Logo
Recenzje

Jak nie zostałem Kurtem Cobainem w Teatrze Miejskim

13.04.2026, 13:55 Wersja do druku

Dream, czyli jak nie zostałem Kurtem Cobainem w reż. Patryka Warchoła w Teatrze Miejskim im. Witolda Gombrowicza w Gdyni. Pisze Łukasz Rudziński w portalu trojmiasto.pl.

fot. mat. teatru

Każdy z nas ma marzenia - te dziecięce pozostają przeważnie zaledwie anegdotą, te z lat nastoletnich często wspominamy z rozrzewnieniem, bo kto nie miał głowy pełnej marzeń i wiary w to, że zawojuje świat, gdy miał 16 czy 18 lat? Bohater wystawionego w Teatrze Miejskim w Gdyni monodramu "Dream, czyli jak nie zostałem Kurtem Cobainem" marzył o karierze gwiazdy rocka. Po 40 r.ż. przypomniał sobie o tym i postanowił o to zawalczyć. Wyszło obiecująco.

Kryzys wieku średniego może mieć różne oblicza. Aktor Teatru Miejskiego w Gdyni Jacek Bała uznał, że nigdy nie jest za późno na realizację marzeń. Zgłosił projekt do Krajowego Planu Odbudowy, aby w ramach rozwoju osobistego nauczyć się grać na gitarze i śpiewać. Dostał dofinansowanie, więc podjął się realizacji śmiałego projektu, którego zwieńczenie oglądać można w Teatrze Miejskim od 11 kwietnia. Bała nie tylko rozpoczął naukę gry na gitarze i pracę nad wokalem, ale też napisał scenariusz inspirowanego własnym życiem monodramu, w którym odgrywa główną rolę (odpowiada też za muzykę i aranżacje).

Spektakl wyreżyserował Patryk Warchoł, który niedawno dał się poznać trójmiejskim melomanom jako zdolny reżyser młodego pokolenia, wystawiając sztukę "Ellen Babić" w Teatrze Wybrzeże (wcześniej jako dramaturg współpracował z Michałem Siegoczyńskim przy innych produkcjach Wybrzeża - "Romeo i Julia is not dead" i "Potop").

Aktorowi na scenie towarzyszą dwie gitary (elektroakustyczna i elektryczna) oraz wzmacniacze. Całość wraz z krzesłami, okablowaniem i mikrofonami ocieplono niewielkim dywanem "perskim", co uzupełniają drzwi wejściowe do mieszkania bohatera i ekran projekcyjny tuż obok nich (scenografia autorstwa Mai Zęgoty). Pokazywane przede wszystkim podczas wykonywania szlagierów Nirvany wizualizacje przygotowała Ewa Borowska (odpowiedzialna również za reżyserię świateł).

Poznajemy bohatera w kryzysie. Zmęczonego życiem, pogrążonego w apatii, rozczarowanego niezbyt udaną przygodą z aktorstwem, która zakończyła się bezrobociem zamienionym na pracę w markecie "Media", z nazwą nawiązującą do popularnej sieci sklepów ze sprzętem RTV i AGD. Jak to w wieloletnim związku, w relacji z żoną "bywało lepiej". Kolejne dni wypełnia względna, krucha stabilizacja i narastające poczucie egzystencjalnej pustki.

To przestrzeń, w której do głosu może dojść Kurt Cobain, frontman zespołu Nirvana, idol z dzieciństwa i zarazem mroczne alter ego bohatera. Kiedyś był obecny przede wszystkim w rock'n'rollowym stylu życia, pełnego używek i buntu nastoletniego bohatera. Dziś bardziej przemawia naznaczona bólem i traumami muzyka Nirvany, której nałogowo słuchał jako nastolatek.

Ze sceny brzmią w całości lub fragmentach takie hity jak "Smells Like Teen Spirit", "The Man Who Sold The World", "Where did you sleep last night", "Lithium", "Stay Away" czy "Rape Me".

Dwie gitary i on - raz jako zbuntowany nastolatek, innym razem jako dojrzały facet po 40. w kryzysie egzystencjalnym. To wystarczy, by opowiedzieć ciekawą historię.

W sztuce "Dream, czyli jak nie zostałem Kurtem Cobainem" otrzymujemy dwie przybliżane naprzemiennie perspektywy: obecna, w której śledzimy zmaganie bohatera z nauką gry i śpiewu oraz naznaczony tragedią kryzys w relacji małżeńskiej oraz dawna, sprzed 30 lat, gdy zbuntowany dzieciak starał się upodobnić do swojego idola.

Szczenięce marzenia o karierze rockowej odżyły nieoczekiwanie po latach. Jacek Bała sięga po gitary, gra na nich brudno, nieperfekcyjnie. Jego śpiew (szczególnie podczas trudnych wokalnie momentów podczas gry standardów Nirvany), również daleki jest od perfekcji, ale przecież nie o to w tym wszystkim chodzi. Nie ma maskowania technicznych niedoskonałości ani upiększania czy pudrowania rzeczywistości. Ona przecież skrzeczy, czasem skrzypi, a bardzo często uwiera.

Największym atutem 75-minutowego monodramu jest autentyczność emocji, które przekazuje aktor. Proste środki wyrazu, użyte przez aktora, skutecznie rezonują z widzami.

O ile działania Bały w pierwszym kwadransie spektaklu cechuje sztuczna nadpobudliwość i przesada, o tyle wraz z czasem trwania przedstawienia aktor staje się coraz bardziej wiarygodny w opowiadaniu o bohaterze, który zmaga się z życiem, światem i cieniem Kurta Cobaina w sobie.

Spektakl wyreżyserowany przez Patryka Warchoła ma sobie dużo scenicznego brudu - zarówno w tempie, jak i dramaturgii zdarzają się momenty gorsze, podobnie jak w grę i śpiew Bały wkradają się techniczne niedostatki, co jednak nie psuje jego odbioru.

Pomimo chaotycznego stylu narracji, "Dream, czyli jak nie zostałem Kurtem Cobainem" słucha i ogląda się dobrze, a bohaterowi szybko zaczyna się wierzyć, kibicując mu zarazem, żeby pokonał demony, z którymi się zmaga. To najciekawsza jak dotąd premierowa propozycja Miejskiego pod nową dyrekcją.

Tytuł oryginalny

Jak nie zostałem Kurtem Cobainem w Teatrze Miejskim

Źródło:

www.trojmiasto.pl

Link do źródła

Autor:

Łukasz Rudziński

Data publikacji oryginału:

13.04.2026

Sprawdź także