i Fiodora, choć naszpikowana niewybrednymi żartami, stanowi smutny obraz społeczeństwa, w którym trudno o prawdziwe relacje i uczucia. Spektakl ogląda się z przyjemnością, ale łapiemy się na tym, że śmiejemy się z samych siebie, ze swoich obaw i rozczarowań. Różnimy się tylko tym, że jedni z nas śpią, a inni płaczą.

Aleksander Gelman 

„Ławeczka”

tłumaczenie: Jerzy Koenig

reżyseria: Marek Wolny

Teatr Praska 52 w Krakowie, premiera 15 października 2021

występują: Sylwia Chludzińska, Marek Wolny

Wiola Imiolczyk – studentka historii sztuki na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach. Pisze nie tylko o teatrze, ale także o architekturze i urbanistyce, wnętrzach oraz krajobrazie.


Źródło:

Materiał własny