Logo
Magazyn

Aleksandra Zawieruszanka (1937-2026) – z dala od nieczułości świata

13.04.2026, 11:22 Wersja do druku

Pożegnaliśmy niedawno znakomitą aktorkę Aleksandrę Zawieruszankę. Ze względu na wyjazd zagraniczny nie dane było mi uczestniczyć w uroczystości. Pisze Waldemar Matuszewski.

fot. Cezary M. Langda/ zdjęcie opublikowane w gazecie „Stolica”

Choć pracowaliśmy ze sobą kilkakrotnie wiele lat temu, wciąż wyraziście widzę i słyszę aktorkę w tamtych rolach – wszystkie na scenie Teatru Małego w Warszawie: Claire w „Pokojówkach” Jean Genet’a (prem. 10 XII 1983 r.) oraz dwóch sztukach Tennessee Wiliamsa - Blanche du Bois w „Tramwaju zwanym pożądaniem” (prem. w styczniu 1986) oraz Panna Fellowes w „Nocy iguany” (prem. w kwietniu 1988).

Dane mi było zaprzyjaźnić się z wielką aktorką i bliżej ją poznać. Mieszkanie Oli Zawieruszanki było – w czasach przaśnego PRL-u azylem, odskocznią, przybytkiem piękna, w którym rozbrzmiewały melodie jej ukochanej pozytywki (leku na całe zło). Na próbach nie akceptowała grubiaństwa, ani wulgarnego języka (O tych z ulicy mówiła: „Musimy się od nich pięknie różnić!”). 

Z trzech wymienionych ról Blanche z „Tramwaju…” była jej najbliższa. W programie do spektaklu – właśnie ze względu na tę postać znalazły się fragmenty „Lęku” i „Schizofrenii” lekarza psychiatry i filozofa Antoniego Kępińskiego oraz wypowiedź prof. Kazimierza Dąbrowskiego rozpoczynjąca się od słów: „Bądźcie pozdrowieni, psychoneurotycy!”. Nawiązuje do nich Wojciech Natanson w recenzji ze spektaklu („Życie Warszawy”, 7 III 1986), podkreślając, że „Aleksandra Zawieruszanka gra Blanche jako jedyną postać bardziej skomplikowaną w utworze Williamsa”.

Poprzez cytat z „Lęku” prof. Kępińskiego - „Człowiek jest jakby dwiema nieskończonościami: jedna jest w nim, druga na zewnątrz. Rzeczywistość rozgrywa się w płaszczyźnie zetknięcia się obu nieskończoności: kosmosu i własnego świata. Obie nieskończoności budzą lęk, człowiek boi się siebie i boi się otaczającego świata” – słyszę wciąż drżący i aksamitny, podszyty gwałtowną potrzebą miłości głos Blanche Aleksandry Zawieruszanki w scenie z Inkasentem (którego grał młodziutki Piotr Pręgowski): 

INKASENT: Zbieram za prenumeratę „Gwiazdy Wieczornej”.             

BLANCHE: Nie wiedziałam, że gwiazdy można prenumerować. (…) Jak pan się nazywa?                                                                                 

INKASENT: Lucio Francesco Romano.                                                   

BLANCHE: Mój Boże! Co za nazwisko! /młody Inkasent stoi speszony/ Niech pan daruje, nie znoszę konwenansów, dziś czuję się dziwnie niespokojna… Wie pan, te długie deszczowe popołudnia w Nowym Orleanie, kiedy godzina przestaje być godziną, a staje się ułamkiem wieczności, który nagle spada nam w ramiona… Cóż robić w takie wieczory… /słychać sentymentalne bluesy. Młody człowiek chrząka i spogląda z niepokojem na drzwi/. Młody człowieku! Czy powiedział ci kiedy ktoś, że wyglądasz jak arabski książę z opowieści z tysiąca i jednej nocy? /całuje go mocno w usta/.

Prace prof. Kępińskiego były bardzo pomocne przy realizacji spektaklu. Ta niezwykła aktorka potrafiła pójść za mądrością autora „Schizofrenii” i ją odnaleźć w roli „nieszczęsnej mitomanki” Blanche: „Kochać i być kochaną jest może największą potrzebą kobiety. Brak realnego przedmiotu miłości odczuwa ona boleśniej niż mężczyzna. Staje wobec pustki uczuciowej, przed którą uciec może przez samobójstwo lub pozorne życie polegające na kurczowym trzymaniu maski społecznych form i powinności, wewnętrznie jednak czuje się martwa. Trzecim wyjściem jest rozbicie świata realnego i zastąpienie go nierealnym, w którym jej potrzeba ma większe szanse spełnienia”. Wszystko to znalazło się w granej przez Aleksandrę Zawieruszankę postaci. Temida Stankiewicz-Podhorecka recenzji ze spektaklu nadaje tytuł „Ucieczka w obłęd”. Wojciech Natanson zauważa: „W zakończeniu łatwo ulega podstępom i ostatecznie wychodzi z lekarzem triumfalnie, jakby do ołtarza, a nie do szpitala. To zakończenie wydaje mi się sukcesem i reżysera i aktorki”.

Ola żyła w swoim azylu, uciekając od grubiańskości, wulgarności, od „siły brutalnej, nieczułości świata”, w odosobnieniu z wyboru – chroniąc w sobie nadwrażliwość Blanche i swoją własną, podpisując się całą sobą pod słowami prof. Kazimierza Dąbrowskiego, zamieszczonymi w programie do „Tramwaju”, które też stały się naszym wspólnym przesłaniem: „Bądźcie pozdrowieni, psychoneurotycy! Za to, że macie czułość w nieczułości świata, niepewność w pewności. Za to, że tak często odczuwacie innych jak samych siebie, za to, że czujecie niepokój świata, jego bezdenną ograniczoność i pewność siebie. Za wasze fobie mycia rak z nieczystości świta, za wasze lęki przed zamknięciem ograniczonością świata, za wasz lęk przed bezsensem istnienia. Za delikatność niemówienia innym tego, co w nich widzicie. Za waszą niezaradność praktyczną i praktyczność w nieznanym, za wasz realizm transcendentalny i brak realizmu życiowego, z waszą wyłączność i trwogę przed stratą bliskich, za waszą twórczość i ekstazę, za wasze nieprzystosowanie do tego, co jest, a przystosowanie do tego, co być powinno, za wasze wielkie uzdolnienia, często nigdy niewykorzystywane. Za to, że niewczesne poznanie się na waszej wielkości nie pozwala na poznanie się na wielkościach takich samych, którzy przyjdą po was. Za to, że jesteście leczeni, zamiast leczyć innych, za to, że wasza siła niebiańska jest zawsze spychana przez siłę brutalną; za to, co w was przeczuwane, nie dopowiedziane, nie ogarnione. Za samotność i dziwaczność waszych dróg. Bądźcie pozdrowieni! (Z rozmowy Antoniego Sibielaka z prof. Kazimierzem Dąbrowskim, „Student” nr 3/1975).

Dziękuję Ci, Olu, za Twoją czułość w nieczułości świata.

Źródło:

Materiał nadesłany

Sprawdź także